poniedziałek, 31 stycznia 2011

Tylna lampa w Audi A4

Od kilku miesięcy komputer w moim Audi A4 B7 "krzyczał", że nie działa prawa tylna lampa. Początkowo żarówka świeciła słabiej, ale od jakiegoś czasu przestała zupełnie działać.

Ostatnio udało mi się znaleźć trochę czasu i zabrałem się za wymianę tej spalonej żarówki.

W bagażniku tuż przy lampie zlokalizowałem okrągłą klapkę. Ściągnąłem ją przy pomocy śrubokręta.






W środku widoczna jest śruba, którą można odkręcić imbusem o rozmiarze 17. W swoich narzędziach takiego klucza nie znalazłem więc postanowiłem poszukać go w sklepach. Niestety nigdzie takiego nie znalazłem. Największe jakie były dostępne to 12, a i ich cena nie była dla mnie zadowalająca (ok 20zł).


Postanowiłem poszukać alternatywy. Najprostszym rozwiązaniem było kupienie śruby 17 z nakrętkami na wagę. Całość kosztowała poniżej 2 zł :) Teraz przy pomocy takiego narzędzia i płaskiego klucza mogłem odkręcić śrubę trzymającą lampę.



Wyciągnięcie lampy jest stosunkowo proste. Później należy odłączyć kabel zasilający i wyciągnąć podstawę z żarówkami. Żarówkę wyciąga się poprzez lekkie jej wciśnięcie i przekręcenie. Niestety w moim przypadku problemem nie była żarówka. Po kilku próbach lampa wciąż nie działała tak jak należy.


Na szczęście miałem starą rozbitą lampę. Postanowiłem wyciągnąć z niej  podstawę i zamontować do auta. Tym razem udało się. Lampa działała. Pozostało już tylko poskładać części w całość i przykręcić lampę  przy pomocy mojego wymyślnego imbusa.



Bardzo ciesze się, że udało mi się znaleźć czas na pomajsterkowanie przy aucie i zrobienie rzeczy, którą od dawna trzeba było zrobić. Mam nadzieję, że znajdę czas również na inne rzeczy, które są do zrobienia w domu.

środa, 26 stycznia 2011

Zakwasik

Domi nastawiła ostatnio zakwas. Jak widać wesoło sobie pracuje. Tak wesoło, że aż wyskoczył ze słoika. 

Aktualnie Domi przelała go do nowego większego mieszkanka :)

Taki zakwas używany jest do tradycyjnego wypieku pieczywa. Jak się uda to za kilka dni dodam tu fotki z procesu robienia domowego chleba.






U mnie w rodzinie takiego zakwasu z małymi modyfikacjami używa się również do przygotowania zupy, zalewajki nazywanej przez nas "święconką". Różnicą jest dodanie przypraw, niewielkiej ilości chleba razowego i większej ilości wody. 

Zakwas widoczny na zdjęciu został zrobiony ze szklanki mąki żytniej i szklanki letniej wody. Dojrzewać powinien przez około 5 dni w ciepłym miejscu i codziennie należy go "dokarmiać" 1/4 szklanki mąki i 1/4 szklanki letniej wody. 



W weekend powinien być gotowy i wtedy upieczemy pyszny chleb.


Popatrzeć się na ścianę...

Zainspirowany komentarzem Tomka do poprzedniego wpisu o tym, że czasem trzeba posiedzieć i "popatrzeć się na ścianę..." postanowiłem coś do tego dorzucić.

Dziś wpadłem na link do strony:

http://www.donothingfor2minutes.com/



Jej celem jest nakłonienie odwiedzającego do zatrzymania się i przez 2 minuty nie robienia przy komputerze zupełnie nic :)

Co ciekawe twórca strony twierdzi, że nie jest to takie łatwe bo średni czas spędzony na witrynie to 58 sekund!

Widać problemy ze zwolnieniem tempa ma więcej osób....

wtorek, 25 stycznia 2011

Po co zwalniać tempo życia?

Jako dziecko mieszkałem w małym miasteczku (30000 mieszkańców), bawiłem się na podwórzu, na pobliskich łąkach i w lasach, oddychałem czystym powietrzem, piłem czystą wodę, jadłem zdrowe, ekologiczne potrawy. Wszędzie było blisko więc ludzie po szkole, pracy mieli czas dla siebie, dla swoich rodzin, dla realizowania swoich marzeń, zainteresowań. Krótko - było to bezstresowe, wolne tempo życia.

Ucząc się jako dziecko chciałem dostać dobrze płatną pracę bo kojarzyło mi się to ze spokojnym, bezstresowym życiem. Przecież jak masz pieniądze to możesz robić wszystko. No właśnie możesz pod warunkiem, że pogoń za pieniądzem nie zabiera ci całego czasu. 

Dziś mieszkam w Warszawie, mam dobrze płatną pracę, ale czy mam spokój i bezstresowe życie? Wątpię. Wstaję o 5:30-6:00 rano. O 7:00 muszę wyjść z domu, żeby do firmy dotrzeć na godzinę 8. Staram się wychodzić po 8h, ale nie zawsze się to udaje. Zazwyczaj w dużych warszawskich firmach pracuje się dużo dłużej i do niedawna tak było i ze mną. Teraz staram się szanować swój czas, nikt nie płaci mi przecież za nadgodziny, a traci na tym moja rodzina. Ale wracając do tematu. Przy dobrych wiatrach jak skończę o 16 to do domu wracam po 17. Szybka obiadokolacja, krótka zabawa z dziećmi, kąpanie maluchów, układanie do snu i człowiek jest tak zmęczony, że nie ma już ochoty na nic więcej. Idziemy spać i cykl zaczyna się od nowa.

Najgorzej jest w zimie. Wychodzisz jak jest ciemno, wracasz jak jest ciemno. Jesteś jak zombie.

Oprócz szybkiego tempa życia, dochodzi stres związany z pracą. Jestem informatykiem w dużej firmie, pracuje przy największych projektach informatycznych w kraju. Jeżeli więc pojawi się jakiś problem to wszyscy walą do Ciebie drzwiami i oknami. Niejednokrotnie zdarzyło mi się siedzieć w pracy ponad dobę.

Stres przekłada się na większą podatność na choroby no i oczywiście na nerwową atmosferę w domu. Co do chorób to swoje dwa grosze dokłada w Warszawie natłoczenie ludzi i ścisk w komunikacji miejskiej. Według mnie to najlepsza "wymienialnia" zarazków jaka tylko może być.

Przez to wszystko zacząłem zastanawiać się czy to wszystko ma sens. Za czym tak gonie? Co jest dla mnie naprawdę ważne? Postanowiłem zatrzymać się trochę, rozejrzeć dookoła, zastanowić co chce osiągnąć i jak powinienem to zrobić.

Generalnie wychodzę z założenia:

"Jak się chce szuka się sposobu, jak się nie chce szuka się powodu."

Więc szukam sposobów.

Pierwszym krokiem jest szanowanie swojego czasu (już o tym pisałem). Jeżeli sam nie szanujesz swojego czasu to jak możesz oczekiwać szacunku dla Twojego czasu od innych.

Teraz staram się określić co chcę osiągnąć w życiu i jak chcę to osiągnąć...