sobota, 28 grudnia 2013

To czym się otaczasz definiuje to kim jesteś

Słowa nic nie znaczą. Słowa to wiatr. Ale wiatr potrafi przygiąć do ziemi, potrafi złamać najpotężniejsze drzewo. 

Rozważnie trzeba więc dobierać swój wiatr, swoje słowa. Słowa, którymi się otaczamy.

sobota, 7 grudnia 2013

Bogacz za 5000zł

Czy wiesz, że zarabiając 5000 zł na rękę jesteś już "bogaczem"? Sąsiedzi mogą już z czystym sumieniem dać Ci ksywkę Blake, a Twojej żonie Crystal, a swoją rodzinę możecie określać mianem "dynastii". Możesz też oczywiście jeździć Rolls-Roycem(tylko z trochę innym znaczkiem na masce) i mieszkać w posiadłości (z obszernymi 2 lub 3 komnatami). 

Tylko dlaczego pensja zwykłego niemieckiego urzędnika pracującego na drogach jest dla ciebie nieosiągalnym celem?

środa, 4 grudnia 2013

"The Fall", czyli ciarki gwarantowane

Mroczny Belfast. Bezwzględny, seryjny morderca. I policjantka, która nie ma skrupułów. "The Fall" - zobacz, a nie będziesz mógł zapomnieć.

niedziela, 1 grudnia 2013

Niezawodny na choroby, a nawet mogą po nim urosnąć cycki

Zimno. Dreszcze. Gorączka. Wielu ma swoje sposoby na chorobę, ale jest jeden, który był niezawodny już wiele pokoleń przed nami. Rozgrzewa, przywraca siły i wspaniale smakuje.

sobota, 30 listopada 2013

Jak pokochać się z sąsiadem?


Muszę wyskoczyć do sklepu na weekendowe zakupy. Wchodzę do windy wciskam "-1" i uderza mnie myśl: "Ciekawe co tym razem zastanę na dole?". Mimowolnie zaciskam pięści. Samochód w garażu podziemnym stoi jednak jak stał. Tym razem obyło się bez niespodzianek.

niedziela, 24 listopada 2013

Twój cel jest zbyt prosty


Czy można być tak ograniczonym, żeby marzyć za mało? Czy można wyznaczać sobie zbyt proste cele? Niestety najczęściej tak właśnie jest. A gdy zbyt mało chcesz to nie oczekuj, że ktoś da Ci więcej. Pogadajmy o kasie...

czwartek, 21 listopada 2013

Ziemniaki i kapusta - kolebka cywilizacji

"Nie było by cywilizacji gdyby nie kapusta i ziemniaki" - tak stwierdził kiedyś w żartach mój kuzyn. Ale coś musi w tym być. Ziemniaki jemy do wszystkiego. Są w zupach, drugich daniach, sałatkach, wszędzie. A kapusta? Bez kapusty nie byłoby niczego. Nie wyobrażam sobie Polski bez bigosu, bez kapuśniaku.

Powtórzę: "Nie było by cywilizacji gdyby nie kapusta i ziemniaki", ale ostatnio coraz częściej stwierdzam, że z cywilizacją za chwilę nie będzie prawdziwej kapusty i ziemniaków. 


wtorek, 19 listopada 2013

Rozgrzewająca herbata, czyli to co najlepsze w zimowy wieczór

Na dworze jest coraz chłodniej i nawet nieśmiałe promienie słońca nie dają już ciepła. Wieczory są coraz dłuższe, a prognozy pogody zapowiadają opady śniegu. To idealny czas na ciepłą herbatę. Najlepiej z dodatkami. Cytryna, imbir i miód wzmacniają organizm i działają rozgrzewająco. Na zimę są idealne.



poniedziałek, 18 listopada 2013

W jedną niedzielę możesz zmienić bardzo wiele

Niedziela. Budzisz się. Za oknem zimno, ponuro, mokro i zapewne nudno. Nic nadzwyczajnego nie może się przecież zdarzyć. Pozostaje czekanie na koniec weekendu i obserwowanie facebooka z coraz większą ilością obrazków informujących o tym fakcie. 

Jednak w głowie nie ma spokoju.  Coś jest nie tak. Nerwowo przebierasz nogami bo jest coś do zrobienia. Jeszcze nie wiesz co, ale za chwilę sie dowiesz. Bo to już w tobie jest.

niedziela, 17 listopada 2013

Moja prawda o tym czego szukacie w Internecie

Otwiera się przeglądarka. W polu adresu pojawiają się kolejne literki wstukiwane szybkimi ruchami palców na klawiaturze. Wyświetla się blog. 

Pik, pik, pik. Po kablu szybkimi kropelkami płyną sobie dane. Pik, pik, pik. Płyną sobie, a gdzie dopłyną tam mogą już zostać. Są przecież tak łatwo dostępne, są tak łatwe do zabrania, łatwo zmieniają właściciela, są przecież za darmo, są mieszkańcami Internetu. Po co jednak na tą stronę wchodziłem?

sobota, 16 listopada 2013

Głowa za szklanymi drzwiami korporacji

Od lat pracuję w korporacji. Ona rośnie i rośnie, połyka lub depcze wszystkich, którzy staną jej na drodze lub też wydają się smakowitym kąskiem. Ot typowa korpo.

Idąc po naszym "nowym" budynku przechodzi się obok wielu drzwi, przeszklonych drzwi. Możesz sobie zajrzeć przez szybę i zobaczyć co robią Twoi współ-korpo-pracownicy. Często widzisz czy czy faktycznie coś kodują, czy scrollują fejsa, czy nawalają w piłkarzyki (tak robią u mnie) czy też oglądają "pornole" lub inne tego typu youtube'owe uciechy. Snujesz się więc takim korytarzem, a ilością pozdrowień przez szybę (niczym papież) sprawdzasz swoją pozycję w strukturze firmy. Wiadomo im więcej popleczników tym łatwiej pozycjonować i materializować swoje cele. Ale w sumie to nie o tym chciałem tym razem pisać. Może poszaleję w tym temacie za kilka dni.

Wrócę więc do spacerku po korytarzu, gdzie oprócz pokoi/openspace'ów są również drzwi do salek konferencyjnych. Drzwi są oczywiście przeszklone co dla mnie jest totalna głupotą, bo zazwyczaj w takich salach często omawia się i prezentuje strategiczne kierunki i decyzje firmy. 

Jednak tym razem w salce odbywało się szkolenie. A moją uwagę przykuł projektor i wyświetlony bardzo prosty rysunek głowy uchwycony z profilu. Byłem pewien, że już go kiedyś widziałem. Byłem pewien, że pochodzi z jednej z książek biznesowych o innowacyjnym i elastycznym podejściu do biznesu (musicie wiedzieć, że od dłuższego czasu zaczytuje się takimi pozycjami). Jednak za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć z jakiej książki pochodziła głowa.

W sumie trochę się zdziwiłem widząc tego typu prezentację u siebie w firmie, typowej korporacji, czyli bycie o dość dużej bezwładności i bardzo dużej sztywności organizacyjnej. Ale w sumie korpo to tak naprawdę zlepek wielu mniejszych firm pływających pod wspólną banderą i wspólnym generałem. Możliwe więc, że mój okręt (dział, pion) nie jest wcale aż tak reprezentatywny i w innych miejscach sztywność i bezwład są mniejsze (choć szczerze w to wątpię).

Ale wracając do głowy. Sprawa bardzo mnie intrygowała przez wiele dni. Czego takiego uczyli się na szkoleniu moi współ-korpo-pracownicy? Postanowiłem przekartkować swoją dość dużą biblioteczkę, aż w końcu znalazłem! 

Książka zupełnie nie pasowała mi do dużej, sztywnej firmy. Bardziej kojarzyłem ją ze sprytnymi start-upami, które budowane są przez małe grupy bardzo zdolnych ludzi. A sama książka to: "Tworzenie modeli biznesowych. Podręcznik wizjonera". Bardzo, bardzo inspirująca lektura w bardzo ciekawej i innowacyjnej formie graficznej.

Czyżby korporacje dojrzewały do większej elastyczności? Może przekonam się o tym na własnej skórze.


piątek, 15 listopada 2013

Test na wiodącą półkule mózgu

Dziś od brata dostałem ciekawego linka pod którym znajduje się test badający wiodącą półkulę mózgu. Z samymi półkulami powiązane są pewne cechy, którymi charakteryzują się nasze działania. Co ciekawe mi wyszło po równo, a wykazane cechy muszę uznać za mocno trafione i pasujące do mojej osoby :)

Taka równowaga bardzo mi się podoba i pokazuje, że mam zarówno ścisły umysł jak i zacięcie artystyczne. Zupełnie jak Steve Jobs :)

Dominice wiodąca wyszła prawa z kreatywnością i chaosem na czele :P


poniedziałek, 11 listopada 2013

Eksperyment z zarządzaniem czasem

W zeszłym tygodniu trochę eksperymentowałem z zarządzaniem swoim czasem. Postanowiłem, że ze swojej listy zadań będę wybierał jedno najważniejsze i będę je realizował, aż do końca bez przerywania i zmiany kontekstów.

I wiecie co zauważyłem? Mimo, iż nie robiłem wielu rzeczy na raz moja lista zadań bardzo szybko się zmniejszała i miałem poczucie kontroli nad tym co robię. Pod koniec dnia mogłem jasno powiedzieć w konkretach co udało się osiągnąć, a czego jeszcze nie. Wcześniej przy równoległym robieniu wielu rzeczy i przerywaniu/zmianie kontekstu pod koniec dnia zastanawiałem się: "co ja do cholery dziś zrobiłem? nie mogę tego jasno określić!".


A co najciekawsze. Zadania, które planowałem zrealizować w jakimś określonym czasie realizowałem dużo szybciej i wydawało mi się, że mam jeszcze masę czasu do spożytkowania :)

Chyba trzeba w sobie wyrobić nowy nawyk i stosować tą zasadę na codzień. Swoją drogą ludziom na wyrobienie nawyku potrzeba średnio 66 dni (jednym mniej, innym więcej). To dosyć dużo, ale warto świadomie inwestować czas w coś co przynosi nam pożytek i przenosi nas na wyższy poziom ludzi sukcesu.

poniedziałek, 28 października 2013

Domowa wędlina: schab w czosnku i majeranku

Wędliny, które kupujemy w sklepach, najczęściej są faszerowane wodą i chemią, przedłużającą ich przydatność do spożycia. Tym samym ginie wspaniały smak, który można wydobyć z mięsa. Robienie własnych wędlin początkowo wydaje się skomplikowane. Dzisiejszy przepis jest prosty, a efekt naprawdę robi wrażenie. Zrobiliśmy schab, który wyszedł bardzo soczysty, ale można użyć dowolnego mięsa i dowolnych przypraw.

Wieczorem nacieramy schab czosnkiem, majerankiem, solą i odrobiną pieprzu. Tak przygotowane mięso szczelnie zakrywamy i wkładamy na noc do lodówki.


Następnego dnia obsmażyłam schab ze wszystkich stron na sklarowanym maśle.



Gdy mięso się smaży, należy w garnku zagotować wodę i prosto z patelni przełożyć je do wrzątku. Nie gotować. 


Garnek przykrywamy pokrywką i zawijamy w koc. Zostawiamy go na około 8 godzin.



Gotowy schab był bardzo soczysty, a przede wszystkim nie miał w sobie żadnych "ulepszaczy".
 Zniknął z talerza w mgnieniu oka :)


niedziela, 27 października 2013

Wielozadaniowość to kłamstwo

W coraz szybszym świecie coraz bardziej ceniona robi się wielozadaniowość. Robimy coraz więcej rzeczy naraz(bo powinno być szybciej). Ze wszystkich stron jesteśmy atakowani ogromnymi strumieniami informacji, które rozpraszają nas przy wykonywaniu bieżących rzeczy i bardzo często dokładają nam nowych zadań(najczęściej nieistotnych). Ma być szybciej, wydajniej, równolegle, a wcale tak nie jest. 

Mi ze względu na mój zawód kojarzy się to z procesorami, w których zasymulowano równoległe wykonywanie zadań poprzez ciągłe i bardzo szybkie przerywanie zadań i przełączanie się na inne. Dla użytkownika wygląda na równoległą prace, a w rzeczywistości jest sekwencyjna, tyle ze na krótko i bardzo szybko przerywana.



Ludzie niestety nie są komputerami, a ich mózgi to nie procesory. Gdy próbujemy wykonywać kilka rzeczy naraz to w rzeczywistości skupiamy się na jednej - pierwszoplanowej, a inne czekają sobie z tylu na swoją kolej. A dla równoległości próbujemy przełączania się między zadaniami analogicznie jak to jest w świecie maszyn. Niestety u człowieka takie przełączanie między zadaniami jest bardzo pracochłonne i nieefektywne, a przede wszystkim męczące. Często po całym dniu w pracy zastanawiamy się co tak naprawdę zrobiliśmy i nie jesteśmy w stanie jednoznacznie tego określić. Jednocześnie czujemy się totalnie "wypruci".

Dlaczego? Bo większość czasu i energii zmarnowaliśmy na przełączanie kontekstu między zadaniami. Na ponowne wdrażanie się w zadania, których wykonywanie przerwały nam ataki wszechotaczających strumieni komunikatów i informacji.

I ostatecznie okazuje się, że coś co powinno zostać zrealizowane bardzo sprawnie, realizowane jest kilka razy dłużej.

Ps. W sumie w komputerach też tak jest. Jeżeli jest za dużo zadań to komputer zatyka się na przełączaniu kontekstu - z tym, że my zatykamy się przy dużo mniejszej liczbie zadań :) 

Ostrym rozwiązaniem takiego zatkania może być reset. W komputerze to wciśnięcie jednego przycisku, które wywala wszystkie zadania z pamięci i jest po kłopocie. Ale czy ludzie mogą wyrzucić tak wszystkie sprawy do kosza i zacząć od początku? Jest to jednocześnie kuszące, ale też ekstremalnie ryzykowne...

Kto się odważy?

poniedziałek, 7 października 2013

Mleko z mlekomatu

Odświeżam w sobie ostatnio motywację do lepszego, zdrowszego jedzenia. Czytam o chemikaliach, antybiotykach i hormonach, którymi jesteśmy bombardowani. Nic dziwnego, że zdrowie współczesnego społeczeństwa jest tak mizerne.

Mi od razu prostuje się sposób myślenia o tym co jemy. Wczoraj więc stwierdziliśmy, że czas rozprawić się z nabiałem i postanowiliśmy wypróbować mleko z mlekomatu. I tak...

Jest drogo w porównaniu z marketami, ale smakuje co najmniej tak jak mleko z mojego dzieciństwa.  Mleko ze szklanej butelki przykrytej okrągłym, miękkim kapslem. Powiem nawet więcej. To mleko jakie piło się jadąc do wujka na wieś.

Co ciekawe dzieciaki co chwilę przebiegały z wesołym krzykiem, że chcą więcej mleka od krówki. Teraz więc testujemy to mleko w warunkach bojowych do produkcji innych smakołyków. 

Dziś natomiast zobaczyłem coś czego dawno nie widziałem: "kożuch na gotowanym mleku"

UHT tak nie ma.


sobota, 14 września 2013

Tajemnica złodzieja czasu.

Mało casu, kruca bomba, mało casu...

Zauważyliście ze z wiekiem czas coraz szybciej ucieka. Niby zegarki wciąż chodzą tak samo, niby doba ma wciąż 24h, a czasu jest coraz mniej. Okazuje się, że to problem naszego postrzegania, a właściwie niepostrzegania rzeczywistości. Ludzie mają naturalną zdolność wyrabiania nawyków, a jak już taki nawyk wyrobimy to nasz mózg widząc znajomą sytuację przełącza nas w tryb automatyczny, tryb oszczędzania energii, tryb uśpienia w postrzeganiu rzeczywistości. I mamy pstryk... 5, 10, 15 minut minęło, a my nawet nie wiemy kiedy.

A wiadomo z wiekiem nawyków jest coraz więcej więc i czas działania w trybie automatycznym jest dłuższy,

Bardzo łatwo zauważyć te nawyki jeżdżąc znaną trasą samochodem. Nie zwracamy uwagi na znaki, jeździmy na pamięć. Jeździmy zawsze po tych samych pasach ruchu. Ja na przykład po rozpoczęciu roku szkolnego i wioząc dzieciaki do przedszkola usilnie ustawiam się na drodze tak jakbym miał ominąć przedszkole, a później zastanawiam się po cholerę tak robię, przecież to bez sensu.

A co jeżeli w pracy też włączają się automatyzmy? Może przy pracy na taśmie byłoby to wskazane, ale w tym coraz bardziej wypierają ludzi automaty i roboty. A przy pracy zindywidualizowanej, wymagającej abstrakcyjnego, twórczego myślenia? Co jeżeli automatyzmy włączają się przy tzw. przerywnikach: sprawdzenie maila, kawka, przejrzenie portali internetowych, przełączanie kontekstu między kilkoma drobnymi lub mniej drobnymi zadaniami?

W takim wypadku jedyną metodą walki ze złodziejem czasu jakim jest automatyzacja naszych nawyków jest wprowadzanie zmian i rozbudzanie naszego uśpionego, rozleniwionego umysłu.

I niech ktoś mnie przekona, że zmiany są złe. 

niedziela, 25 sierpnia 2013

Targ śniadaniowy na Ursynowie

Kilka tygodni temu kumpel zabrał nas na tzw. Targ śniadaniowy na Żoliborzu. Impreza niby taka jak wiele. Kilkadziesiąt stoisk z różnego typu smakołykami regionalnymi, wiejskim, domowymi, własnego wyrobu. Wydarzenie bardzo powszechne i modne, na tyle powszechne, że dostępne niemal w każdym hipermarkecie i galerii handlowej.

Jednak Targ śniadaniowy jest nieco inny. Organizowany jest w miejscach spokojnych, bezpiecznych, otoczonych zielenią, miejscach, w których możesz oderwać się od miejskiego zgiełku. Fakt jest tłumnie. Trzeba czasem postać w kolejce po zdrowe smakołyki, ale później możesz w spokoju usiąść na wszech otaczającej zielonej trawie, porozkoszować się ciepłymi promieniami słońca i obecnością bliskich sobie osób. Super sprawa.


Od niedawna Targ organizowany jest też na Ursynowie, gdzie wystawcy mają jeszcze więcej miejsca, a odwiedzający jeszcze więcej zielonej trawy do wypoczynku.

Nam ze sprzedawanych produktów do gustu szczególnie przypadł hummus. Rozpływa się w ustach i jest bardzo sycący :) Oczywiście zaopatrzyliśmy się w odpowiednie zapasy do domu.


Impreza super. Fajnie jakby rozprzestrzeniła się w takiej formie na inne części kraju.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Jak się za dużo myśli to się szybciej siwieje...

Kolizja na drodze? Każdemu może się zdarzyć. Ale dlaczego właśnie mnie! Cholera!

Na szczęście nikomu nic się nie stało, a auto przecież się naprawi. Jest AC, będzie dobrze.

Ale człowiek myśli, kalkuluje i wywołuje u siebie stres. Co ze zniżkami? Co z naprawą jak ubezpieczyciel wycenia szkody 2-3 razy taniej niż warsztat? Dlaczego ubezpieczyciel robi problemy skoro przez tyle lat płaciłem tyle kasy na to AC? Czy na pewno powinienem brać winę na siebie - ten przedstawiciel handlowy nie jechał zgodnie z przepisami itp.

A tak naprawdę to nie mam za dużo wpływu na to i będzie jak będzie... Chyba muszę poczytać Dale'a Carnegie'go i jego "Jak przestać się martwić i zacząć żyć". Może to sprowadzi mnie trochę na ziemię :)

Dobra koniec żalów mimo, iż powszechnie wiadomo, że pozytywnie wpływa on na kształt pośladków ("żal dupę ściska"). Bo...



środa, 31 lipca 2013

Pięciominutówki i wakacyjny brzusio. Nike+ Training

Lato, lato, lato. A jak lato to griliki,a z grilikami browarki, pieczywko itp.

Lato, lato, lato. A jak lato to urlopiki, a na urlopikach szybkie żarcie i swawola.

Lato, lato, lato. A brzuszek rośnie. I nie jest to raczej zapowiedź przyszłej roli zawodowej (brzuszek dyrektorski), a już tym bardziej ciąży(chyba, że spożywczej).

Jednak ostatnio chyba swawola przekroczyła próg graniczny bo poczułem się wyjątkowo ociężały. Dyskomfort był tak dokuczliwy, że ruszyłem tyłek i włączyłem na nowo swój Nike+ Training. Ale, żeby nie zrobić sobie mega strzała na dzień dobry postanowiłem zacząć od tzw. sesji pięciominutowych dwa razy dziennie. Jedna rano przed pracą (jak byłem mały to zalecano gimnastykę poranną :P) i drugą wieczorkiem. Nie są tak uciążliwe i wyczerpujące jak zwykłe sesje treningowe, ale da się je odczuć w mięśniach. Czuję miłe zakwasy na brzuchu i udach :)

Alex. Mój trener mówi na to 4 strzały: bum, bum, bum, bum. 

No to: bum, bum, bum, bum.





wtorek, 30 lipca 2013

Suszenie owoców: suszone wiśnie

Sezon na wiśnie w pełni pasuje więc co nieco poszaleć. W weekend kupiliśmy niewielką ilość tych owoców i na próbę je ususzyliśmy. Z kilograma wiśni wyszło ok 1,5 szklanki suszu. Owoce mają bardzo intensywny i kwaskowaty smak idealnie orzeźwiający w upały ostatnich dni. Moim zdaniem smak bardzo dobrze będzie się komponował z wędzonym kurczakiem więc spróbujemy wykombinować jakąś sałateczkę z takim zestawem składników. Zobaczymy co z tego wyjdzie.





Suszone wiśnie można odświeżyć poprzez zalanie ich wodą w stosunku jeden do jednego. Ze szklanki suszu uzyskuje się ok 1,25-1,3 szklanki odświeżonych i soczystych owoców.

Po tej pierwszej przymiarce będziemy musieli nasuszyć więcej wiśni bo to co mamy jest bardzo intensywnie degustowane :)




niedziela, 28 lipca 2013

Nowe etykietki na butelki z miodem pitnym.

Wesele mojego młodszego brata zbliża się wielkimi krokami, a ja zaplanowałem na tzw. "wiejski stół" weselny" postawić mu kilka swoich wyrobów. Ostatnio pisałem, że zlałem miód (lipowy i wielokwiatowy) do butelek. Zrobiłem też etykietki i tylko brakowało mi kleju. Jednak braki zostały uzupełnione i dziś obkleiłem butelki etykietkami :)

Poniżej efekty oraz szablony do wydrukowania.




wtorek, 23 lipca 2013

Lato, lato, lato...

Lato w pełni. Urlop już za mną. Trzeba więc skorzystać z dobrodziejstw jakie daje nam ta pora roku i zabrać się za coroczne działania(a harmonogram jest mocno napięty przez różne okazje weekendowe) :)

Niemniej udało mi się w poprzedni weekendzik pozlewać zeszłoroczne miody do butelek i zrobić miejsce na moje specjały: wiśnióweczkę i przede wszystkim wino malinowe.

Butelki mam zdobyczne i wspaniale pękate wprost z niemieckich piwniczek. Idealnie będą się prezentowały.

Koreczki też dostałem w sklepie dość ciekawe w kształcie grzybków. Prezentują się nieźle i przede wszystkim będą praktyczne w otwieraniu, a to będzie bardzo ważne jak postawie swoje trunki na tzw. "stole wiejskim" na weselu mojego brata.

Trzeba też pomyśleć nad nowymi etykietkami.





wtorek, 9 lipca 2013

Pole zniekształcania rzeczywistości Apple

Kurde. Znów dałem się złapać polu zniekształcania rzeczywistości Apple. Poczytałem o marketingu jaki ta firma prowadziła i prowadzi, poczytałem o niektórych produktach, poczytałem o prostocie strony internetowej i postanowiłem tą prostotę sprawdzić.

Traf chciał, że trafiłem na stronę o iMovie. Jest to oprogramowanie na Mac'i, ale stwierdziłem, że sprawdzę, czy jest wersja na iPada. No i była, a teraz jest na tablecie Domi :)


Aplikacja posiada dość ciekawe funkcje choć osobiście brakuje mi większej kontroli nad dźwiękiem (ale za tą cenę mogę nieco zmniejszyć swoje oczekiwania). Ciekawe jak poradzi sobie w rzeczywistych zastosowaniach. Nabytek ten podsunął mi jednak wiele nowych pomysłów. Zobaczymy czy da się je prosto, pięknie i szybko zrealizować.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Szczęśliwe numery w naszych głowach

Ostatnio uległem pokusie zagrania w Lotto. W sumie nie wiem dlaczego bo prawdopodobieństwo wygranej znam itp. A jednak.

Miło jest pomarzyć. Zastanawialiście się co byście zrobili z wygraną? Podobno ludzie, którzy wygrywają stają się bardzo szybko nieszczęśliwi i okrutnie biedni. Być może przez brak planu, albo ograniczenie planu do celów konsumpcyjnych. "A co stać mnie... nowy samochód, nowy dom, podróże, imprezki...".


Ja zastanawiając się nad takim scenariuszem w chwili obecnej kupiłbym jakiś pensjonat w górach, żeby mieć bezpieczny, stały dochód i spróbowałbym stworzyć jakiś biznes (startup software'owy? firmę medialna? firmę doradczą?) od podstaw. Zgodnie z planem, który kiedyś sobie stworzyłem wciąż zbieram doświadczenia dobre i złe tak aby móc stworzyć coś wyjątkowego. Coś co rozbłyśnie na ogólnoświatowej arenie, będzie pozytywnie kojarzone z naszym krajem i stworzy dla ludzi miejsca pracy, a co za tym idzie zapewni im odpowiednie poczucie bezpieczeństwa.

To byłoby wspaniałe.

Kiedyś czytałem, że statystyczny człowiek raz na pół roku wpada na pomysł, który pozwoliłby mu zmienić Świat i stać się bardzo zamożnym. Problem jest taki, że od pomysłu do działania dzieli nas przepaść naszego strachu. Wierzę jednak, że ludzie stawiając czoła przeciwnościom, robiąc małe kroki do przodu nabierają odpowiedniego rozpędu, aby przeskakiwać wszelkie przepaści.

Najlepszą wygraną w lotto są nasze własne umysły. 
Tylko czy mamy wystarczająco dużo odwagi, żeby zagrać i skreślić nasze szczęśliwe numery?

niedziela, 7 lipca 2013

Biznes z pasji

Oglądałem dziś rano wywiad z prezesem Mlekovity z okazji Święta mleka. Człowiek ten nie wyglądał na wyrachowanego człowieka z korporacji mimo, iż jego firma ma ogólnopolski zasięg. 

Był to człowiek, który żyje swoją pasją czyli produkcją mleka. Nie przejmuje się pierdołami, formalizmami (bo ma od tego ludzi) i dzięki temu skupia się na swojej pasji. W czasie wywiadu prezes o tym co kocha mówił nam wierszem. 

Wspaniałe.

W Polsce większość przedsiębiorców tak skupia się na formalizmach, urzędach i narzucanych sobie ograniczeniach, że zapominają o swojej pasji, misji dla której rozpoczęli swój biznes. 

To jest bardzo smutne.

Wracając do prezesa. Miło widzieć ludzi tak przepełnionych radością z tego czym zajmują się w życiu. 

Wspaniałe.

Niestandardowe wentylki

W zeszłym roku podczas wakacji byliśmy nad Bałtykiem. Urlop zaplanowaliśmy pod namiotami bo dzięki temu można bardzo dynamicznie wybrać termin takiego wyjazdu (widzisz, że jest dobra pogoda to pakujesz się i jedziesz) i jest to niesamowita frajda dla dzieciaków. Zabraliśmy ze sobą rowery i to własnie z nimi było najwięcej przygód.

Z jednej strony wyjazd jak to zwykle u nas bywa był dość spontaniczny, z drugiej strony rozważałem od dawna zabranie rowerów na dachu i nawet planowałem zakup np. zapasowych dętek :) Ostatecznie jednak zakupu nie zrobiłem i zgodnie z prawami Murphy'ego w czasie jednej z wycieczek poszła mi dętka.

Co ciekawe w Helu nie ma sklepu rowerowego więc nie było łatwo. Sklejanie nie pomagało na długo biorąc pod uwagę dodatkowe obciążenie jakim był fotelik dla dziecka itp. Ostatecznie znaleźliśmy serwis w Jastarni, gdzie poinformowano mnie, że mam bardzo niestandardowe, trudno dostępne i drogie wentylki i że z wielką chęcią rozwiercą mi obręcze kół do odpowiedniego "standardu". I na tym można by zakończyć, ale...




W tym roku nauczony zeszłorocznymi doświadczeniami postanowiłem się przygotować i skoczyłem do Decathlona po nowe opony i dętki. Miałem silne postanowienie rozwiercenia wszystkich obręczy kół do "odpowiedniego standardu" i możecie mi uwierzyć, że stanąłem jak wryty widząc swoje "niestandardowe wentylki" zalegające masowo półki sklepowe. Cóż jednak nie były chyba tak niestandardowe i trudno dostępne. Okazało się, że nie są też wcale drogie (11zł).

W każdym razie już śmigamy sobie bezpiecznie i bardziej przyjemnie bo oponki wymieniłem w naszych rowerach na węższe.

Ps. Na ostatnim zdjęciu moja zarośnięta, "wakacyjna" gęba.