sobota, 31 marca 2012

Kartki wielkanocne własnej roboty

Chwilę nie pisałem na wolnym tempie bo "tempo" w ostatnich dniach intensywnie mi wzrosło. Nazbierało się kilka tematów, ale postanowiłem na początek "poszaleć" graficznie i przygotowałem kartki wielkanocne (już czas najwyższy na ich wysłanie).

Zwyczaj wysyłania kartek powoli wymiera, zabijany przez Internet, SMSy i innego typu media elektroniczne. My sami coraz rzadziej porywamy się na tradycyjne kartki, ale uświadomiłem sobie, że to co łatwo przychodzi i nie wymaga od nas wysiłku jest mniej szczere. A życzenia świąteczne powinny być szczere.

Karteczki gotowe do druku w formacie A5 poniżej. Muszę zaraz wybrać się do sklepu po porządny papier czerpany, drukujemy i wysyłamy :) Mam nadzieję, że Ci, którzy dostaną te kartki zostaną przepełnieni radością i dobrym nastrojem.






wtorek, 20 marca 2012

Jak najczęściej zadawaj pytanie: "Co by było gdyby?"

Gdy wczoraj napisałem Domi, że mam pomysł na artykuł o takim tytule zapytała mnie na gadu-gadu:

"Czemu zadawać sobie takie pytanie?"

Odpowiedziałem w kilku zdaniach, które szybko przyszły mi do głowy:
- bo to zmusza do myślenia
- bo to pokazuje, że istnieją inne drogi niż ta na której aktualnie się znajdujesz
- bo to nakłania cię do złamania zasad, przełamania stereotypów i sprawdzenia co może z tego wyjść
- powoduje, że wizualizujemy w swojej głowie, swojej wyobraźni scenariusze, których nigdy nie bralibyśmy pod uwagę.


Jeżeli więc masz jakiś szalony pomysł to zadaj sobie to bardzo ważne pytanie:

Co by było gdyby...?

Coraz bardziej jestem wyczulony na rożnego typu ciekawe cytaty. Ostatnio znalazłem coś co idealnie pasuje do postawy pasywnej, ignorowaniu faktu otaczających nas zmian, opieraniu się tym zmianom.

Ten, kto nic nie robi, również ryzykuje.
George R.R. Martin -Taniec ze smokami

Dziś wymyślamy najbardziej szalone pomysły przybliżające nas do realizacji naszych celów i zadajemy sobie pytanie:
Co by było gdyby?

poniedziałek, 19 marca 2012

Colcannon - tradycyjne danie irlandzkie, przepis

Szukając przepisu na piątkowy obiad natrafiłam na colcannon. Ponieważ było to tuż przed Dniem świętego Patryka, który jest hucznie obchodzony w Irlandii, postanowiłam wypróbować przepis na to tradycyjne danie. Zachęciła mnie jego prostota, bo bardzo często nieskomplikowane potrawy okazują się zadziwiająco zadowalające w smaku.


Wzorowałam się na recepturze prawdziwego Irlandczyka - Donal Skehan jest praktycznie nieznany w naszym kraju, ale naprawdę świetnie gotuje. Przepis na colcannon nieco zmodyfikowałam, dostosowując go do produktów, które akurat miałam w kuchni. 

Colcannon:

1 kg ziemniaków
3 szklanki poszatkowanej białej kapusty
3 łyżki masła
1/3 szklanki mleka
spory pęczek szczypiorku
sól
pieprz

Ziemniaki obieramy, myjemy, kroimy na kawałki i gotujemy do miękkości. Poszatkowaną kapustę wrzucamy do garnka i dusimy na łyżce masła.

   

Do ugotowanych i odcedzonych ziemniaków wlewamy mleko i dodajemy 2 łyżki masła. Całość miksujemy blenderem na gładką, jednolitą masę.

   

Następnie do masy dodajemy kapustę i posiekany szczypiorek.


Wszystko razem  dokładnie mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem.Colcannon najlepiej podawać od razu po przygotowaniu. Na wierzch można dodać jeszcze nieco masła.

A na czym polegały moje modyfikacje? Zamiast kapusty białej w oryginalnym przepisie była kapusta włoska - przypuszczam, ze dzięki temu była bardziej wyczuwalna i krucha. Podobno często stosuje się też jarmuż. Donal swoją kapustę gotował na parze, ja postanowiłam ją poddusić na odrobinie masła. I jeszcze kwestia szczypiorku - powinno się dodawać całe dymki, których akurat nie miałam. Mimo tych zmian, mój colcannon okazał się świetnym piątkowym obiadem.

niedziela, 18 marca 2012

Wiosna, porządki w umyśle

Dziś króciutko bo za oknem prawdziwa wiosna i aż szkoda czasu na siedzenie przy kompie.

To co dzieje się za oknem pobudza do życia. Po miesiącach gromadzenia w naszych głowach zimowych i ciężkich myśli nadszedł czas na porządki, odświeżenie spojrzenia na wszystkie trudne sprawy. Na pewno okaże się, że to co wydaje się dla nas bardzo trudne w rzeczywistości można rozwiązać w bardzo prosty sposób. Wystarczy zmienić nastawienie.


Wczoraj na profilu Magdy Gessler spodobało mi się pewne zdanie:

"Gotować można dopiero wtedy jak jest czysto...w kuchni i w głowach..."

W szerszym zakresie ująłbym to następująco:

Dopiero jak zaprowadzisz porządek w swoim otoczeniu i w swoim umyśle możesz dokonywać wielkich rzeczy.

Czyli trzeba żyć w zgodzie z samym sobą. Wiosna sprzyja porządkom, sprzyja zmianom na lepsze i gorąco do tego zachęcam.

piątek, 16 marca 2012

Piróg biłgorajski

Biłgoraj - dawniej miasto sitarzy i zielonego piwa. Położone na skraju Roztocza, otoczone lasami miasto naszego dzieciństwa. Receptura zielonego piwa niestety zaginęła w czeluściach przeszłości, ale przetrwał przepis na piróg biłgorajski - regionalną specjalność, wypiekaną tylko w Biłgoraju i okolicach.


Piróg biłgorajski w 2005 roku został wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Występuje w dwóch wersjach: w skórce z ciasta krucho-drożdżowego i bez skórki, tzw. "łysy". Dziś podam Wam przepis na tą drugą wersję.

Składniki:
1 kg ziemniaków
1/2 kg białego sera
400 g kaszy gryczanej
3-4 jajka + jedno do posmarowania piroga
1/2 szklanki śmietany
kawałek słoniny
sól 
pieprz

Przygotowanie:

Słoninę kroimy w kostkę i topimy na patelni na skwarki. 


Ziemniaki obieramy i gotujemy do miękkości. Kaszę gryczaną gotujemy na sypko - inną metodą jest wsypanie surowej kaszy do ugotowanych ziemniaków, roztłuczenie wszystkiego i pozostawienie pod przykryciem na  co najmniej godzinę. Ja tym razem oddzielnie ją ugotowałam. 
 

Ugotowane ziemniaki rozgniatamy, dodajemy do nich ugotowaną kaszę, następnie skwarki, biały ser, jajka, śmietanę i doprawiamy do smaku solą i pieprzem.  


Wszystko dokładnie mieszamy, aż powstanie gęsta masa.


Blaszkę smarujemy grubo smalcem, smarujemy masłem i wysypujemy tartą bułką lub wykładamy papierem do pieczenia - do wyboru. Ja użyłam keksówki o długości 26 cm i piróg upiekłam w dwóch porcjach. Można też użyć jednej dużej blachy.


Wykładamy masę, dokładnie ją ugniatając - ważne, aby w środku nie było pustych przestrzeni. Wierzch smarujemy roztrzepanym jajkiem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza. Pieczemy 1,5 - 2 godziny. Jeśli piróg zbyt szybko się rumieni, można przykryć wierzch folią aluminiową.


Po upieczeniu wyciągamy z piekarnika i zostawiamy do ostygnięcia. 


Do masy można dodać też listki mięty - świeże lub suszone. Następnym razem tak właśnie zrobię i dodatkowo spróbuję upiec wersję w cieście. Przepis można dopasować do swoich potrzeb - można dać mniej białego sera albo nie dawać go w ogóle. Jajek również może być mniej lub więcej, w zależności od tego jak zwarta jest masa - duży wpływ mają na to ziemniaki. 


Dawniej piróg biłgorajski był wypiekiem świątecznym i towarzyszył mieszkańcom Biłgoraja we wszystkich ważnych uroczystościach. Później nieco zapomniany, dziś przeżywa renesans. Można go jeść na ciepło - sam, pokrojony w plastry i podsmażony na maśle, polany sosem grzybowym lub nawet keczupem. Na zimno - posmarowany masłem, z gęstą śmietaną lub polany miodem. Wersji jest wiele, ale z każdej z nich przebija się charakterystyczny smak tego biłgorajskiego specjału. Polecam spróbować :)

czwartek, 15 marca 2012

Recykling czasu

Na komodzie stoi lampa w ciepłych barwach, przez jej abażur sączy się delikatne, ciepłe światło. Siedzący na czerwonej, skórzanej kanapie człowiek wydaje się jednak tego nie dostrzegać. Jego uwagę przykuwa tylko mrugające, jaskrawe, lekko błękitne i agresywne światło połączone z ogłupiającym i przekazującym puste treści głosem docierającym do niego przez kable prowadzące gdzieś daleko stąd. Człowiek ten widzi tylko to co ktoś inny chce mu pokazać, słyszy to co ktoś inny chce mu powiedzieć i myśli w sposób jaki jest życzeniem tego kogoś po drugiej stronie odbiornika...

No własnie, w takiej sytuacji siedzimy jak zahipnotyzowani. Zajęty mamy zmysł słuchu, zajęty mamy wzrok i zazwyczaj nie możemy lub nie chcemy się w żaden sposób ruszać. W ten sposób pozbawiamy się możliwości odzyskiwania, recyklingu czasu, którego potęga otwiera się przed nami, gdy zastępujemy jeden lub kilka zmysłów naszą wyobraźnią, abstrakcyjnym myśleniem, czyli tym, co odróżnia nas od zwierząt.

Nie używając zaś wyobraźni pozbawiamy się możliwości rozwoju i siły by spełniać własne marzenia. Tak na prawdę pozbawiamy się też własnych marzeń na rzecz realizacji marzeń innych ludzi. Czym bowiem jest np. reklama telewizyjna jak nie zachętą, żebyśmy poświęcając własne pieniądze, nasz cenny czas spełniali marzenia innych (właścicieli koncernów).

Przykładowo czytając książkę używamy wyobraźni by zastąpić nasz wzrok i zobrazować sobie to o czym czytamy. Używamy również wyobraźni by usłyszeć głosy tych, którzy opowiadają nam historię zapisaną na papierze. Wyobrażamy sobie zapachy, ciepłe promienie słońca i lekki podmuch wiatru na skórze.Używając wyobraźni pobudzamy się też do kreatywności i wpadamy na wspaniałe pomysły, które mogą poprawić nasze życie. Jednocześnie możemy słuchać muzyki, być w ruchu, jechać gdzieś autobusem, tramwajem, metrem i odzyskiwać czas, który zmarnowalibyśmy na gapienie się przez okno na mijające nas samochody i ciągle śpieszących się ludzi.

Podsumowując. Brakuje Ci czasu? Przestań oglądać telewizję!

poniedziałek, 12 marca 2012

Model biznesowy długiego ogona

Przeczytałem dziś coś świetnego. Wydawałoby się, że rzecz jest oczywista, ale brakowało mi skrystalizowanego spojrzenia na temat i nazwania go słowami.


Model biznesowy długiego ogona polega na dostarczaniu klientom dużej ilości produktów niszowych, na które zainteresowanie jest stosunkowo niewielkie.

W praktyce wymaga to skupienia się na relacjach z klientami i partnerami/dostawcami oraz odpowiednim przygotowaniu platformy dystrybucyjnej (super to widać np. w wyszukiwarce Google i produktach powiązanych, które są niejako przeciwieństwem portali internetowych z popularnymi treściami).

Wydawało by się, że skupianie się na produktach mało popularnych to prosta droga do porażki, ale z drugiej strony dostarczając je praktycznie nie mamy konkurencji, a dzięki współczesnej technice (np. Internet) można osiągnąć odpowiednią skalę.

Dla wielu osób nie jest to nic odkrywczego, ale mi bardzo się spodobało usystematyzowanie tego modelu.

Przykłady, które na szybko wpadły mi do głowy:

Facebook (i inne serwisy społecznościowe) - Dostarcza duże ilości "spersonalizowanych" danych, danych o naszych znajomych, osobach, z którymi jesteśmy w kontakcie. Dostarcza informacji którymi zainteresowani jesteśmy głównie my sami co czyni je tak na prawdę produktem niszowymi. Serwisy społecznościowe ignorują fakt istnienia popularnych tematów w danym momencie(choć przesiąkają one do nich poprzez pocztę pantoflową między znajomymi) i skupiają się na informacjach przeznaczonych dla małego grona zainteresowanych.

Amazon's Kindle Direct Publishing - ogromne ilości "niszowych" treści. Poszczególne egzemplarze książek nie muszą sprzedawać się w bardzo dużych ilościach. Bardzo duża ilość różnorodnych treści sprzedawanych na niewielką skalę, zastępuje i równoważy niewielką ilość "hitów" sprzedawanych na skalę masową. Często zdarza się również, że produkt niszowy staje się hitem. W końcu to odbiorcy są najlepszymi recenzentami.

Bajkowy Zakątek - Tu trudno mówić o modelu biznesowym, ale wspominam go bo mam tu dane z pierwszej ręki. Strona sama w sobie jest niszowa, ale można wyróżnić na niej powszechnie znane polskie legendy oraz np. legendy lokalne, regionalne. Patrząc na statystyki okazuje się, że ok 50% ruchu generuje kilka najpopularniejszych legend, druga polówka to legendy "niszowe". Ciekawe co na to zasada Pareto (musiałem się pomylić w tych zgrubnych szacunkach).

Piwa lokalne - wczoraj Domi pokazywała mi artykuł o rosnącej popularności piw produkowanych w małych, "niszowych" browarach lokalnych. Okazuje się, że popularność takich piw jest tak duża, że ogromne koncerny zaczęły się interesować tym rynkiem.Osobiście w tej sytuacji brakuje mi platformy, która mogłaby "spiąć" takich lokalnych wytwórców piwa i zaprezentować ich produkty "szerszej publiczności" (może to byłby niezły pomysł na biznes :P).

Wydaje się, że takie podejście zaczyna mieć coraz większe znaczenie w dzisiejszym świecie. Ludzie nie chcą być masą klonów. Pragną być charakterystyczni, wyjątkowi. Pragną dostawać dokładnie to co lubią, czego chcą i potrzebują, a nie to co jest akurat dostępne.

Dla zainteresowanych tematem polecam:
"Tworzenie modeli biznesowych. Podręcznik wizjonera"


...i czytam tą książeczkę dalej.

niedziela, 11 marca 2012

Zimowe wino ananasowe (ananasowo - jabłkowe)

Zazwyczaj wina nastawia się w okresie, kiedy jest bardzo łatwy dostęp do owoców. Zazwyczaj robią to ludzie, którzy mają duże domy ze względu na przestrzeń zajmowaną przez butle.

Ja już drugi rok z rzędu robię to w zimie i w niedużym mieszaniu w bloku :) I zaczynam zarażać tym "hobby" kolegów z pracy.

Tym razem nastawiałem m.in. wino z ananasów.

Muszę przyznać, że eksperyment wyjątkowo się udał. Wino jest klarowne, ma ciekawy smak i rewelacyjny aromat ananasów.

Składniki (dla butli 10l):

4 litry soku z ananasa (przez wyciskarkę przepuściłem 5 ananasów)
3 litry soku z jabłek (pozyskany na wyciskarce, nadmiar piany z soku usunąłem)
1,5 litra wody
1,5 kg cukru
drożdże (matka drożdżowa nastawiona na ok 2 dni)

Zdjęcia:

Matka drożdżowa nastawiona z dodatkiem soku jabłkowego
Ananasy na sok

Wyciskanie soku z ananasów

Sok ananasowy w butli

Jabłka na sok

Jabłka krojone do wyciskarki
Wyciskanie soku z jabłek
Wlewanie soku z jabłek do butli


Dodawanie wody z cukrem
Po tym wszystkim do nastawu dodałem przygotowaną wcześniej matkę drożdżową i postawiłem pod stołem. Okazało się, że wino zaczęło tak intensywnie pracować, że musiałem część soku odlać do osobnej, mniejszej butli :)

Po ok 2 miesiącach wino jest już w miarę klarowne. 

Wino ananasowe po dwóch miesiącach


Musze je teraz zlać do czystej butli, aby osad z drożdży, który nagromadził się na dnie nie zepsuł smaku wina. Dodatkowo po takim zalaniu wino powinno stać się jeszcze bardziej klarowne.

Za kilka tygodni rozleje to wino do butelek. Wiosna i lato to dla wszystkich okres ożywionego życia towarzyskiego. Domowe wino może być ciekawym akcentem w czasie takich spotkań :) 

Muszę się jeszcze zastanowić nad jakimiś ciekawymi etykietkami.

sobota, 10 marca 2012

Mam marzenie - wizja

Natknąłem się ostatnio kilka razy na wzmianki o Martinie Lutherze Kingu. Jego wizją był świat bez podziałów, świat pełen swobody, sprawiedliwości, równości i miłości. Cała ta wizja, cała jej moc przekazana została światu w sławnych słowach:

"Mam marzenie"

Słowa te i cała moc, która się za nimi kryła zapoczątkowała zmiany, spowodowała, że wizja zaczęła się urzeczywistniać, realizować.


Chwilę zastanowiłem się jaki cel, jaką misję ja mam na tym świecie. Spojrzenie na ten temat ciągle się zmienia, ale wierzę, że tak na prawdę krystalizuje się i im jestem starszy tym jestem bliższy odkrycia tej tajemnicy. W tej chwili gdybym chciał zamknąć swój cel, swoje marzenia w krótkim zdaniu brzmiałoby mniej więcej tak:

Mam moc by urzeczywistnić każdą wizję

Celowo nie określiłem tego w sposób, że "chcę mieć moc..." bo chęci od działania dzieli głęboka przepaść. Określając, że coś "chciałbym" dobrowolnie zgadzam się na to, że zawsze pozostanę po niewłaściwej stronie tej przepaści. Określając jednak, że coś mogę zrobić powoduje, że jedyne  na czym powinniśmy się skupić to odpowiedź na pytanie "jak mogę to zrobić".

W ciągu ostatniego roku nauczyłem się bardzo ważnej rzeczy. Nie należy niczego zakładać z góry. Nie należy nakładać sobie ograniczeń co do których nie zapadły żadne decyzje. Zwalczam w sobie myśli, które bardzo często goszczą w naszych głowach:

  • To się nie uda
  • Oni się na to nie zgodzą
  • Oni na pewno o tym wiedzą
  • Ktoś na pewno już to wymyślił
Tak na prawdę nigdy nie wiadomo czy te założenia są prawdziwe dopóki sami tego nie sprawdzimy. 

Dużo bardziej będzie nas bolało zastanawianie się na tym "co by było gdyby", nad utraconą szansą, niż poniesienie ewentualnej porażki w sytuacji kiedy podejmiemy ryzyko i zrobimy to czego tak na prawdę pragniemy. Ponadto trzeba pamiętać, że:

Szczęście sprzyja zuchwałym

Nie ograniczajmy samych siebie!

czwartek, 8 marca 2012

Wyrażanie siebie + Dzień Kobiet

Na początek szybki cytatcik:

"W dowolnym języku nie powiesz niczego ponad to, kim jesteś" - Ralph Waldo Emerson 

Czyli to co mamy do powiedzenia, określa kim naprawdę jesteśmy i jak jesteśmy postrzegani przez innych. Trzeba więc zawsze zastanowić się czy to co chcemy powiedzieć jest warte powiedzenia. Czasem lepiej nic nie powiedzieć, niż powiedzieć za dużo. Niejednokrotnie się o tym przekonałem :)

Dziś przede wszystkim jest Dzień Kobiet - kiedyś święto goździków, dziś święto pod znakiem tulipanów. Postanowiłem wszystkim Paniom złożyć życzenia w postaci wierszowanki (Domi mówi, że na żywo mój głos brzmi zupełnie inaczej :P). Oto wspomniane życzenia i wierszowanka:




Wierszowanka z okazji Dnia Kobiet

Jedno czerwone kółeczko daje
Drugie tuż za nim w kolejce staje,
Trzecie nie chce zostawać w tyle
Wszystkie chcą dziś zaskoczyć mile.

Do tej czerwieni zieleń dołożę.
Każdy dzień (niech) mija w dobrym humorze
Uśmiechu masę, szczęścia na co dzień
Najlepsze życzenia  z okazji Dnia Kobiet



wtorek, 6 marca 2012

Parking na autostradzie zwanej codziennością

Zastanawiałem się ostatnio co nakłoniło mnie do pisania tego bloga, dlaczego to robię? Powodów mógłbym pewnie wymyślać bardzo dużo(szczególnie, że ostatnio często piszę o motywacji), ale ostatnio przeczytałem ciekawy fragment w książce "Cała naprzód!" Kena Blancharda, który uświadomił mi dlaczego naprawdę to robię.


Mój dzień wygląda jak dzień większości ludzi. Wstaję wcześnie rano, myję się, ubieram się, jem coś, szybko idę do metra i jadę do pracy. W pracy zaczyna się prawdziwy młyn. Spotkania, rozmowy, decyzje, rozwiązywanie problemów i nawet nie zauważam jak szybko mija cały dzień. Wracam do domu, jem obiad, bawię się z dziećmi, układam je do snu i zostaje mi tyle siły, żeby położyć  się spać.

Jednak... pisanie tutaj(wolnetempo.pl) pozwala mi jednak na chwilę się zatrzymać, zmusza mnie do zastanowienia się nad rzeczami, które są naprawdę ważne, stanowi oazę spokoju w tej burzy, którą nazywamy codziennością.

Dodatkowo rzeczy zapisane łatwiej jest wprowadzać w życie.

Każdy ma swoje miejsca zjazdu z autostrady zwanej codziennością. Ciekawy jestem jakie Wy macie na to sposoby.

Domi ostatnio zaszalała i wystartowała z nową inicjatywą. Opowiada o książkach, które aktualnie czyta, na swojej stronie http://www.poprostuksiazki.eu/. Wszystko zaczęło się od czegoś co się nazywa inicjatywa 52 książki. Domi postanowiła, że w ciągu roku przeczyta 52 książki i na razie nieźle jej to idzie :) Dziś po 5 dniach istnienia strony jej recenzja została pokazana na fanpage'u Wydawnictwa Bellona!

Trzymam za nią kciuki. Szczególnie, że jest to według mnie krok (wraz z działaniami na Bajkowym Zakątku) na drodze do realizacji jej marzeń związanych ze stworzeniem czegoś pięknego i wydaniem tego w formie własnej książki.

Ja może też wezmę udział w inicjatywie 52 książki, ale nadrabiać będę chyba komiksami. Jak myślicie czy mogę zaliczyć komiksy do książek? Pamiętam jak w szkole podstawowej w ten sposób "nabijało się" czytelnictwo dla swojej klasy.

sobota, 3 marca 2012

Jak rozbić kokosa?

Od jakiegoś czasu zastanawiamy się nad zakupem krewetek do naszego akwarium. Ponieważ krewetki żywią się mchami, a ten lubi obrastać np. skorupy z orzechów kokosowych postanowiliśmy zaopatrzyć się w taką skorupę.

Kokos wiadomo - twardy orzech do zgryzienia, ale rozbić go trzeba. Oczywiście zawsze istniała opcja rozbijania kokosa młotkiem, ale postanowiłem najpierw zapytać google :) W kilku miejscach znalazłem metodę, z której najczęściej się wyśmiewano. Postanowiłem jednak spróbować.




Kokos cały i zdrowy

Najpierw należy wylać z kokosa mleczko. W tym celu użyłem brutalnej metody "na wiertarę". Najlepiej użyć wiertła do drewna.

Przygotowany sprzęt.
Nawierciłem dwa otwory w miejscu, w którym kokos miał "oczka" i zlałem mleko kokosowe do szklanki. Cała komisja obserwująca operację (Domi + maluchy) spróbowała napoju i potwierdziła zgodność opisu z towarem.

Rozwiercony kokos
Następnie zgodnie z "kontrowersyjnym" przepisem wpakowałem kokosa do piekarnika. Temperaturę ustawiłem na 180 stopni i grzałem kokosa przez 10 minut.

Grzejemy kokosa
Po wspomnianym czasie wyciągnąłem orzech z piekarnika i lekko stuknąłem nim o futrynę drzwi. Orzech bez problemu pękł na dwie części.

Rozbity kokos
Teraz jedyne co pozostało do zrobienia to oczyszczenie kokosa, wyciągnięcie bielma.

Kokos oczyszczony.
 I do akwarium!

Mam nadzieję, że patent z podgrzewaniem zaoszczędzi wam nerwów jeżeli będziecie kiedyś potrzebowali rozwalić kokosa.