wtorek, 6 grudnia 2011

Stadion w mieszkaniu. Kinect.

W ostatnich latach okres świąteczny zaczyna się zaraz po "Wszystkich Świętych". To chyba duch Świąt Bożego Narodzenia tak się rozrósł. Niestety jak byłem dzieckiem ten duch wyglądał zupełnie inaczej. Święta oznaczały rodzinę w komplecie. Pamiętam jak tato przyjeżdżał z pracy z Danii, w domu pachniała choinka, a tato przywoził ze sobą pudła bananów i pomarańczy. W tamtych czasach był to niebywały luksus i egzotyka. Dziś "święta" oznaczają szaleństwo zakupów. Gotowe potrawy wigilijne kupuje się w hipermarketach. Słyszałem nawet o sytuacji, że w jednym z domów jedną z dwunastu potraw były "czipsy".



Wracając do szaleństwa zakupów. Niestety ulegam mu jak większość ludzi. Oczywiście jak zwykle przesadziliśmy z "mikołajkami" dla dziewczynek. Dodatkowo w weekend szarpnęliśmy się na XBoxa z kinectem i kilka gier. Nigdy nie byłem fanem konsol, ale muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem urządzenia Microsoftu.

Od kilku dni w "dużym pokoju" mamy kręgielnie, stadion, plażę, szkołę tańca i wiele innych wspaniałych miejsc. Najfajniejsze jest to, że przy okazji tych gier człowiek bardzo dużo się  rusza. Można nabawić się zakwasów.

Stworzyłem sobie okazje do poruszania w zastępstwie capoeiry, która do końca roku została zawieszona. Z drugiej strony:

Człowiek zawsze znajdzie usprawiedliwienie i wytłumaczenie dla każdego szaleństwa jakiego się dopuści.

Sprawiłem sobie dodatkowego pożeracza czasu. Domi, która była na początku sceptyczna do tego zakupu szaleje teraz w kręgle, zumbę, boks i siatkówkę i z satysfakcją mówi, że dowiedziała się o istnieniu mięśni, o których istnieniu nie miała pojęcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz