wtorek, 28 lutego 2012

Sekret sukcesu? Niech ludzie poczują, że są wyjątkowi!

Zastanawialiście się co czyni wielkie firmy WIELKIMI? Czy zaczynając swoją drogę chwalą się swoimi wspaniałymi produktami? Z drugiej strony. Dlaczego tak wiele wspaniałych wynalazków pokazanych światu nie zyskuje uznania?


Według mnie ważnym elementem sukcesu firm nie jest gloryfikowanie własnej wspaniałości, ale umożliwianie ludziom (przy pomocy swoich produktów)  wyróżnienia się w tłumie.

Google - wyszukiwarka pozwala na pokazanie szerokiej rzeszy ludzi tego co stworzyliśmy, pochwalenia się naszymi wysiłkami, tym czym żyjemy i co jest dla nas ważne. Nieistotne czy będzie to strona firmowa, sklep, który prowadzimy, blog, wiersze itp. dzięki Google zostaniemy dostrzeżeni, dostaniemy informacje zwrotną od ludzi, do których chcemy dotrzeć. Z drugiej strony gmail przez długi czas był serwisem dostępnym tylko "na zaproszenie". Otrzymanie takiego zaproszenia tez powodowało, że czuliśmy się wyjątkowi, wyróżnieni.

Facebook - serwis zaczynał na zasadzie podobnej do Gmail. Użytkownikiem, można było zostać tylko pod pewnymi warunkami (wspólnota uczelniana), tylko wybrani mogli mieć do niego dostęp. Teraz serwis jest dostępny dla wszystkich, ale wciąż pozwala się wyróżniać. Chwalimy się swoimi zdjęciami, zainteresowaniami, wspaniałymi wynikami w grach.

Youtube -  tak jak poprzednicy serwis pozwala na pochwalenie się swoimi talentami w postaci krótkich filmików. Zaskakujące jest to jak wiele talentów zostało odkrytych dzięki serwisowi i wsparciu tysięcy ludzi, użytkowników Youtube.

Przykładów sukcesów opartych na udostępnieniu innym możliwości "wyróżniania się" można podawać w setkach, ale najważniejsza jest chyba następująca myśl:

Aby stać się wielkim, trzeba pomóc innym ludziom w stawaniu się wielkimi, trzeba pozwolić, aby poczuli się wyjątkowi.

niedziela, 26 lutego 2012

Oddawanie własnego czasu

Czas jest najbardziej deficytowym towarem jaki posiadają ludzie. Towarem, bo gdy brakuje nam własnego czasu możemy kupić go od innych ludzi. Najczęściej w bezpośredniej formie nazywane to jest "stosunkiem pracy". Chociaż np. telewizja, internet robi to samo dając nam tanią i często płytką rozrywkę w zamian za nasz czas, który sprzedawany jest za grubą kasę reklamodawcom.

Pisząc o tym przychodzi mi do głowy następujący cytat:

"Kontroluj swoje przeznaczenie albo ktoś zrobi to za ciebie." - Jack Welch

Oddając swój czas, oddajemy kontrolę nad sobą innym ludziom.


Media te mają swoją "pozytywną" wartość, ale często błądzimy po kanałach telewizyjnych lub po stronach internetowych marnując nasz czas, który został nam dany, a moglibyśmy go wykorzystać do nadrzędnego celu każdego człowieka, którym jest bycie ważnym, potrzebnym i podziwianym. Siedząc przed odbiornikiem tego nie dokonasz.

Nasz czas na tym świecie jest ograniczony, a przecież chcielibyśmy zrobić, zobaczyć, usłyszeć i powiedzieć tak wiele rzeczy.

Co do telewizji to od 3 lat moje córki stosują na nas bardzo skuteczną terapie "odwykową" przy pomocy specyfików znanych powszechnie jako "Świnka Peppa" i "Malipony" ("My Little Pony").

Z internetem jest trochę gorzej, ale staram (staramy) się wykorzystywać czas przy komputerze do czegoś pożytecznego (przynajmniej z naszego punktu widzenia).

Najważniejsze jest, aby narzędzia, które mamy do dyspozycji wykorzystywać do własnych celów i poświęcać im tylko tyle czasu ile jest to konieczne.


Dziś w celach edukacyjnych zrobiłem ikonkę do aplikacyjki BubbleMe! na mój smartfon i wygenerowałem pakiecik instalacyjny na potrzeby Android Market. Może za jakiś czas "szarpnę" się na 25$ wpisowego i również w celach edukacyjnych umieszczę ten programik w Android Market




Poniżej pegaz wykonany w kilka sekund na ekranie telefonu :P Taka zabawa kulkami na ekranie jest bardzo relaksująca.


środa, 22 lutego 2012

Naciągacze komórkowi

Żyjemy wśród ludzi i niestety czasem natykamy się na naciągaczy, ludzi, którzy chcą wykorzystać nasze dobre serce, naszą naiwność. Czytałem ostatnio o naciąganiu na zakup doładowań do telefonów komórkowych.

Kilka dni później kolega z pracy dostał dokładnie taki SMS o jakim pisał autor artykułu o naciągaczach. Oczywiście nabrać się nie dał bo niczyją matką nie był, ale jego reakcja na tą sytuację rozbroiła mnie (i nie tylko mnie).

Ów kolega z pełną powagą odpisał na SMSa, iż na temat doładowań porozmawia z domniemanym synem przy obiedzie :D Czynność ta nie miała większego sensu w kontekście  "dania nauczki" naciągaczowi, ale doskonale poprawiła nastrój całego zespołu.

niedziela, 19 lutego 2012

Najpierw wysłuchaj czyli jak podzielić się pomarańczą?

Stawianie sprawy na ostrzu noża jest czyś czymś bardzo powszechnym. Przecież to "ja" mam rację, a inni się mylą. Nawet jeżeli okaże się, że w jakimś bardzo małym stopniu myliłem się to i tak będę walczył o swoją rację. Całokształt mojego punktu widzenia w ostateczności i tak jest najwłaściwszy. Będę przekonywał do swojego zdania, aż osiągnę swój cel.

Niestety takie podejście zazwyczaj przynosi odwrotne rezultaty. Nawet jeżeli uda nam się osiągnąć taką metodą swój cel możemy być pewni, że "druga strona" przy najbliższej okazji odbierze swoją stratę i to z nawiązką.


A wystarczyłoby posłuchać tego co nasz rozmówca ma nam do powiedzenia. W większości przypadków okazałoby się, że mamy wspólny cel, a różnią nas tylko drobiazgi w osiągnięciu tego celu. To tak jak w historii o dwóch ludziach, którzy chcieli się podzielić jedną pomarańczą. Długo sprzeczali się, kto powinien dostać jaką cześć owocu i ostatecznie podzielili go na pół. Niestety żadna z osób nie była zadowolona z takiego podziału, a powód był bardzo prozaiczny. Jeden z ludzi chciał z tego owocu dostać soczysty miąższ, drugi zaś potrzebował aromatycznej skórki. Podział owocu na pół spowodował, że żaden z nich nie uzyskał wystarczającej ilości części owocu na której im zależało. A scenariusz byłby zupełnie inny, gdyby posłuchali tego co maja do powiedzenie, gdyby wyjaśnili swoje potrzeby.

Metody "siłowe" rzadko powodują, że osiągamy swoje cele. Częściej powodują zupełnie odwrotny efekt i pogarszanie naszych stosunków z ludźmi.

niedziela, 12 lutego 2012

Każdy chce być wielki

Każdy chce być ważny, każdy chce być wielki. Wielu się do tego nie zechce przyznać, ale każdy uważa siebie za najważniejszą osobę na świecie. Lubimy być podziwiani, chwaleni, odnosić spektakularne sukcesy, lubimy być w centrum uwagi.


W kontaktach z innymi ludźmi lepiej więc chwalić najdrobniejsze sukcesy, niż krytykować i potępiać największe nawet porażki. Trzeba to sobie zakodować w głowie i wdrażać w życie każdego dnia (a na początku nie jest to wcale łatwe).

Dzięki takiej postawie my będziemy się czuli lepiej jak i ludzie, z którymi mamy kontakt, z którymi jesteśmy związani.

Podobno 90% dolegliwości zdrowotnych ma swoje bezpośrednie lub pośrednie podłoże w psychice człowieka. A na nasz umysł nic nie wpływa tak negatywnie jak niedocenianie/ignorowanie naszej osoby.

W kontekście potrzeby bycia ważnym słyszałem ciekawą historyjkę:


Pewna kobieta doznała w pewnym momencie swego życia wielu nieszczęść. W pracy jej się nie wiodło, w życiu osobistym wszystko zaczęło się psuć. Kobieta czuła się porzucona, samotna, niepotrzebna. Pewnego dnia stwierdziła, że nie może podnieść się z łóżka. Dopadła ją choroba. Nie mogła nawet przygotować sobie nic do jedzenia.

Opieką nad chorą zajęła się matka. Przygotowywała córce posiłki, przynosiła leki, pielęgnowała ją. Przez 10 lat choroby dziecka codziennie wchodziła po schodach na piętro, na którym leżała ciężko chora kobieta.

Pewnego dnia przemęczona matka nie obudziła się już. Zgryzota spowodowana chorobą córki i wysiłek jaki wkładała w opiekę nad nią odcisnęły na starej kobiecie swoje piętno.

Chora córka przez wiele dni rozpaczała nad swoją stratą, opłakiwała śmierć matki lecz w końcu...  wstała z łóżka i od tej pory żyła normalnie.


Historia ta pokazuje jak niszczycielski wpływ ma na nas poddawanie się negatywnym emocjom oraz z drugiej strony jak bardzo potrzebujemy, żeby być ważnymi, żeby ktoś się nami interesował. Trzeba jednak zawsze zastanowić się jakie skutki mogą mieć nasze działania, czy nasz sposób na bycie ważnym nie przynosi szkody innym ludziom.

Na koniec życzę wszystkim pozytywnego nastawienia i związanego z nim wspaniałego zdrowia. Dziś za oknem mróz i piękne słońce, które doskonale podładuje nasze "baterie".

piątek, 10 lutego 2012

Patrz zawsze tam dokąd chcesz trafić.

Czy zauważyliście, że w przypadku, gdy możliwe jest kilka scenariuszy rozwoju danej sytuacji, spełnia się najczęściej ten, o którym najintensywniej myślimy?



Niestety bardzo często najmocniej skupiamy się na scenariuszu, którego najbardziej się obawiamy. A wystarczyłoby wypracować w sobie pozytywne podejście do życia, pozytywne myślenie i wszystko potoczyłoby się tak jak trzeba. Nie myślelibyśmy asekuracyjnie, nie skupialibyśmy się na metodach obrony przed tym czego się obawiamy.

W najlepszym wypadku zabezpieczamy się w ten sposób przed skutkami niepowodzenia, ale nie posuwamy się też do przodu.


"Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu, a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać."
Andrzej Sapkowski - Wieża jaskółki


Energię wyciąganą z nas przez strach moglibyśmy poświęcić na rozwój i na zapewnienie sukcesu scenariusza najbardziej optymalnego dla nas samych. Pokonanie strachu oznacza uwolnienie własnego umysłu, pomysłowości, innowacji, oznacza wolność dla nas samych i przejrzysty widok na nasz cel.


"Nigdy nie patrz tam, dokąd nie chcesz trafić."
Spencer Johnson - Jedna minuta dla samego siebie.


Zauważyłem, że najlepszy sposób na pozbycie się negatywnych myśli to uśmiech otrzymany od innych ludzi. A otrzymać uśmiech najłatwiej jest uśmiechając się do innych.

Przychodząc do pracy zawsze staram się przywitać z kolegami z uśmiechem na twarzy i z jakaś pozytywną uwagą: co za wspaniały poranek; widzę, że dziś wszystko idzie idealnie; widzę, że jest lepiej, niż dobrze itp. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś nie odwzajemnił się uśmiechem, często też zagadnięta osoba zaczyna się śmiać i wiem, że powoduje to rozładowanie nagromadzonego napięcia. Z drugiej strony taka reakcja wpływa jeszcze bardziej pozytywnie na mnie i mam wtedy pewność, że wszystko będzie szło po mojej myśli.


"Cokolwiek uczynisz, dobrego czy złego, wróci do ciebie po trzykroć."
Prawo Potrójnego Powrotu

Ten dzień będzie lepszy, niż dobry.

czwartek, 9 lutego 2012

Książę - jak to wygląda współcześnie

Kojarzycie kim był Machiavelli? Większości ludzi kojarzy się on z czymś podstępnym, niemoralnym i złym.

Postanowiłem przeczytać jego książkę pod tytułem "Książę" i stwierdzam, że gość był patriotą, a zła sława, która do niego przylgnęła wynika z tego, że napisał "brzydką" prawdę o ludziach. Co ciekawe wg mnie prawda ta jest jeszcze bardziej wyeksponowana w dzisiejszym świecie.

Różnica jest taka, że nie ma już "dawnych" książąt i ich księstw. Ich miejsce zajęły państwa z prezydentami, kanclerzami i premierami na czele. Ale książąt doszukałbym się również w innych miejscach. Są nimi też właściciele przedsiębiorstw, prezesi, dyrektorzy itd.

My obywatele, pracownicy jesteśmy ich poddanymi i żołnierzami na wojnie współczesnej globalizacji, walki o wpływy i przede wszystkim "zachłannego kapitalizmu". Zwróciłem uwagę na jeden fragment, który przywiódł mi na myśl powszechne wykorzystywanie podwykonawstwa i "outsourcingu" modnego ze względu na swoją elastyczność i niskie koszty.


"Jeżeli ktoś chce państwo swe oprzeć na żołnierzu najemnym, nie osiągnie ani siły, ani bezpieczeństwa, gdyż żołnierz ten nie posiada ducha jedności i karności, jest przy tym ambitny i wiarołomny, zuchwały wobec swoich, tchórzem podszyty wobec wroga, nie ma ani Boga w sercu, ani wiary u ludzi. Póty cię żołnierz taki broni, póki ci nic nie grozi: jesteś przezeń grabiony podczas pokoju, by podczas wojny być ograbionym przez wroga. Wynika to stąd, że żołnierz najemny poza żołdem nie zna innych pobudek trwania na stanowisku: otóż pobudka taka nie wystarcza tam, gdzie chodzi o poświęcenie życia. Wojsko najemne chce być twoim wojskiem, póki nie rozpoczniesz wojny; gdy wojna wybuchnie, idzie w rozsypkę lub w ucieczkę."

Coś w tym jest. Jeszcze gorsze jest wojsko pomocnicze (podwykonawcy, sojusznicy itp) pomogą Ci, wejdą na Twój teren i już zostaną.

Zastanawiam się więc skąd u nas takie "ciągoty":

  • do budowania traczy antyrakietowej - najlepiej rozwalać ten cały ruski syf nad swoim krajem
  • do zatwierdzania ACTA - przecież pragniemy, żeby Amerykanie mieli wszystkie nasze dane i wtrącali się do naszych spraw
  • do zatrudniania pracowników najemnych - przecież nasza konkurencja nie będzie chciała ich zgarnąć
  • itd

wtorek, 7 lutego 2012

Drobne rzeczy - chwila dla samego siebie.

Dziś idąc do pracy wstrząsnął mną(w sensie pozytywnym) pewien obraz.

Jak zwykle wyszedłem godzinę wcześniej, bo dojazd do pracy to czasochłonna czynność (szczególnie w Warszawie). Idąc między blokami, słuchałem audiobooka, ciesząc się z opadów drobnego śniegu i z mrozu, który pozwoli białemu puchowi przetrwać chwilę dłużej. Jak zwykle mój krok był dosyć szybki bo nie lubię się spóźniać (mimo, iż nikt nie wymaga ode mnie punktualności i nikt mnie z tego nie rozlicza).

Spojrzałem na zegarek i stwierdziłem, że zwykle o tej porze jadę już metrem. Przyśpieszyłem kroku  jednocześnie podnosząc wzrok i zobaczyłem małą dziewczynkę stojącą spokojnie na tym mrozie. Dziewczynka miała pewnie 11 lub 12 lat i pochylała się nad maską zielonego samochodu całego pokrytego śniegiem. Na masce z wielką radością palcem rysowała uśmiechniętą buźkę ozdobioną małym noskiem i całą masą piegów.


Nie mogłem uwierzyć jak tak prosta rzecz może sprawić człowiekowi tyle radości. Uświadomiłem sobie, że pędząc przez życie zapominamy o drobnych sprawach, które pozwalają nam osiągnąć wewnętrzną harmonię.

Myślę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem w tej kwestii, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio zatrzymałem się i zrobiłem coś ot tak, bo nagle poczułem ochotę zrobienia jakiejś pozornie niepotrzebnej rzeczy. Wszystko musi być zaplanowane, sharmonogramowane i zrealizowane z należytą starannością.

A tak naprawdę kiedy zignorujemy taką własną, mała potrzebę czujemy się sfrustrowani, zagonieni, wypaleni, czujemy, że nie kontrolujemy swojego życia, że wszystko jest robione pod dyktando jakichś czynników zewnętrznych. Skutkuje to często tym, że odreagowujemy ten brak w relacjach z innymi osobami.

A gdybyśmy się zatrzymali na tą jedną minutę, narysowali buźkę to nic by się nie stało. Nasze samopoczucie byłoby znacznie lepsze i na pewno znalazłoby to odzwierciedlenie w naszych działaniach. Na świat zewnętrzny, na innych ludzi możemy przecież wpływać tylko poprzez zmianę samych siebie, naszego zachowania, poprzez kształtowanie swojego charakteru - to jedyna rzecz jaką z całą pewnością możemy zrobić.

niedziela, 5 lutego 2012

Blaszany Tytus, tajemnica potęgi USA

Dostałem ostatnio fajny, blaszany obrazek na ścianę.


Fajnie byłoby polatać takim wannolotem, albo przynajmniej posiedzieć w nim. Na świecie są różnego typu parki np.Disneyland czy Legoland w których można spotkać kultowe postacie.



W Polsce moglibyśmy mieć coś unikalnego. Park Tutusa - brzmi fajnie. Klonujemy pomysły z zachodu tak jakby nie było u nas pomysłowych i twórczych ludzi.

Jedyne co nas powstrzymuje przed realizacją naszych marzeń, pomysłów to my sami. Wykorzystanie i realizacja cudzych pomysłów, realizacja cudzych marzeń jest o wiele łatwiejsza i wydaje się bezpieczniejsza(ale czy tak jest?).

Wczoraj rozmawialiśmy z Domi o tym, że USA mimo,iż jest dość młodym krajem wyrosło na światową potęgę(mimo obecnej sytuacji i "kryzysu" trzeba to przyznać). Stwierdziliśmy, że sukces ukryty był w ludziach, którzy uciekali do Stanów z państw źle rządzonych.

Zazwyczaj byli to ludzie odważni, podążający za marzeniami, ideałami, buntujący się przeciw staremu porządkowi i represjonowani za to. W krajach, z których pochodzili mogli, albo bezwolnie poddać się narzucanemu porządkowi, albo walczyć co często kończyło się koniecznością ucieczki przed niechybną zgubą (w najlepszym przypadku więzieniem).

Przenosząc się w korzystniejsze środowisko uruchamiali swój twórczy potencjał i budowali potęgę kraju, który niestety nie był ich ojczyzną.

Patrząc na to co dzieje się w ostatnich miesiącach na świecie, widząc coraz liczniejsze protesty przeciw tyranii i ograniczaniu wolności  zastanawiam się jakie państwo na tym skorzysta. Kto przygarnie "otwarte umysły"?

Ps. Ciekawe czy ACTA pozwoli mi na robienie zdjęć obrazków, które mam zawieszone na ścianie i za które zapłaciłem.

sobota, 4 lutego 2012

Kwestia nastawienia - lubię mróz, lubię upał

Za oknami mróz. Bardzo lubię mróz, z resztą tak samo lubię deszcz, śnieg i bezchmurne, słoneczne niebo, które w lecie przynosi upały. Zmiany te przełamują naszą codzienną rutynę i zawsze się cieszę gdy następują.

Z drugiej strony słuchając otaczających ludzi słyszę: jest za zimno, jest za gorąco, jest za mokro, jest za sucho, nie ma śniegu, kiedy ten śnieg zniknie itd. Czy to oznacza, że zawsze jest źle?. Wystarczyłoby zmienić spojrzenie i stwierdzić, że zawsze jest wspaniale, że nadeszło to na co czekałem, mogę robić to co w innym przypadku jest niemożliwe.


Co do mrozów, znów przypomina mi się stary drewniany dom, w którym mieszkałem w dzieciństwie. Na zimę w tym domu zakładane były tzw. okna dubeltowe. W lecie w domu były zewnętrzne okna z pojedynczą szybą, a na zimę dodatkowe, wewnętrzne, zaś miedzy nimi na parapecie układana była wata. Takie rozwiązanie było bardzo niewygodne, ale na takich oknach można było zobaczyć coś czego dziś już praktycznie nie widuję.

W zimie na zewnętrznej warstwie okien można było podziwiać piękne, baśniowe kwiaty namalowane na szybie przez mróz. Wzory żyły, zmieniały się i w każdej chwili były unikalne. Jak kiedyś to jeszcze zobaczę koniecznie będę musiał pokazać to moim dziewczynom.

Ps. Od mrozów rozładował mi się akumulator - Super! Nie stracę czasu i pieniędzy na zakupach w hipermarkecie, zużyjemy to co mamy w domu, mała dietka nikomu jeszcze nie zaszkodziła :) Pewnie pozytywów danej sytuacji znalazłbym jeszcze trochę...

piątek, 3 lutego 2012

Jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami?

Nasza droga to nieustanne pasmo wyżyn i dolin. Raz jesteśmy na górze, odnosimy sukcesy, wszystko się układa, a innym razem jesteśmy na dole i coś nam się nie udaje. Oczywiście każdy chciałby spędzać większość czasu na zwycięskich wyżynach i jak najmniej w dolinach i rozpadlinach.

Z natury jednak będąc na górze zachłystamy się sukcesem, tracimy czujność, stajemy się niedbali, niedokładni, aroganccy. Z drugiej strony zejście do doliny powoduje, że tracimy poczucie sensu i zaczynamy się użalać nad sobą.

Jeżeli chcemy, aby nasze sukcesy trwały jak najdłużej powinniśmy zachować pokorę i umiar, gdy ten sukces osiągamy. W każdej chwili przecież może się znaleźć ktoś kto jest lepszy od nas. Z drugiej strony w przypadku niepowodzeń powinniśmy szukać pozytywnych aspektów danej sytuacji.

Jest mróz - super wybije wszystkie zarazki, będą piękne lodowe malunki na szybach; rozchorowałem się - super będę miał czas na przeczytanie książki, na którą od dawna mam ochotę; zepsuł się samochód w trakcie dalekiej podróży - super będę miał czas, żeby poznać okolicę, której jeszcze nie znam; straciłem pracę - super będę mógł porobić coś nowego i interesującego itd.


Dziś przeczytałem o przygodzie dwóch przyjaciół, którzy fascynowali się życiem wilków. Mianowicie przeczytali oni w gazecie o akcji zainicjowanej przez organizacje zajmującą się ochroną środowiska. W ramach wspomnianej akcji organizacja ta miała zapłacić po kilka tysięcy dolarów za każdego wilka schwytanego w celu przeniesienia na inne tereny. Ponieważ mężczyźni od dawna interesowali się zachowaniami wilków postanowili zarobić na swojej wiedzy.

Ruszyli do lasu i godzinami przeczesywali tereny zamieszkałe przez stada wilków. Niestety nie udało im się znaleźć żadnej watahy.Zmęczeni przyjaciele rozpalili ognisko, aby się rozgrzać i zjeść coś ciepłego i w końcu zasnęli.

W środku nocy, gdy ognisko zaczęło dogasać jeden z mężczyzn usłyszał warczenie. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą wyszczerzone kły. Ich obóz został otoczony przez ogromne stado wilków składające się z kilkudziesięciu zwierząt. Wilki warczały, z kłów spływała im ślina, a oczy świeciły złowrogą żółcią.

Obudzony mężczyzna powoli podsunął się do przyjaciela i delikatnie zaczął go budzić mówiąc: "Hej. Obudź się! Jesteśmy bogaci!"



Ta sytuacja zdecydowanie jest szukaniem pozytywów w nieciekawej sytuacji, w dolinie, którą napotkaliśmy na drodze naszego życia. Wszystkim życzę podobnego podejścia do niespodzianek jakie przynosi nam los. :)

czwartek, 2 lutego 2012

Musisz zacząć, żeby zostać wielkim

"Chcę do jednego miejsca na ziemi, gdzie problemy przestają mieć znaczenie..."

Czy macie takie miejsca, w których czujecie, że możecie wszystko? Czy są miejsca, w których czujecie się wyjątkowo kreatywni? Wyciszacie się i do głowy wpadają wam wyjątkowe pomysły?

Ja kiedyś miałem takie miejsca, z dala od hałasu i tłoku. Pozwalały się odprężyć i cieszyć daną chwilą, teraźniejszością.



Teraz wszystko toczy się szybciej, otacza mnie ciągły pośpiech, rywalizacja, trzeba być czujnym bo nie wiadomo, z której strony i kiedy "otrzyma się strzała" między oczy. Czasem jednak zdarza mi się znaleźć takie miejsca (i chwile nawet) mimo otaczającej cywilizacji.

Najczęściej jest to metro lub kościół. Odłączam się od cywilizacyjnej sieci i pozwalam swoim myślom swobodnie płynąć. Wpadam wtedy na pomysły, które wydają się być rozwiązaniem wielu problemów otaczającego mnie świata. Staram się je notować , bo myśli są bardzo ulotne i za tydzień wszystko może ulecieć.

Jednak oprócz pomysłu, konieczne jest jeszcze działanie, a z tym jest już gorzej.

Dziś usłyszałem fajne stwierdzenie:

"Nie musisz być wielki, żeby zacząć. Musisz jednak zacząć, żeby zostać wielkim"

Coś w tym musi być. Najtrudniejszy jest przecież zawsze krok, najtrudniej jest pokonać barierę, którą sami sobie postawiliśmy.