niedziela, 23 października 2011

Nadrzędny cel - prywatna konstytucja


Pisałem ostatnio o prywatnej konstytucji. Powinna ona stanowić drogowskaz w różnych chwilach życia.

Stwierdziłem, że mam ogólny cel do którego chcę dążyć:

Zdobyć taką wiedzę, umiejętności i kontakty, które pozwolą mi realizować wszelkie zadania jakie sobie postawię.

I jak powinienem do niego dążyć:

Robić nowe rzeczy, a nie powtarzać na nowo te które już znam.

Łamię tutaj zasadę S.M.A.R.T.(Specific, Measurable, Actionable, Revelant, Timely), jednak wiem, że właśnie to jest dla mnie ważne. S.M.A.R.T. powinien być używany dla zadań wspomnianych przy tym celu ogólnym.

I teraz przyglądając się temu co robię trzeba odpowiedzieć na pytanie czy powtarzam to co znam, potrafię, w czym jestem już dobry. Założę się, że większość ludzi odpowie na to pytanie twierdząco. Z jednej strony można powiedzieć, że to droga równowagi, stabilizacji itp. A stabilizacja jest dobra. Jednak co się dzieje gdy w przyrodzie coś przestaje się zupełnie ruszać (totalnie się stabilizuje)? Taki organizm umiera, ginie.



Potrzebujemy zmian, żeby czuć, że żyjemy. Możemy czekać, aż taka zmiana nadejdzie z zewnątrz i nie będziemy mieli na nią wpływu lub poszukiwać i wybierać zmiany, które będą dla nas dobre. Druga opcja jest trudniejsza, gdyż musimy przełamać wewnętrzne lenistwo, które ładnymi słowami nazywamy dążeniem do stabilizacji.

Ja takie rozliczenie zrobiłem ostatnio u siebie. A żeby nie zapomnieć o tym jak niekorzystne jest się zupełne zestabilizowanie wydrukowałem i przyczepiłem opisany powyżej nadrzędny cel i sposób dążenia do niego na biurku w pracy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz