środa, 29 sierpnia 2012

Obrazkowy trening

Domi zafundowała mi wczoraj książeczkę ze wskazówkami dotyczącymi rysowania. Mam nadzieje, że dzięki temu będę robił lepsze obrazki zarówno na "Wolnym tempie" jak i do legend na "Bajkowym zakątku".

Oto wynik dzisiejszych ćwiczeń:



I mój książkowo-obrazkowy nabytek

:

niedziela, 26 sierpnia 2012

E536. Sól i witaminki E.

Sól to sól. Tak myśli wielu z nas i tak myślałem też ja. Ale... Ostatnio w sklepie coś mnie tknęło i spojrzałem na skład na etykiecie. Okazało się, że sól to nie tylko sól.  Okazało się, że jest tam jeszcze jakaś "witaminka E" (E536) nazywana jako substancja przeciw zbrylaniu. Ponieważ stwierdziłem, że skoro już się uświadomiłem, to nie będę tego kupował dopóki nie dowiem się co to jest to E536 i szarpnąłem się na sól morską bez tego dodatku.


A w domu oczywiście sprawdziłem tą "witaminkę E". I cóż się okazało. Nazwa chemiczna tego czegoś to "żelazocyjanek potasu". Zaraz, zaraz... cyjanek... i my to codziennie jemy? No dobra, ale może wszystko jest ok i nie ma powodu do stresu. Okazuje się, że "mądrzy tego świata" uznali ze w małych ilościach czyli takich jakie dodawane są do soli substancja nie jest szkodliwa. Ale... Co ciekawe w USA jest ona zakazana. Wiadomo. My Polacy jesteśmy "twardzi" sól drogową możemy jeść to i żelazocyjanek potasu nam nie straszny :P

Ale wróćmy do właściwości. Ciekawe jest to, że pod wpływem mocnych kwasów (a w naszych żołądkach takiego pod dostatkiem) E536 rozkłada się wydzielając cyjanowodór. E536 blokuje więc naszej krwi możliwość przenoszenia tlenu. Jadając sól z przeciwzbrylaczem delikatnie, ale też systematycznie się podduszamy/podtruwamy.

O samej szkodliwości soli (podwyższa ciśnienie itp.) opowiadają nawet przewodnicy w kopalni soli w Wieliczce i nie trzeba jej już egzotycznych dodatków. Nasz przewodnik podsumował to jednym ciekawym zdaniem: "Ja tam wolę pieprzyć niż solić" i w jego przypadku było to bardzo ciekawe stwierdzenie, bo człowiek ten był bardzo gadatliwy i lubił rzucać "żarcikami" o niedwuznacznym podłożu :)

Ja na pewno będę już zwracał większą uwagę na sól jaką kupuję. Bo jak tu jej nie używać, gdy uwielbia się pomidory z odrobiną soli :)

wtorek, 21 sierpnia 2012

Zrobione jest lepsze niż perfekcyjne

Zacząć coś... Tak cholernie trudno jest zaczynać. Zawsze chcemy, żeby to co robimy było dobre, żeby było doskonałe, perfekcyjne. I nigdy takie nie jest. Pominę fakt, że bardzo rzadko zaczynamy coś nowego, coś czego jeszcze nie znamy. Boimy się nowości, zmiany, a nieznane nas paraliżuje.

O ile łatwiej jest zaczynać, gdy mamy mapę, szablon, ogólny zarys projektu. Ale my od razu celujemy w doskonałość.

Co ciekawe ludzie są mistrzami w udoskonalaniu. Gdy już coś jest bardzo łatwo wskazać słabe strony tego czegoś, bardzo łatwo wymyślać udoskonalenia.

Najtrudniejsze jest przełamanie samego siebie i własnego perfekcjonizmu (tak każdy człowiek jest perfekcjonistą), przełamanie i rozpoczęcie. Gdy w głowach zaświta nam nowy pomysł powinniśmy niezwłocznie przystępować do jego realizacji i zrobić cokolwiek, zrobić szablon, szkielet, coś niedoskonałego, coś co nasz wewnętrzny perfekcjonizm będzie mógł w dniu jutrzejszym poprawić.

Często łapię się na tym, że zrobię coś, napiszę, powiem, a później po kilku miesiącach do tego wracam i... stwierdzam: "jakie to było banalne i infantylne". Ale wiem też wtedy jak to zrobić lepiej i poprawiam. A gdybym nie zrobił tej "banalnej" wersji wciąż byłbym na tym samym etapie co te kilka miesięcy wcześniej.

Jak zwykle powtarzam, że statusy na gadu-gadu to skarbnica różnych ciekawych rzeczy. Jeden z kolegów miał ostatnio następujący:

"Zrobione jest lepsze niż perfekcyjne"

Trudno się z tym nie zgodzić. A więc:

Róbmy jak najwięcej rzeczy niedoskonale, bo tylko one doprowadzą nas do doskonałości.


Domowy ketchup własnej roboty. Przepis. Etykiety.

Ponieważ jestem nałogowym zjadaczem ketchupu, a jednocześnie o ile to możliwe unikamy "chemicznego" jedzenia ze sklepów postanowiliśmy podobnie jak w zeszłym roku zrobić własny ketchup domowej roboty. Muszę przyznać ze wyszedł rewelacyjnie. Tak, że z całej przygotowanej porcji zostały dwa małe słoiczki :P Dziewczyny i ja zbyt mocno degustowaliśmy go.


Na szczęście sezon na pomidory jest w pełni to będzie można dorobić jeszcze trochę.

Dla zainteresowanych przepis na taki domowy ketchup.

Składniki:

  • 2kg pomidorów
  • 3 jabłka
  • 1/2 szklanki octu
  • 3/4 szklanki cukru
  • przyprawy i zioła (sól, pieprz, bazylia, czosnek, natka pietruszki)


Najpierw należy umyć pomidory, naciąć delikatnie ich skórkę i sparzyć wrzątkiem. Dzięki sparzeniu skórka powinna bez problemu zejść z warzyw (Następnym razem spróbujemy bez ściągania skórek. Wyciskarka powinna sobie z tym zagadnieniem poradzić.). Obrane pomidory wrzucamy do garnka.



Jabłka obieramy ze skórki i kroimy na drobne kawałki, pozbywając się gniazd z pestkami. Kawałki jabłek wrzucamy do garnka z pomidorami.


Całość zaczynamy gotować, aż składniki zmiękną.

Następnie dobrze jest zmiksować zawartość garnka, aby uzyskać gładką konsystencję i odstawić do lekkiego ostudzenia.



Ostudzony sos przecieramy przez sitko, w celu pozbycia się pestek pomidorów. My akurat użyliśmy do tego naszej wyciskarki do soków (łatwo, szybko i przyjemnie).



Oczyszczony z pestek sos wlewamy ponownie do garnka. Dodajemy ocet, cukier, sól, pieprz (wg uznania) oraz rozdrobnione zioła i całość jeszcze raz gotujemy, aż nasz ketchup zgęstnieje.








Gotowy sos wlewamy do słoiczków lub butelek i naklejamy etykietki :)



 

środa, 15 sierpnia 2012

Miody pitne niesycone. Zlewanie. Etykiety.

Na początku roku nastawiłem w butlach dwa rodzaje miodu pitnego niesyconego. Nadszedł w końcu czas na zlanie go do butelek i odstawienie do leżakowania. Muszę przyznać, że pod względem smaku miody wyszły rewelacyjnie, ale pod względem wyglądu dużo lepszy jest miód wielokwiatowy. Lipowy jest niestety delikatnie mętny, ale być może to wina zmieszania go podczas niedawnej degustacji dla kolegów w pracy :P


Oczywiście skoro jest rozlewanie do butelek to konieczne jest też przygotowanie odpowiednich etykietek. Tym razem etykietki są bardziej ogólne. Nie ma na nich informacji o typie miodu, czyli czy to trójniak, dwójniak, półtorak itp. Z jednej strony może to być wada, z drugiej zaleta. Zależy co kto potrzebuje.
Na butelkach etykietki prezentują się następująco:


No i standardowo szabloniki:



Szukanie rozwiązań, szukanie szans. Historia z hamburgerem i frytkami.

W jaki sposób należy szukać rozwiązań? Czy są takie zagadnienia, których nie można przeskoczyć i które narzucają na nas ograniczenia? Może są, a może nie. Wszystko zależy od naszego nastawienia. Jeżeli stwierdzimy, że czegoś się nie da zrobić, albo, że coś da się zrobić to w każdym przypadku będziemy mieli rację. Od nas tylko zależy, którą "rację" wybierzemy.


Domi wczoraj opowiedziała mi pewną anegdotkę, z jakiegoś felietonu, który przeczytała w gazecie. Autor tego felietonu opisywał swoją pracę jako kelner na  Polach Elizejskich. Pewnego razu do jego restauracji, w której serwowano wykwintne dania przyszła amerykańska rodzina. Usiedli przy stoliku, kelner podszedł do nich, aby przyjąć zamówienie i usłyszał, że rodzina chce zjeść hamburgery z frytkami.  Przyjął zamówienie i poszedł do szefa i mówi, że klienci chcą hamburgera z frytkami, a oni przecież nie mają takich dań u siebie. Szef tylko się uśmiechnął, a następnie polecił kelnerowi "polecieć" do pobliskiego McDonalda i kupić co trzeba. Amerykańska rodzina była oczywiście wniebowzięta i zostawiła sowity napiwek.

To właśnie jest dobre podejście do szukania rozwiązań i do dostrzegania szans tam, gdzie pozornie ich nie ma.

Aby znaleźć swoją szansę, rozwiązanie, wystarczy popatrzeć na daną sytuację pod innym kątem, obejrzeć ją tak jak małe dziecko ogląda swoje zabawki, obrócić ją w rękach, popatrzeć od góry, od spodu, przyjrzeć się bokom.

W tym temacie przytoczę jeszcze cytat z książki, którą ostatnio mam przyjemność czytać:

"Wiara w to, że coś jest niemożliwe, chroni góry przed przenoszeniem. Wierzymy, że gór poruszyć nie można, a ponieważ tak mocno w to wierzymy, nie ważymy się tego robić, a ponieważ się  nie ważymy, nigdy to nie następuje. A przynajmniej nie w naszym życiu."
Hermann Scherer - "Dzieci szczęścia"

niedziela, 12 sierpnia 2012

Późne wiśnie. Staropolski przepis na wiśniówkę.

Jakiś czas temu nastawiłem wiśniówkę, ale ponieważ były to "wczesne" wiśnie postanowiłem uzupełnić je późnymi, ciemnymi, "czarnymi". Najlepsze bowiem wiśniówki wychodzą właśnie z późnych, mocno dojrzałych owoców.

Ponieważ zostało mi trochę owoców i miałem w barku 0,75 wódki postanowiłem dorobić małą porcję wiśniówki tylko i wyłącznie na bazie "późnych" wiśni. Jak za kilka tygodni będę wszystko zlewał to dorobię etykiety i wrzucę to na Wolne tempo. A później zostanie już tylko obdarowywanie rodziny i przyjaciół.


Przy okazji jak zwykle wszystko układa się jak idealnie dopasowane puzzle. Nastawiałem wiśnióweczkę, a Domi przez przypadek otworzyła jedną z książek o tradycjach staropolskich i znalazła co...? Znalazła staropolski przepis na wiśniówkę. Jest tak fajny, że zacytuję go:



"Wiśniówka prędzej do użycia

W garncowy gąsiorek wlać najlepszego spirytusu pół garnca, zrobić syrop z dwóch funtów cukru, maczając tylko cukier, tak aby tego syropu nie było więcej jak dobre pół kwarty, włożyć 10 goździków, wymięszać doskonale i napełnić cały gąsiorek wiśniami czarnemi zupełnie dojrzałymi nieco potłuczonymi, tak aby pestki niektóre były pęknięte. Może stać ze dwa tygodnie... a będzie wyborna do użycia."
L. Ćwierczakiewiczowa, "Jedyne praktyczne przepisy"



Sam przepis znaleźliśmy w książce "Tradycje polskiego stołu" ze wspaniałej serii "Ocalić od zapomnienia" wydawnictwa Muza S.A.

Ciekawy cytat jaki jest umieszczony obok powyższego przepisu:

"gorzałki nie da się zrobić tylko ze śkła i gwoździa... i... jesce z rzodkiewki... Z wszystkiego innego wychodzi (Z.P.Szewczyk, 2009)"

Genialne! :)

sobota, 11 sierpnia 2012

Zmiany. Problemy. Doświadczenie. Zapach jesieni.

W powietrzu zaczyna się czuć jesień. Uwielbiam taką pogodę, uwielbiam jesień. Już czkam na wyprawy na grzyby i wycieczki do parków i lasów pełnych różnokolorowych liści. Dobrze, że pory roku się zmieniają. W ogóle zmiany są dobre. Zabijają monotonię i pozwalają się rozwijać, zdobywać doświadczenia.


Ostatni tydzień był ciężki. Było dużo pracy, dużo zmian i dużo problemów. Ale myślę, że problemy napotykamy po to, żeby je rozwiązać i przy tym czegoś się nauczyć. Upadamy nie po to, żeby leżeć na ziemi, ale po to, żeby wstać i być silniejszymi i bardziej doświadczonymi, żeby przy każdym upadku stać się lepszymi ludźmi z większymi możliwościami. Cóż w najbliższym czasie będę musiał znaleźć sporo rozwiązań :) Jak to kiedyś napisał jeden z kolegów z mojej pracy:

"Bóg nie zamyka jednych drzwi, jeżeli nie zamierza jednocześnie otworzyć innych". Trzeba się tylko rozejrzeć i zobaczyć co to za drzwi.



środa, 8 sierpnia 2012

Marchewkowe placuszki

Lubię placki, zarówno te na słodko, jak i wytrawne. Przedwczoraj smażyłam placuszki bananowe i robiąc je następnym razem, porobię zdjęcia i wrzucę przepis. Dzisiaj, gdy tylko otworzyłam lodówkę i moim oczom ukazała się marchewka wiedziałam, że to właśnie ona będzie grać pierwsze skrzypce na dzisiejszym obiedzie. 



Składniki:
1/2 kg marchwi
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
1 szklanka otrębów owsianych
1 szklanka mleka
2 jajka
kilka ząbków czosnku
pęczek koperku
kilka gałązek świeżego tymianku
sól i pieprz


Wykonanie:


Obraną i umytą marchew ścieramy na tarce o drobnych oczkach.


Do miski wsypujemy mąkę, dodajemy mleko i jajka. Wszystko miksujemy, następnie dodajemy otręby.


Do masy dodajemy koperek, tymianek, czosnek, doprawiamy solą i pieprzem i delikatnie miksujemy przy pomocy blendera. Ja nie miksowałam na gładką masę, gdyż wolę, gdy warzywa są wyczuwalne.


Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia wykładamy ciasto, formując je za pomocą łyżki w placuszki. Pieczemy przez 10-12 minut w temperaturze 200 stopni Celsjusza. Na ostatnie 2 minuty włączyłam termoobieg, aby mocniej się zrumieniły. Oczywiście można je też usmażyć na patelni.


Gotowe placuszki podajemy z gęstym jogurtem, sosem czosnkowym lub innym ulubionym dodatkiem.



poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Karteczki na dobry poczatek dnia

Od kilku dni na fanpage'u na facebooku umieszczam karteczki. Chciałbym, aby wszyscy od samego rana pozytywnie nastawiali się do tego co ich czeka, a takie karteczki powinny być dobrym początkiem do osiągnięcia wspaniałego nastroju na cały dzień :)


Jak myślicie czy takie coś działa?

sobota, 4 sierpnia 2012

Wyjątkowy piasek. Bałtyk.

Pomyśleć, że tydzień temu byłem nad Bałtykiem. Słońce przyjemnie grzało, ale nie było gorąco bo przyjemna morska bryza chłodziła powietrze. Teraz siedzę w bloku, również jest upalnie, a ruch powietrza generowany jest przez stojący na szafce wiatrak :) Mi zaś pozostają wspomnienia. To jest jedna z tych rzeczy, której nikt nam nie może odebrać.



Wracając do Bałtyku. Nigdzie nie widziałem tak pięknych i tak czystych plaż jak na "półwyspie". Kilka razy byłem nad Adriatykiem. Woda była tam wspaniale ciepła, ale plaże nie miały swojego uroku. Pełno było ludzi, a piasek, albo był czarny jak ziemia, albo pylisty jak mąka, albo pełen pokruszonych skorupiaków.



Plaże półwyspu mają zaś idealne ziarna piasku. Gdy się po nich chodzi można usłyszeć czasem skrzypienie jak przy śniegu, gdy chwyci mróz. Domi stwierdziła, że z tego piasku można zrobić idealny peeling :) Przy okazji, gdy nad Bałtykiem nie ma dużych fal to woda ma podobną temperaturę do Morza Śródziemnego. Gdy zaś są fale to można polatać na kite'ach.



Miałem zabrać ze sobą trochę tego piasku do domu, ale stwierdziłem, że jak nie zabiorę to będę miał dodatkowy argument do tego by pojechać nad nasze polskie morze ponownie.

piątek, 3 sierpnia 2012

Sok porzeczkowy z sokownika. Etykiety.

Robiąc tegoroczne przetwory, zrobiliśmy też sok z czarnej porzeczki. Wybraliśmy sokownik, żeby sok dotrwał do zimy. Na pewno będzie świetnie rozgrzewał w mroźne wieczory.


5 kg porzeczek należy dobrze opłukać na sicie. Następnie przełożyć do sokownika i zasypać warstwami 1 kg cukru.


Sok systematycznie zlewamy z sokownika. Porzeczki nie są owocami, które łatwo się wyciska, dlatego produkcja soku trochę trwa. Trzeba się uzbroić w cierpliwość :)


Słoiki zakręcamy i pasteryzujemy. Na gotowe naklejamy etykietki.








czwartek, 2 sierpnia 2012

Czas


Czas jest najcenniejszą rzeczą jaką posiadają ludzie. Jednocześnie jest rzeczą, którą ludzie najbardziej marnują. Czas nam ucieka, a my w panice go gonimy mimo, iż wiemy, że jest to skazane na porażkę. Nigdy nie znajdziemy się drugi raz w tej samej chwili. Powinniśmy więc wykorzystywać czas najlepiej jak możemy, powinniśmy go wykorzystywać do realizacji własnych celów, a nie celów innych ludzi.



"Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie, jak go wskrzesić"
Albert Einstein

Nasz czas na tym świecie jest ściśle określony. Ja osobiście nie chciałbym za kilka lat spojrzeć wstecz i powiedzieć "Cholera! Tyle rzeczy mogłem zrobić. Miałem tyle czasu na działanie. A nie zrobiłem nic. Jestem dokładnie w tym samym miejscu, a nawet gorzej bo inni mnie wyprzedzili". 

Dlatego trzeba działać, otwierać się na zmiany, poszukiwać aktywnie zmian, aktywnie działać i zdobywać coraz to nowsze doświadczenia.