poniedziałek, 30 stycznia 2012

Miód pitny niesycony - trójniak

Jakiś czas temu pisałem, że planuje nastawić kolejną porcję miodu pitnego. Tym razem postanowiłem zrobić miód niesycony, a więc taki, którego nie poddaje się obróbce termicznej. Podobno przy miodach niesyconych jest większe ryzyko, że trunek się nie uda, ale nakład pracy jest zdecydowanie mniejszy, niż przy syconych. No i wydaje mi się, że jest to przepis bardziej "naturalny/tradycyjny".

Zobaczymy co z tego wyjdzie.


Miód nastawiłem w 10 litrowej butli.

Składniki:
3 litry miodu lipowego
6 litrów wody
kilka lasek wanilii
kilka kawałków kory cynamonu

+ przygotowana matka drożdżowa
i pożywka dla drożdży


Miód wymieszałem z wodą i wlałem do butli. Później dodałem wanilie, cynamon i dodałem przygotowaną matkę drożdżową i pożywkę. Po ok 1,5 doby nastaw zaczął porządnie "bulkować" :)



Za jakieś 6 tygodni ściągnę miód znad osadu. I później jeszcze dwa lub trzy razy powtórzę tą operację w zależności od tego jak szybko mój miód będzie się klarował.


Ponieważ to trójniak powinien postać co najmniej 18 miesięcy. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Z zeszłorocznego nastawu tak jak już pisałem jakiś czas temu zostały dwie buteleczki 0,7l :)

Oprócz miodu lipowego, który od razu planowałem na miód niesycony miałem jeszcze 3 słoiki miodu wielokwiatowego. Wielokwiatowy planowałem na miód sycony, ale ze względu na ogólny brak czasu zrobiłem dziś drugą butlę niesyconego.

niedziela, 22 stycznia 2012

Wyjątkowe miejsca, wyjątkowe chwile.

Domi znalazła wczoraj wspaniały cytat, opis Biłgoraja - miasta, z którego oboje pochodzimy.


"W gasnącym świetle dnia wszystko wydawało się piękniejsze: kwiaty drzew bardziej wyraźne, wszystko było zielone, soczyste, promieniujące światłem zachodzącego słońca i aromatyczne...

Wydawało mi się, że te pola, łąki i mokradła, muszą przypominać ziemię Izraela. Świat wydawał się otwartym Pięcioksięgiem...

Między Zwierzyńcem, a Biłgorajem krajobraz był zachwycający. Jechaliśmy przez lasy i łąki mijając od czasu do czasu chatę krytą strzechą lub bielony domek kryty gontem.

Choć moja matka już wcześniej wychwalała Biłgoraj, okazał się ładniejszy nawet niż jej opisy. Otaczające go lasy wyglądały z oddali jak błękitna księga. Domy tonęły w ogrodach i sadach, stały przed nimi ogromne kasztany. W miasteczku panował błogi spokój, jakiego nigdy przedtem nie zaznałem, pachniało świeżym mlekiem i dopiero co rozczynianym ciastem. Wojny i nędza wydawały się być daleko stąd.

Dom dziadka, stary, zbudowany z pobielonych bali, o dachu porośniętym mchem i z ławą pod oknami, znajdował się w pobliżu bóżnicy, mykwy i przytułku dla ubogich.

Ciotka poczęstowała nas ciastem z suszonymi śliwkami, które smakowało jakby je upieczono w raju. Głosy ptaków, świerszczy i innych owadów dzwoniły mi w uszach, a kiedy uniosłem wzrok, zobaczyłem biłgorajską synagogę, a za nią pola rozciągające się do skraju lasu. Miały przeróżne kształty i barwy: kwadratowe, prostokątne, ciemnozielone i żółte...

Marzyłem, aby móc tutaj zostać na zawsze".

Isaac Bashevis Singer "A Day of Pleasure" ("Dzień Przyjemności")



Nie mogę powiedzieć, że tak to wygląda również teraz, ale ten fragment przypomniał mi pewną scenę z dzieciństwa.


Było lato. Mieszkaliśmy w starym, drewnianym domu. Przez wielkie, otwarte okno w kuchni napływało do domu rześkie, poranne powietrze. Nie było zimno bo budzące się słońce ogrzewało nas swoimi promieniami przebijającymi się przez liście oddalonego nieco drzewa rosnącego na przeciwko okna kuchennego.

Przez okno widzieliśmy mały ogródek, pełny zielonych warzyw i różnokolorowych kwiatów.

Mama zrobiła śniadanie. Biały ser ze śmietaną i świeżym szczypiorkiem przyniesionym przed chwilą z ogrodu.
Dodatkowo dostaliśmy świeży, jeszcze ciepły chleb z pobliskiej piekarni pani Olszewskiej. Chleb posmarowany był chłodnym masłem.

Panowała błoga cisza przerywana niekiedy śpiewem ptaków ukrytych wśród drzew i brzęczeniem pszczół zwabionych zapachem kwiatów w ogrodzie.

Było najzwyczajniej spokojnie. Wyjątkowo.


Dziś trudno o takie chwile. Dziś wszystko trzeba robić szybko, nie ma czasu, że by się zatrzymywać, a wszystko dokoła pomaga nam w tym, aby pracować szybciej i zarabiać więcej. A takie miejsca znikają z mapy Polski wypierane przez wszechogarniającą nas globalizację.

Mam nadzieję, ze kiedyś jeszcze uda mi się znaleźć takie chwile, pokazać je moim dzieciom.

Wierszowanka - Zwolnij tempo!

Poetą nie jestem, ale przyszła mi do głowy wczoraj taka oto wierszowanka (rymowanka?).



Szybkie życie, praca, dom.
Wokół beton, spalin woń.
Wyścig szczurów, kołowrotek.
Pył ulicy, płytki oddech.

Oczy pieką to już norma.
Miejski zgiełk jest dookoła.
Wstajesz rano. Znów zmęczony.
Dzień za dniem wciąż powtórzony.

Szukasz ciszy i spokoju.
Pragniesz zmiany i rozwoju.
Prosta ścieżka! Porzuć krętą!
Ty wybierasz! Zwolnij tempo!



Pisać rymów nie potrafię, ale w czyjeś gusta może trafię :P

sobota, 21 stycznia 2012

Ser w przenośni - co zrobić, gdy śmierdzi...

Jakiś czas temu czytałem książkę "Kto zabrał mój ser?". Wbrew pierwszemu wrażeniu nie jest to książka kulinarna, a tytułowy ser nie nadaje się do jedzenia. Ser jest czymś do czego, dążymy, czymś czego szukamy i czymś co sprawia, że jest nam dobrze jak już to znajdziemy.

Ale czy jak już odnajdziemy nasz "Ser" to czy to oznacza, że będzie nam dobrze już na zawsze?

Niestety nasze otoczenie się zmienia i przede wszystkim my się zmieniamy i coś co było dobre dla nas jakiś czas temu może nie być dobre dla nas w dniu dzisiejszym. Autor książki, o której wspominam wprost zaleca:

"Wąchaj często swój Ser; będziesz wiedział, kiedy się psuje"

i

"Im szybciej zrezygnujesz ze Starego Sera, tym wcześniej znajdziesz Nowy".

Mój kumpel Johan kiedyś często mawiał: "Czuje swąd - spierd(...)am stąd".

Coś w tym musi być. Jeżeli jest nam z czymś źle to powinniśmy to zmienić.
Przesłanie to można znaleźć również w poniższym filmiku. Bardzo mi się on spodobał więc postanowiłem go pokazać na Wolnym Tempie.


Coś czuje, że jeden z moich "Serów" zaczyna śmierdzieć, albo wręcz ciągnie niesamowicie (istny ser pleśniowy). Chyba boję się przyznać sam przed sobą, że tak właśnie jest...

Przy okazji mamy Dzień Babci i Dzień Dziadka. Nasze dziewczyny dały dziadkom "łapki".

środa, 18 stycznia 2012

Lech czy Lach

Pisałem o tym już kilka razy, że jestem po lekturze "Ogniem i mieczem" na audiobooku. W tym historycznym nastroju przypomniała mi się pewna kwestia, którą od dłuższego czasu mnie zastanawia.



Każdy zna legendę o powstaniu państwa polskiego, czyli o Lechu, Czechu i Rusie. Imiona Czech i Rus oczywiście kojarzą nam się z naszymi południowymi i wschodnimi sąsiadami, ale o co chodzi z tym Lechem. Nijak on nie pasuje do nazwy Polska.

Z drugiej strony nasi wschodni sąsiedzie pogardliwie nazywają nas Lachami. Być może legenda powinna nosić tytuł: "O Lachu, Czechu i Rusie"?

Przy okazji Lachów widziałem, gdzieś fajną interpretację słowa "szlachta". Pochodzenie to zostało ostatecznie podważone przez prowadzących dyskusję, ale mi się bardzo spodobało.

Mianowicie "szlachta" można złożyć ze słów "(s)z Lach ta" czyli pochodzący od Lacha (Lecha). Historyjka wydaje się bardzo prawdopodobna. Jak sądzicie?

Na deser legenda:
O Lechu, Czechu i Rusie - O powstaniu państwa polskiego.

piątek, 13 stycznia 2012

Zimowy podwieczorek: kasza jaglana z jabłkami w sosie cynamonowym

Dzisiaj podam Wam przepis na idealny, zimowy podwieczorek. Kasza jaglana uznawana jest za najzdrowszą kaszę. Nie zawiera glutenu, ma za to rzadko występującą krzemionkę, doskonale wpływającą na stawy i wygląd skóry, włosów i paznokci. Cynamon zaś ma działanie antyseptyczne, jest pomocny w walce z przeziębieniem. A poza tym ten jego zapach i smak, pasujący do tak wielu potraw... To zdecydowanie, obok czosnku, imbiru i bazylii, moja ulubiona przyprawa.

Przepis jest bardzo prosty i całe przygotowanie nie powinno zająć więcej niż 15 min.

Kasza jaglana z jabłkami w sosie cynamonowym:
1 szklanka kaszy jaglanej
2 szklanki wody
2 jabłka
1 banan
2 łyżki miodu gryczanego
cynamon - ilość dowolna

2 szklanki wody zagotowujemy. Kaszę jaglaną wrzucamy na sito, przepłukujemy zimną wodą, a następnie przelewamy wrzątkiem. Dzięki temu usuniemy ewentualną goryczkę. Kaszę wrzucamy na gotującą się wodę (można lekko posolić), przykrywamy i gotujemy do momentu, aż kasza wchłonie całą wodę. U mnie było to 10 minut. W tym czasie myjemy i obieramy jabłka. Kroimy je w kostkę i wrzucamy do niewielkiego garnka. Banana obieramy ze skórki i kroimy w plasterki. Dodajemy do jabłek i dusimy (można dodać niewielką ilość wody). Gdy jabłka lekko zmiękną, dodajemy miód i cynamon. Wszystko razem mieszamy. Jabłka możemy dusić do całkowitej miękkości lub pozostawić lekko twardawe - zależy co kto lubi :) Ugotowaną kaszę nakładamy na talerz i polewamy jabłkami z cynamonowym sosem.

Jest to świetna przekąska na zimny dzień, sycąca i rozgrzewająca. Zatem smacznego :)

czwartek, 12 stycznia 2012

Kalorie spalane w trakcie wykonywania różnych czynności

Dziś ciekawostka. W zeszłym roku dostałem książeczkę o zdrowym odżywianiu. Przy okazji opisane są tam ilości kalorii spalanych w trakcie wykonywania różnych czynności. Jak człowiek zobaczy ile energii zużywają poszczególne czynności i porówna to z energią dostarczaną przez poszczególne rzeczy, które zjadamy, uświadamia sobie co na codzień robi ze swoim zdrowiem.



Co ciekawe. Żeby spalić jedno średnie jabłko (ok 50kcal) musimy przespać się lub poczytać coś przez pół godziny. Za to jeden pączek (ponad 300kcal) to aż godzina intensywnych ćwiczeń fizycznych :P

środa, 11 stycznia 2012

Achtung! Wydeło! - filmik

Muszę to pokazać. Ten filmik mnie rozwala :) Najlepszy jest głos, sposób mowy i słownictwo operatora "kamerki".


wtorek, 10 stycznia 2012

Brak prawdziwej zimy i walka z wszechogarniającą szarością

Pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza. Zamiast zimy mamy jesienną szarugę i deszcz. Nasze dziewczynki z utęsknieniem czekają na śnieg - na sanki, lepienie bałwana i robienie aniołków na śniegu.


Ja też mam dość patrzenia na świat, który ostatnio przybiera wyłącznie odcienie szarości. Patrząc za okno widzę wielkie, szare, brudne miasto, w którym aż nie chce się być. 




Dlatego dziś obudziłam się z mocnym postanowieniem zwalczenia depresyjnego nastroju. Na początek udało mi się roztoczyć po domu zapach świeżych razowych bułeczek, który od razu poprawia humor. Następnym razem zrobię fotorelację z pieczenia i wrzucę na nie przepis.


Potem zanurzyłam się w cudowny, kolorowy świat potraw i upatrzyłam sobie kilka do wypróbowania w najbliższym czasie. A to moje najnowsze kulinarne nabytki:


Ale moim najlepszym, niezawodnym sposobem na poczucie choć odrobiny ciepła i słońca są zdjęcia z wakacji :)

Triest
Grado

Na południu Polski podobno spadł śnieg. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że wkrótce szarość zamieni się w biel. Zapewne wtedy zaczną się ogólne narzekania - że zimno, że ślisko, że ciągle sypie. Ale co tam. Prawdziwa zima musi być! :)

niedziela, 8 stycznia 2012

Miód pitny - etykiety

Ostatnio mam okres rozlewania swoich wyrobów do butelek. Trochę się tego naprodukowało, ale uważam, że jest to świetny prezent dla rodziny i znajomych (szczególnie jak butelka jest zakorkowana i z ciekawą etykietką).

W czasie tego weekendu przyszedł czas na rozlewanie miodu pitnego, który nastawiłem jakiś rok temu. Nastawiłem 10l trójniaka, który powinien dojrzewać co najmniej 18 miesięcy. Niestety w wyniku "ściągania" z nad osadu i przede wszystkim licznych degustacji miodu zostało mi na dwie butelki 0,7l. Akurat miałem dwie butelki kamionkowe, które idealnie nadają się dla tego trunku. Przygotowałem również specjalne etykiety dla miodu pitnego. Szablon przystosowany do druku znajduje się poniżej.

Musze przyznać, że miód wyszedł super. Jest bardzo klarowny (może dlatego,że ściągałem go znad osadu 3 razy) i ma piękny złocisty kolor. Smak i moc też nie mają sobie nic do zarzucenia. Robiłem zdjęcia dla celu "zarządzania konfiguracją" więc postaram się je odnaleźć i umieścić przepis na wolnym tempie - bo warto.




Ponieważ zwalnia mi się trochę miejsca w butlach zastanawiam się nad nastawieniem "win zimowych". Zobaczymy co z tego wyjdzie. Przy okazji sprawdzę jak nadaje się do takich celów wyciskarka do soków, którą za namową moich kolegów z pracy zakupiliśmy.

Planuję też nastawić tegoroczną partię miodu. Spróbuję może zrobić miód pitny niesycony na bazie miodu lipowego.

piątek, 6 stycznia 2012

Zakręcony jak słoik na zimę

"Zakręcony jak słoik na zimę" - ciekawe czy za kilka lat młodzież będzie widziała co to oznacza, po co i jak zakręca się słoiki na zimę. Od lat "tradycja" robienia przetworów zaczyna wymierać bo wszystko jest dostępne w sklepach.

Generalnie zwrot ten oznacza człowieka, który się miota, zmienia zdanie, niczego nie potrafi dokończyć. Jednocześnie myślę, że znaczenie to może oznaczać człowieka, który na pozór jest bardzo poukładany (na pozór, gdyż wynika to z bezwolnego poddania się otaczającemu nurtowi), albo lepszym określeniem byłoby "człowiek złamany".



Gdy nie wiesz, w która stronę iść nie idziesz w żadną, stoisz bezradnie i po jakimś czasie stwierdzasz, że jest Ci z tym dobrze. Zamykamy się w naszym własnym świecie, fiksujemy się na tym jak jest(bo tak jest dobrze i nie należy nic zmieniać), konserwujemy się w sosie własnym i osiągamy "słoicki spokój" (choć w tej chwili w Warszawie ten zwrot ma powszechnie inne znacznie).

Niestety świat dookoła jest dynamiczny, ciągle się zmienia, a jeżeli nie dostosowujemy się do zmian to zostajemy w tyle, wypadamy z gry i mamy duże szczęście jeżeli ktoś z mijających nas nie kopnie naszego słoika, nie rozbije go i nie podepcze nas pośród rozbitego szkła.

Ps. Wolne tempo nie oznacza słoickiego spokoju :P

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Młoda Polska, Młoda Polska XXI

Pamiętacie taki okres jak "Młoda Polska". Był on odpowiedzią na bardzo negatywnie odbieraną przez ówczesnych ludzi  sytuację ideową, filozoficzną, polityczną i artystyczną. Ludzie odczuwali kryzys wartości, czuli, że zachodnia cywilizacja nie ma już nic do zaoferowania człowiekowi, a świat zmierza ku nieuchronnej katastrofie.

Wydaje mi się, że analogiczną sytuację mamy teraz. Powszechna globalizacja powoduje, że tracimy swoją unikalność, swoje jestestwo. Stajemy się liczbą w statystykach, jednostką bez znaczenia, jednym z wielu takich samych. Otacza nas tandeta. Ubieramy śmieci, jemy śmieci, traktujemy się jak śmieci, otaczamy się śmieciami i toniemy w nich.

Wydaje mi się, że tak jak w przypadku Młodej Polski tak i tu zaczyna się kreować trend sięgania do korzeni, do prostoty, która wyróżnia, do tradycji rodzinnych, mądrości ludowych.

Nie ukrywam, że prawdopodobnie z tego trendu mogło powstać "Wolne tempo", ale widać to wszędzie dookoła. Spójrzcie na logo Euro 2012 oparte na tradycyjnych wzorach ludowych. Jak popularne stają się sklepy z produktami benedyktyńskimi, jak często zaczynamy szukać produktów "od rolnika", jak często robimy własne przetwory wg przepisów przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Czas pokaże jak nazwany będzie kiedyś ten okres, w którym teraz żyjemy.

Dziś obrazek z aplikacji, którą napisałem na telefon i którą uwielbiają bawić się moje dzieciaki.

niedziela, 1 stycznia 2012

Ogniem i mieczem, warcholstwo, prywata i patriotyzm

Pisałem jakiś czas temu, że w drodze do pracy słucham audiobooka "Ogniem i mieczem". Przedwczoraj odsłuchałem kilka ostatnich rozdziałów. Wydaje mi się, że czytając ją w tradycyjny sposób miałbym spore problemy z dokończeniem tej lektury, ale muszę przyznać, że książka jest super.


Niejednokrotnie słuchając o przygodach polskiego rycerstwa wstępowała we mnie duma i euforia. Cóż książka miała działać "ku pokrzepieniu serc" i spełniła swoją rolę.

Dodatkowo uważam, że jest ona też aktualna we współczesnym świecie. Przywary polskiego rycerstwa widać i dziś. Pełno przecież widzi się warcholstwa, zamiłowania do prywaty, zawiści, zadufania w sobie, gloryfikowania własnej zajebistości. Wystarczy prześledzić wystąpienia polityków, biznesmenów i gwiazd w mediach.

Z drugiej strony uważam, że drzemie w nas patriotyzm. Wystarczy go tylko wzbudzić tak jak to działo się w powieści Sienkiewicza z panem Zagłobą. W chwilach, kiedy było to konieczne (i nieuniknione?) Zagłoba stawał jak jeden z najmężniejszych (choć często działo się to po trosze z  przypadku lub z zapomnienia).

Polacy potrafią się zjednoczyć dla wspólnego celu i nie ma im wtedy równych w działaniu. Najczęściej jednak zjednoczenie przynosi wspólny wróg. Nasz kraj działał najlepiej, gdy był "państwem podziemnym", a walczyliśmy o wspólną sprawę najlepiej jako partyzanci, przy pomocy forteli jakby to powiedział Zagłoba.

Ciekawe co w dzisiejszym świecie mogłoby być dla Polaków takim bodźcem?

Zrobię sobie krótka przerwę na coś lżejszego do słuchania i wrócę do trylogii Sienkiewicza. Tym razem zmierzę się z "Potopem".

Przy okazji zrobiłem obrazek do przysłowia:

"Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma."

I witam serdecznie w 2012 roku!!!