środa, 31 lipca 2013

Pięciominutówki i wakacyjny brzusio. Nike+ Training

Lato, lato, lato. A jak lato to griliki,a z grilikami browarki, pieczywko itp.

Lato, lato, lato. A jak lato to urlopiki, a na urlopikach szybkie żarcie i swawola.

Lato, lato, lato. A brzuszek rośnie. I nie jest to raczej zapowiedź przyszłej roli zawodowej (brzuszek dyrektorski), a już tym bardziej ciąży(chyba, że spożywczej).

Jednak ostatnio chyba swawola przekroczyła próg graniczny bo poczułem się wyjątkowo ociężały. Dyskomfort był tak dokuczliwy, że ruszyłem tyłek i włączyłem na nowo swój Nike+ Training. Ale, żeby nie zrobić sobie mega strzała na dzień dobry postanowiłem zacząć od tzw. sesji pięciominutowych dwa razy dziennie. Jedna rano przed pracą (jak byłem mały to zalecano gimnastykę poranną :P) i drugą wieczorkiem. Nie są tak uciążliwe i wyczerpujące jak zwykłe sesje treningowe, ale da się je odczuć w mięśniach. Czuję miłe zakwasy na brzuchu i udach :)

Alex. Mój trener mówi na to 4 strzały: bum, bum, bum, bum. 

No to: bum, bum, bum, bum.





wtorek, 30 lipca 2013

Suszenie owoców: suszone wiśnie

Sezon na wiśnie w pełni pasuje więc co nieco poszaleć. W weekend kupiliśmy niewielką ilość tych owoców i na próbę je ususzyliśmy. Z kilograma wiśni wyszło ok 1,5 szklanki suszu. Owoce mają bardzo intensywny i kwaskowaty smak idealnie orzeźwiający w upały ostatnich dni. Moim zdaniem smak bardzo dobrze będzie się komponował z wędzonym kurczakiem więc spróbujemy wykombinować jakąś sałateczkę z takim zestawem składników. Zobaczymy co z tego wyjdzie.





Suszone wiśnie można odświeżyć poprzez zalanie ich wodą w stosunku jeden do jednego. Ze szklanki suszu uzyskuje się ok 1,25-1,3 szklanki odświeżonych i soczystych owoców.

Po tej pierwszej przymiarce będziemy musieli nasuszyć więcej wiśni bo to co mamy jest bardzo intensywnie degustowane :)




niedziela, 28 lipca 2013

Nowe etykietki na butelki z miodem pitnym.

Wesele mojego młodszego brata zbliża się wielkimi krokami, a ja zaplanowałem na tzw. "wiejski stół" weselny" postawić mu kilka swoich wyrobów. Ostatnio pisałem, że zlałem miód (lipowy i wielokwiatowy) do butelek. Zrobiłem też etykietki i tylko brakowało mi kleju. Jednak braki zostały uzupełnione i dziś obkleiłem butelki etykietkami :)

Poniżej efekty oraz szablony do wydrukowania.




wtorek, 23 lipca 2013

Lato, lato, lato...

Lato w pełni. Urlop już za mną. Trzeba więc skorzystać z dobrodziejstw jakie daje nam ta pora roku i zabrać się za coroczne działania(a harmonogram jest mocno napięty przez różne okazje weekendowe) :)

Niemniej udało mi się w poprzedni weekendzik pozlewać zeszłoroczne miody do butelek i zrobić miejsce na moje specjały: wiśnióweczkę i przede wszystkim wino malinowe.

Butelki mam zdobyczne i wspaniale pękate wprost z niemieckich piwniczek. Idealnie będą się prezentowały.

Koreczki też dostałem w sklepie dość ciekawe w kształcie grzybków. Prezentują się nieźle i przede wszystkim będą praktyczne w otwieraniu, a to będzie bardzo ważne jak postawie swoje trunki na tzw. "stole wiejskim" na weselu mojego brata.

Trzeba też pomyśleć nad nowymi etykietkami.





wtorek, 9 lipca 2013

Pole zniekształcania rzeczywistości Apple

Kurde. Znów dałem się złapać polu zniekształcania rzeczywistości Apple. Poczytałem o marketingu jaki ta firma prowadziła i prowadzi, poczytałem o niektórych produktach, poczytałem o prostocie strony internetowej i postanowiłem tą prostotę sprawdzić.

Traf chciał, że trafiłem na stronę o iMovie. Jest to oprogramowanie na Mac'i, ale stwierdziłem, że sprawdzę, czy jest wersja na iPada. No i była, a teraz jest na tablecie Domi :)


Aplikacja posiada dość ciekawe funkcje choć osobiście brakuje mi większej kontroli nad dźwiękiem (ale za tą cenę mogę nieco zmniejszyć swoje oczekiwania). Ciekawe jak poradzi sobie w rzeczywistych zastosowaniach. Nabytek ten podsunął mi jednak wiele nowych pomysłów. Zobaczymy czy da się je prosto, pięknie i szybko zrealizować.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Szczęśliwe numery w naszych głowach

Ostatnio uległem pokusie zagrania w Lotto. W sumie nie wiem dlaczego bo prawdopodobieństwo wygranej znam itp. A jednak.

Miło jest pomarzyć. Zastanawialiście się co byście zrobili z wygraną? Podobno ludzie, którzy wygrywają stają się bardzo szybko nieszczęśliwi i okrutnie biedni. Być może przez brak planu, albo ograniczenie planu do celów konsumpcyjnych. "A co stać mnie... nowy samochód, nowy dom, podróże, imprezki...".


Ja zastanawiając się nad takim scenariuszem w chwili obecnej kupiłbym jakiś pensjonat w górach, żeby mieć bezpieczny, stały dochód i spróbowałbym stworzyć jakiś biznes (startup software'owy? firmę medialna? firmę doradczą?) od podstaw. Zgodnie z planem, który kiedyś sobie stworzyłem wciąż zbieram doświadczenia dobre i złe tak aby móc stworzyć coś wyjątkowego. Coś co rozbłyśnie na ogólnoświatowej arenie, będzie pozytywnie kojarzone z naszym krajem i stworzy dla ludzi miejsca pracy, a co za tym idzie zapewni im odpowiednie poczucie bezpieczeństwa.

To byłoby wspaniałe.

Kiedyś czytałem, że statystyczny człowiek raz na pół roku wpada na pomysł, który pozwoliłby mu zmienić Świat i stać się bardzo zamożnym. Problem jest taki, że od pomysłu do działania dzieli nas przepaść naszego strachu. Wierzę jednak, że ludzie stawiając czoła przeciwnościom, robiąc małe kroki do przodu nabierają odpowiedniego rozpędu, aby przeskakiwać wszelkie przepaści.

Najlepszą wygraną w lotto są nasze własne umysły. 
Tylko czy mamy wystarczająco dużo odwagi, żeby zagrać i skreślić nasze szczęśliwe numery?

niedziela, 7 lipca 2013

Biznes z pasji

Oglądałem dziś rano wywiad z prezesem Mlekovity z okazji Święta mleka. Człowiek ten nie wyglądał na wyrachowanego człowieka z korporacji mimo, iż jego firma ma ogólnopolski zasięg. 

Był to człowiek, który żyje swoją pasją czyli produkcją mleka. Nie przejmuje się pierdołami, formalizmami (bo ma od tego ludzi) i dzięki temu skupia się na swojej pasji. W czasie wywiadu prezes o tym co kocha mówił nam wierszem. 

Wspaniałe.

W Polsce większość przedsiębiorców tak skupia się na formalizmach, urzędach i narzucanych sobie ograniczeniach, że zapominają o swojej pasji, misji dla której rozpoczęli swój biznes. 

To jest bardzo smutne.

Wracając do prezesa. Miło widzieć ludzi tak przepełnionych radością z tego czym zajmują się w życiu. 

Wspaniałe.

Niestandardowe wentylki

W zeszłym roku podczas wakacji byliśmy nad Bałtykiem. Urlop zaplanowaliśmy pod namiotami bo dzięki temu można bardzo dynamicznie wybrać termin takiego wyjazdu (widzisz, że jest dobra pogoda to pakujesz się i jedziesz) i jest to niesamowita frajda dla dzieciaków. Zabraliśmy ze sobą rowery i to własnie z nimi było najwięcej przygód.

Z jednej strony wyjazd jak to zwykle u nas bywa był dość spontaniczny, z drugiej strony rozważałem od dawna zabranie rowerów na dachu i nawet planowałem zakup np. zapasowych dętek :) Ostatecznie jednak zakupu nie zrobiłem i zgodnie z prawami Murphy'ego w czasie jednej z wycieczek poszła mi dętka.

Co ciekawe w Helu nie ma sklepu rowerowego więc nie było łatwo. Sklejanie nie pomagało na długo biorąc pod uwagę dodatkowe obciążenie jakim był fotelik dla dziecka itp. Ostatecznie znaleźliśmy serwis w Jastarni, gdzie poinformowano mnie, że mam bardzo niestandardowe, trudno dostępne i drogie wentylki i że z wielką chęcią rozwiercą mi obręcze kół do odpowiedniego "standardu". I na tym można by zakończyć, ale...




W tym roku nauczony zeszłorocznymi doświadczeniami postanowiłem się przygotować i skoczyłem do Decathlona po nowe opony i dętki. Miałem silne postanowienie rozwiercenia wszystkich obręczy kół do "odpowiedniego standardu" i możecie mi uwierzyć, że stanąłem jak wryty widząc swoje "niestandardowe wentylki" zalegające masowo półki sklepowe. Cóż jednak nie były chyba tak niestandardowe i trudno dostępne. Okazało się, że nie są też wcale drogie (11zł).

W każdym razie już śmigamy sobie bezpiecznie i bardziej przyjemnie bo oponki wymieniłem w naszych rowerach na węższe.

Ps. Na ostatnim zdjęciu moja zarośnięta, "wakacyjna" gęba.

sobota, 6 lipca 2013

Chodzić jak Steve Jobs. Boso i z pomysłem.

Czytam ostatnio książkę mówiącą o "prostocie". W dużej mierze przytaczany jest w niej Steve Jobs i jego podejście do prowadzenia biznesu. To mi przypomniało o bardzo charakterystycznym ekscentryzmie tego człowieka, a mianowicie o chodzeniu wszędzie boso. Podobno tylko w zimie można było go zmusić do ubrania obuwia, którym zazwyczaj były sandały.

Takie chodzenie na bosaka jest bardzo ciekawym doznaniem. Daje poczucie niesamowitej swobody, nieskrępowania, a zarazem twardego "stąpania po ziemi". Z drugiej strony w naszym kraju pozwalając sobie na taki wybryk ludzie patrzą na ciebie jak na wariata, jak na kogoś, kto zachowuje się nieobyczajnie.

Kilkukrotnie porwałem się na takie chodzenie na bosaka po korporacyjnych korytarzach. Od razu opuszcza Cię "sztywność" i czujesz, że możesz zrobić wszystko, co tylko uznasz, że jest tego warte.

Może też dlatego na wakacjach czujemy euforię, "pełnię mocy" i przypływ genialnych pomysłów? Często przecież wtedy chodzimy na bosaka po złocistych piaskach plaży lub soczystej zieleni trawy.

A co do zimy i chodzenia w sandałach to znane jest powiedzonko:

"Słuchaj go, a w zimie będziesz chodzić w sandałach."

Ciekawe, kogo słuchał Jobs? Bo i ja z chęcią posłuchałbym tego człowieka :)

czwartek, 4 lipca 2013

Oszczędności w dobie kryzysu

Ostatnio znajomy na fajsbuku zamieścił następujący komentarz:

"Oszczędności w dobie tzw. kryzysu są w korporacjach bardzo popularne (w końcu jest wymówka, żeby "oszczędzać"), więc od dzisiaj i ja oszczędzam... pastę do zębów  A ponieważ lubię być rzeczowy, to powiem wprost: pozbyłem się kolejnej ósemki ...i ponieważ lubię być precyzyjny to powiem, że chodzi o numer zęba, a nie o ilość zębów. Niesamowite, prawda? "

Niesamowita jak dla mnie jest celność porównania świata biznesu do jamy ustnej :) Ciekawe tylko czy biznes bez zębów będzie potrafił coś "ugryźć".