niedziela, 27 lutego 2011

Dziwna terapia

Będąc przy temacie słońca i plaży przypomina mi się historyjka opisywana kilkukrotnie w książkach Stephena Covey'a.

Pewien młody, odnoszący sukcesy człowiek zaczął czuć się źle. Był ciągle zmęczony, ogarniała go apatia i dręczył nieustanny niepokój. Postanowił, że uda się do lekarza po poradę.

Wszystkie badania wskazywały idealny stan zdrowia jednak dolegliwości młodego człowieka wciąż dawały się we znaki. Lekarz długo przeglądał wyniki, aż w końcu rzekł:

- Chyba wiem co Panu dolega. Przepiszę Panu specjalną jednodniową kurację. Jednak konieczne jest, aby przy jej stosowaniu przebywał Pan w miejscu, które Pan lubi. Czy ma Pan takie miejsce?

- Nie wiem - odrzekł młodzieniec.

- A gdzie Pan lubił spędzać czas jako dziecko? - drążył temat lekarz.

- Lubiłem jeździć na plażę - odpowiedział pacjent.

- Dobrze proszę więc pojechać na plażę. Przepiszę Panu trzy recepty, ale musi Pan przyrzec, że bezwzględnie się do nich zastosuje i zrealizuje je dokładnie tak jak powiem. Idąc na plażę proszę nie brać ze sobą niczego co mogłoby przerwać kurację, proszę więc nie brać ze sobą, ani telefonu komórkowego, ani radia. Proszę nie brać ze sobą też towarzystwa. Powinien być Pan sam w czasie kuracji. Nie może Pan też otwierać recept wcześniej niż to konieczne. Pierwszą proszę otworzyć o 9 rano, drugą w samo południe, a ostatnią o 15.



Młody człowiek bardzo się zdziwił bo nigdy nie słyszał o takich metodach leczenia, ale wziął trzy koperty i nazajutrz rano udał się na plażę. Poszedł sam. Nie brał ze sobą telefonu komórkowego, ani radia. Gdy przyszła godzina 9 otworzył pierwszą kopertę i bardzo się zdziwił widząc to co było tam napisane. Kartka zawierała bowiem tylko dwa słowa:

"Słuchaj uważnie"

Chłopak nie mógł uwierzyć w to co przeczytał. Trzy godziny słuchania?! Już po kilku minutach był znudzony, ale postanowił, że skoro zobowiązał się to dotrzyma słowa. To przecież tylko jeden dzień.

Zaczął się głęboko zastanawiać o co chodzi z tym uważnym słuchaniem. Zaczęły do niego docierać dźwięki, których nigdy wcześniej nie słyszał: fale bijące o brzeg, różnorodne morskie ptaki, kraby szurające po piasku. Otworzył się przed nim nowy fascynujący świat, a chłopak poczuł się zrelaksowany, pełen wewnętrznego spokoju.

Kiedy przyszła godzina 12 z niechęcią otworzył drugą kopertę. Czuł się nieszczęśliwy, że musi zakłócić stan w jakim się znalazł w ciągu ostatnich 3 godzin. Druga recepta również była bardzo zwięzła.  Instrukcja w niej brzmiała:

"Spróbuj sięgnąć wstecz"

Początkowo nie wiedział co te słowa oznaczają, jednak jego myśli szybko popłynęły do lat dzieciństwa, do chwil spędzanych wspólnie z rodziną na plaży, do wspólnych posiłków jedzonych na kocu. Wspomnienia przywołały obraz nieżyjącego już starszego brata, z którym wspólnie biegali po plaży. Do jego przyjemnych wspomnień i uczuć dołączyła się też głęboka nostalgia.

Kiedy nadeszła godzina 15 człowiek otworzył trzecią kopertę. Recepta tak jak poprzednie zawierała tylko jedno zdanie:

"Przemyśl motywy swojego postępowania"

Zadanie było trudne i człowiek uświadomił sobie, że prowadzi ono do źródła jego problemów. Zaczął głęboko analizować różne sytuacje ze swojego życia, wybory, które doprowadziły go do miejsca, w którym się teraz znalazł.

To co odkrył nie spodobało mu się. Głównym motorem jego działania w życiu był bowiem egoizm. Zawsze podejmując się jakiejś czynności zadawał sobie pytanie: "co z tego będę miał?". Mężczyzna zrozumiał powody swojego zmęczenia, apatii i nudy. Poczuł spokój i postanowił wyznaczyć nowy kierunek swojemu życiu. Zaczął się zmieniać, a wraz z nim zmieniał się świat, który go otaczał.


Każdy powinien przełożyć tą historię do swojej sytuacji i wyciągnąć wnioski odpowiednie dla siebie. Dla mnie najważniejsze jest przesłanie, że egoizm nigdzie nas nie zaprowadzi oraz, że jedynym sposobem na zmianę tego co nas otacza jest prawdziwa zmiana nas samych.

Odkąd przeczytałem "Siedem nawyków..." i uświadomiłem sobie ten prosty fakt lubię obserwować jak zmiana, której dokonuję w swoim postępowaniu wpływa na postępowanie innych.

Pisząc to nabrałem strasznej ochoty na jeden dzień spędzony w taki sposób jak opisywany w tej dziwnej terapii.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Bogaty i biedny - spotkanie na plaży

Leży na plaży, na złocistym, drobnym piasku bogacz. Ciepłe promienie słoneczne ogrzewają jego opaleniznę. Mężczyzna trzyma w ręku chłodny napój, rozkoszuje się morską bryzą i rozgląda dookoła.



Plaża jest niemal pusta. Leży na niej tylko jeszcze jeden człowiek. Bogacz przygląda mu się i stwierdza, iż na pewno jest to bardzo uboga osoba. Na jego kocu plażowym widać ślady zużycia, kąpielówki jakie ma na sobie nie są modne od wielu lat, a ręku trzyma butelkę ze zwykłą wodą. Po krótkim namyśle postanawia przerwać nudę i rozerwać się rozmową z biedakiem.

Podchodzi i grzecznie wita się z drugim mężczyzną po czym pyta dlaczego ten leży na plaży zamiast zajmować się pracą, poprawianiem swojej sytuacji materialnej. Tłumaczy, iż ciężką pracą biedak może dużo osiągnąć, że może zrobić karierę, zarobić masę pieniędzy i osiągnąć wolność finansową. Wolność finansowa zaś pozwoli mu na to by leżał na plaży, popijał schłodzony napój, rozkoszował się ciepłem promieni słonecznych i orzeźwiającym chłodem morskiej bryzy.

Biedak tylko patrzy na bogacza i tak mu odpowiada:

- Przecież już to wszystko mam. Relaksuję się na plaży popijając schłodzony napój. Promienie słoneczne dają mi opaleniznę, a morska bryza chłód. Po co więc miałbym się męczyć pracą i robieniem kariery?




Historyjka ta została przytoczona wczoraj jak byliśmy w odwiedzinach u znajomych. Słuchając jej nasuwają się następujące pytania:

PO CO WŁAŚCIWIE PRACUJEMY? CO NAS POPYCHA DO DZIAŁANIA?

Wg mnie odpowiedzią na to jest STRACH. Strach przed głodem, strach przed chłodem, przed reakcją otoczenia, przed brakiem akceptacji, przed tym ze zostaniemy w tyle, że będzie nam gorzej niż innym.

Strach zaś paraliżuje nasze wolne myślenie i stajemy się marionetkami w rękach innych, tych, którzy boją się mniej.

Z drugiej strony uczestniczę teraz w serii szkoleń dotyczących komunikowania się, negocjacji i zarządzania. Prowadzący twierdzi, że tylko 10% całej populacji ludzi nie chce pracować. Reszta odczuwa nieustanną potrzebę działania.

Kolejną rzeczą, z której powinniśmy sobie zdać sprawę jest CEL do jakiego dążymy. Nie znając celu działamy po omacku i najczęściej docieramy do końca okrężną drogą (tak jak w historyjce na początku).

CZAS WIĘC ZATRZYMAĆ SIĘ I ZASTANOWIĆ JAKIE SĄ MOJE CELE.

piątek, 18 lutego 2011

Kody na jajkach

Niedawno oglądałem w telewizji program kulinarny, w którym prezenterki pokazywały potrawy z jajek.  Przy okazji wspomniały o kodach na jajkach, które przyjmują na pierwszym miejscu wartości od 0 do 3. Postanowiłem to sprawdzić szczególnie, że twierdziły, iż te z 0 są najlepsze, a te z cyfrą 3 nie powinny być spożywane przez ludzi.

Szybko poleciałem do lodówki. Zawsze braliśmy jajka "ze średniej lub wyższej półki" więc pomyślałem, że nie powinno być źle. Najpierw otworzyłem opakowanie, których cena w hipermarkecie należała do średniego pułapu. Spodziewałem się tam kodu rozpoczynającego się od 1 lub 2. Ku mojemu zaskoczeniu ujrzałem 3.



Następnie sprawdziłem "droższe" opakowanie. Tu po poprzednim rozczarowaniu spodziewałem się 1, ale niestety na skorupce zobaczyłem 2. Postanowiliśmy, że przy najbliższym pobycie w Biłgoraju zaopatrzymy się w świeże wiejskie jaja.



Tak też zrobiliśmy. Jaja te miały zupełnie inny zapach i smak. Przy nich te z hipermarketu po prostu śmierdziały. Ich skorupka była delikatna i krucha. Po latach mieszkania w Warszawie zapomnieliśmy jak wygląda zdrowe wiejskie jajko od kury biegającej wolno i karmionej ziarnem :) Myślę ze teraz regularnie będziemy przywozić wiejskie jajka z Biłgoraja.

Jajka od wiejskich kur. 100% kod 0 gdyby tam był :)


Przy okazji sprawdziliśmy co oznaczają poszczególne cyferki.


0 - chów ekologiczny (kura hodowana w tradycyjny sposób, z wolnym wybiegiem, na świeżym powietrzu, karmiona ziarnem);
1 - chów wolnowybiegowy (kura  hodowana w warunkach częściowo otwartych - z reguły zamyka się kury na noc, karmiona paszami);
2 - chów ściółkowy (kura hodowana w zamkniętych pomieszczeniach, halach, może swobodnie poruszać się);
3 - chów klatkowy (kura spędza całe życie zamknięta w klatce, bez możliwości obrócenia się).

Pogrzebałem trochę, żeby zobaczyć jak wygląda taki chów klatkowy i znalazłem poniższy filmik.

UWAGA! FILM JEST DRASTYCZNY. NIE OGLĄDAJCIE JEŻELI MACIE SŁABE NERWY.




Po obejrzeniu tego filmu. Na pewno nie kupimy już jajek z 3 na początku!!!


Jak jajka od takich kur, traktowanych w taki sposób mogą być zdrowe???



wtorek, 15 lutego 2011

Chleb żytni razowy






Ponieważ uwielbiamy ciemne pieczywo, wczoraj postanowiłam upiec chleb żytni razowy.






Bazą był przepis na chleb żytni
Jedyną modyfikację stanowiła mąka - zamiast żytniej dodałam żytnią razową. 

W efekcie ciasto było ciężkie i mniej wyrosło, ale wyszedł piękny razowiec.



niedziela, 13 lutego 2011

Chwila dla ksiązki

Czasem trudno jest znaleźć wolną chwilę, ale na książkę zawsze znajdę czas. W ten weekend "łyknąłem" ostatnią cześć cyklu Starship Resnick'a. Poprzednie części były całkiem ok i byłem ciekawy jak autor zakończy przygody kapitana Cole'a.

Niestety zawiodłem się. Bohater stał się płytki i jakiś taki "odstrzelony" w stosunku do wcześniejszych części. Historia też kończy się banalnie. Widać, że autor męczył się przy pisaniu zakończenia cyklu. W sumie podobnie było z Resnick'iem przy jego książkach o detektywie. Zawiodłem się i coś będzie musiało naprawdę mnie zaciekawić, żebym sięgnął ponownie po tego autora.

Ostatnia część cyklu Starship Mike'a Resnick'a

W poczekalni mam za to jeszcze kilka tytułów :) Co ciekawe najpierw przeczytałem dalsze przygody obu bohaterów (Koniasza i Jakuba) i dopiero teraz wracam do wcześniejszych książek z nimi w roli głównej.

Książeczki w oczekiwaniu


Porządki na ścianie - obrazy Agnieszki Sikory

Jakiś czas temu dostaliśmy od rodziców Domi piękne olejne obrazy na ścianę. Długo leżały opakowane w papierze za kanapą, ale w końcu udało się znaleźć czas na zawieszenie ich. Oba obrazy są autorstwa pani Agnieszki Sikory.

Po krótkim zastanowieniu obraz przedstawiający wiejską chatę wiosną trafił na zieloną ścianę przedpokoju. Zaś kobieta w stroju regionalnym (biłgorajskim?) trafiła do większego pokoju.

Przy okazji zmieniliśmy miejsce naszych masek weneckich. Oczywiście nie obyło się bez wiercenia :)

Wynik rewolucji na naszych ścianach widać na poniższych zdjęciach.


Wiejska chata
Kobieta w stroju ludowym z wrzecionem
Ściana po przeróbkach
Obraz, weneckie maski i ozdobne talerze z Węgier i Słowenii.



sobota, 12 lutego 2011

Chleb żytni

Minęło trochę czasu, od kiedy obiecaliśmy dołożyć fotorelacje z pieczenia domowego chleba. W końcu udało mi się usiąść przy kompie i dotrzymać słowa.

Wiecie już, że kilka dni przed wypiekiem przygotowaliśmy zakwas na chleb. Postanowiliśmy, że tym razem będzie to chleb żytni. W związku z tym przygotowania do wypieku rozpoczęliśmy dzień wcześniej od zrobienia zaczynu.

Potrzebne składniki (na cały chleb):
  • 1kg mąki żytniej
  • 1,5 szklanki zakwasu
  • woda
  • łyżka kminku
  • łyżka soli


Wieczór - przygotowanie zaczynu

Jak widzicie przygotowaliśmy składniki i zorganizowaliśmy małego pomocnika.

W pierwszej kolejności wsypujemy do przygotowanej miski szklankę mąki żytniej.
Mąkę zalewamy 1.5 szklanki wrzątku.







Następnie przekazujemy pracę naszemu pomocnikowi w celu dokładnego wymieszania składników.



Mieszamy, mieszamy, mieszamy, mieszamy, mieszamy... i tak, aż do momentu ostudzenia masy.


Następnie dodajemy niepełną szklankę letniej wody i 1,5 szklanki zakwasu.



Dosypujemy niepełną szklankę mąki żytniej.



Wszystkie składniki ponownie mieszamy...



... aż do uzyskania jednolitej masy. Tak przygotowany zaczyn zostawiamy przykryty w misce pod ściereczką na całą noc. Zaczyn musi sobie popracować.









Następnego dnia rano - przygotowanie i wypiek chleba


Po nocy zaczyn wygląda mniej więcej tak


Dosypujemy resztę mąki żytniej.
Dodajemy łyżkę kminku...


... i łyżkę soli.


Wszystko mieszamy, a później...


...wyrabiamy.


Wyrabiamy, wyrabiamy, wyrabiamy... aż ciasto będzie jednolite i gładkie.




Wyrobione ciasto odstawiamy na ok 4 godziny, aby wyrosło.




Gdy już wyrośnie...






... formujemy bochenek....




... i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 230 stopni Celsjusza. Po 20 minutach obniżamy temperaturę do 200 stopni i dopiekamy chlebek jeszcze przez ok godzinkę.
Po tym czasie otrzymujemy piękny, pachnący chleb. Należy pamiętać żeby przed jedzeniem ostudzić świeżo wypieczone pieczywo.




Smacznego. U nas w domu już od dłuższego czasu jemy tylko własne pieczywo. Jest ono zdrowsze od tego kupowanego w hipermarketach, a przede wszystkim wiemy co się w nim znajduje. Wiemy, że jest zrobione z naturalnych składników, a nie jakiegoś sztucznego proszku.


Poza tym - ten smak, ten zapach...
Jak to mówi Magda Gessler - jest smacznie jak u mamy :)

niedziela, 6 lutego 2011

Ilustracje do Bazyliszka i legendy o powstaniu przełomu Dunajca

 Dziś ruszyło mnie, żeby trochę porysować. Miałem super zabawę z Patrysią, a przy okazji powstały rysunki, które można wykorzystać przy naszych legendach na bajkowym zakątku.


Ilustracja do legendy o powstaniu przełomu Dunajca.

Ilustracja do legendy o Bazyliszku.
Polecam również: