sobota, 12 stycznia 2013

Niekształtne sny

Rzadko pamiętam swoje sny. Najczęściej zdarza się to w czasie pełni wiec dziwne, że zdarzyło się to dziś kiedy jest nów. Sen był tak zakręcony, że zapisze go sobie.



Jest piękny letni dzień. Jak zwykle w takie dni warto wybrać się dla relaksu nad jaką wodę. I tak właśnie zrobiliśmy z Domi. Pojechaliśmy nad niewielkie jeziorko (lub zalew). Oczywiście zgodnie z polskim zwyczajem wszyscy inni wpadli na ten sam pomysł. 

Jeziorko otoczone było trawiastą plażą i lasem, w którym urządzano parking dla ciasno upchanych aut i uskuteczniano (mimo zakazu) letnie grillowanie.

Zaparkowaliśmy swój nowy, biały samochód marki Mini(którego w rzeczywistości nie mamy i nigdy nawet nie myśleliśmy o takim zakupie) pod drzewami i ruszyliśmy szukać skrawka trawy do rozłożenia koca i oddania się lenistwu.

Nie wiem ile trwał relaks, ale gdy wróciliśmy do auta byliśmy zastawieni ze wszystkich stron i nie mieliśmy możliwości wyjazdu. Mimo wszystko Domi podjęła próby oswobodzenia auta przez rozepchnięcie otaczających aut naszym samochodem. Działanie to było o tyle dziwne, że otaczające samochody były stare, zardzewiałe i porozbijane (jakby po wypadku), a nasze to nówka z salonu i żal było ryzykować uszkodzeń. Oczywiście sprawa zakończyła się zdartym lakierem na naszym Mini i lekkimi uszkodzeniami otaczających gruchotów. Na szczęście udało się wyjechać kawałek dalej z lasu, gdzie zatrzymaliśmy się i z teściami przeprowadziliśmy rozmowę o naszym nowym, białym samochodzie marki Toyota Yaris (o kurde skąd ta zmiana?).

W miarę szybko ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu wyjazdu z naszego miejsca wypoczynku. Okazało się, że jedną z dróg wyjazdu może być przejazd po bardzo wąskiej ścieżce wzdłuż nadrzecznej skarpy. Ścieżka oczywiście była zakazana dla samochodów, ale pojechaliśmy. Niestety przejazd okazał się niemożliwy i wróciliśmy nad wodę.

Kolejna ścieżka prowadziła wokół jeziorka, ale z niewiadomych przyczyn Domi pojechała nią sama, a ja w niewyjaśnionych okolicznościach znalazłem się na basenie, którego jedna ze ścian była całą zbudowana ze szkła. Nagle przez szybę zobaczyłem wielką rakietę lub prom kosmiczny (przynajmniej tak to wyglądało) z którego po chwili katapultował się pilot.

Rakieta leciała wprost na uciekający samolot pasażerski(jestem pewien, że to samolot LOTu), który mimo swoich rozmiarów wykonywał bardzo dynamiczne uniki. Niestety po chwili szaleńczej ucieczki na jego drodze pojawił się drugi samolot pasażerski jakichś innych linii i nastąpiło zderzenie. Sczepione samoloty runęły pionowo na ziemię, a ja uświadomiłem sobie, że tam właśnie jest mój dom, a w domu Domi. Biegiem ruszyłem do samochodu próbując dodzwonić się do żony przez komórkę. I wtedy się obudziłem.




Sam nie wiem co o tym myśleć. Dużo tam było łamania zakazów i różnego typu wypadków/kolizji z udziałem środków transportu. I teraz pytanie czy bawić się w sprawdzanie w sennikach znaczenia tego pomieszania z poplątaniem czy dać sobie spokój. W sumie i tak nie wierze w takie rzeczy :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz