wtorek, 25 stycznia 2011

Po co zwalniać tempo życia?

Jako dziecko mieszkałem w małym miasteczku (30000 mieszkańców), bawiłem się na podwórzu, na pobliskich łąkach i w lasach, oddychałem czystym powietrzem, piłem czystą wodę, jadłem zdrowe, ekologiczne potrawy. Wszędzie było blisko więc ludzie po szkole, pracy mieli czas dla siebie, dla swoich rodzin, dla realizowania swoich marzeń, zainteresowań. Krótko - było to bezstresowe, wolne tempo życia.

Ucząc się jako dziecko chciałem dostać dobrze płatną pracę bo kojarzyło mi się to ze spokojnym, bezstresowym życiem. Przecież jak masz pieniądze to możesz robić wszystko. No właśnie możesz pod warunkiem, że pogoń za pieniądzem nie zabiera ci całego czasu. 

Dziś mieszkam w Warszawie, mam dobrze płatną pracę, ale czy mam spokój i bezstresowe życie? Wątpię. Wstaję o 5:30-6:00 rano. O 7:00 muszę wyjść z domu, żeby do firmy dotrzeć na godzinę 8. Staram się wychodzić po 8h, ale nie zawsze się to udaje. Zazwyczaj w dużych warszawskich firmach pracuje się dużo dłużej i do niedawna tak było i ze mną. Teraz staram się szanować swój czas, nikt nie płaci mi przecież za nadgodziny, a traci na tym moja rodzina. Ale wracając do tematu. Przy dobrych wiatrach jak skończę o 16 to do domu wracam po 17. Szybka obiadokolacja, krótka zabawa z dziećmi, kąpanie maluchów, układanie do snu i człowiek jest tak zmęczony, że nie ma już ochoty na nic więcej. Idziemy spać i cykl zaczyna się od nowa.

Najgorzej jest w zimie. Wychodzisz jak jest ciemno, wracasz jak jest ciemno. Jesteś jak zombie.

Oprócz szybkiego tempa życia, dochodzi stres związany z pracą. Jestem informatykiem w dużej firmie, pracuje przy największych projektach informatycznych w kraju. Jeżeli więc pojawi się jakiś problem to wszyscy walą do Ciebie drzwiami i oknami. Niejednokrotnie zdarzyło mi się siedzieć w pracy ponad dobę.

Stres przekłada się na większą podatność na choroby no i oczywiście na nerwową atmosferę w domu. Co do chorób to swoje dwa grosze dokłada w Warszawie natłoczenie ludzi i ścisk w komunikacji miejskiej. Według mnie to najlepsza "wymienialnia" zarazków jaka tylko może być.

Przez to wszystko zacząłem zastanawiać się czy to wszystko ma sens. Za czym tak gonie? Co jest dla mnie naprawdę ważne? Postanowiłem zatrzymać się trochę, rozejrzeć dookoła, zastanowić co chce osiągnąć i jak powinienem to zrobić.

Generalnie wychodzę z założenia:

"Jak się chce szuka się sposobu, jak się nie chce szuka się powodu."

Więc szukam sposobów.

Pierwszym krokiem jest szanowanie swojego czasu (już o tym pisałem). Jeżeli sam nie szanujesz swojego czasu to jak możesz oczekiwać szacunku dla Twojego czasu od innych.

Teraz staram się określić co chcę osiągnąć w życiu i jak chcę to osiągnąć...

6 komentarzy:

  1. Hej Mariusz.
    Myślę podobnie - trzeba szanować swój czas, swoją rodzinę i nie dać się korporacji.
    Trzeba wrócić po 8h do domu, wyjść z rodziną na spacer, popatrzeć się w ścianę itd.
    Pracę można zmienić, rodziny lepiej nie ...

    Kiedyś przeczytałem fajne zdanie:
    "Jeszcze nikt nigdy na łożu śmierci nie żałował, że nie spędził więcej czasu w biurze".

    Pozdrawiam
    Tomek z tej samej korporacji (23p.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Nie spodziewałem się, że zostanę tak szybko namierzony :) Świetny cytat. Zapiszę go sobie. Kojarzy mi się z pewnym eksperymentem opisanym w książkach Stephen'a Covey'a. Jak znajdę ten fragment to go opiszę :)

    Dzięki za komentarz. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzenia o karierach w wielkich korporacjach nie są tak do końca naszymi własnymi marzeniami, ale to byłby temat na kolejny post, a nie na komentarz:)
    Dobrze, że każdego dnia więcej ludzi zaczyna sobie zdawać z tego sprawę.
    Powodzenia w realizacji!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję. Masz rację. Myślę, że to trochę nacisk otoczenia w czasie edukacji szkolnej. Dziś z chęcią wracamy do stylu życia, który widzieliśmy będąc dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj ;)

    Pochodzę z dokładnie tego samego miasta ;). I też mieszkam już dobrych parę lat w Warszawie. Te same problemy. Niestety nie bardzo jest jak z tym walczyć i nie do końca mam pomysł co można zmienić. Na razie trzeba popychać wózeczek pod górkę. Może kiedyś jakiś prywatny biznesik - ale nie wiadomo tak naprawdę czy nie będzie gorzej..

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za komentarz.

    Niestety to nas, a przynajmniej mnie bardzo ogranicza - strach przed tym, że może być gorzej.

    Co do biznesu to tempo na pewno nie będzie wolniejsze. Pracy trzeba będzie wkładać dużo więcej, ale sam wtedy decydujesz o swoim losie o swojej przyszłości. Na etacie niestety jesteśmy więźniami pracodawcy, trzyma nas dopóki jesteśmy mu potrzebni.

    Sam również myślę nad własną firmą, ale myślenie to niestety za mało, a dodatkowo trzeba to zrobić tak, aby było to bezpieczne.

    OdpowiedzUsuń