sobota, 16 listopada 2013

Głowa za szklanymi drzwiami korporacji

Od lat pracuję w korporacji. Ona rośnie i rośnie, połyka lub depcze wszystkich, którzy staną jej na drodze lub też wydają się smakowitym kąskiem. Ot typowa korpo.

Idąc po naszym "nowym" budynku przechodzi się obok wielu drzwi, przeszklonych drzwi. Możesz sobie zajrzeć przez szybę i zobaczyć co robią Twoi współ-korpo-pracownicy. Często widzisz czy czy faktycznie coś kodują, czy scrollują fejsa, czy nawalają w piłkarzyki (tak robią u mnie) czy też oglądają "pornole" lub inne tego typu youtube'owe uciechy. Snujesz się więc takim korytarzem, a ilością pozdrowień przez szybę (niczym papież) sprawdzasz swoją pozycję w strukturze firmy. Wiadomo im więcej popleczników tym łatwiej pozycjonować i materializować swoje cele. Ale w sumie to nie o tym chciałem tym razem pisać. Może poszaleję w tym temacie za kilka dni.

Wrócę więc do spacerku po korytarzu, gdzie oprócz pokoi/openspace'ów są również drzwi do salek konferencyjnych. Drzwi są oczywiście przeszklone co dla mnie jest totalna głupotą, bo zazwyczaj w takich salach często omawia się i prezentuje strategiczne kierunki i decyzje firmy. 

Jednak tym razem w salce odbywało się szkolenie. A moją uwagę przykuł projektor i wyświetlony bardzo prosty rysunek głowy uchwycony z profilu. Byłem pewien, że już go kiedyś widziałem. Byłem pewien, że pochodzi z jednej z książek biznesowych o innowacyjnym i elastycznym podejściu do biznesu (musicie wiedzieć, że od dłuższego czasu zaczytuje się takimi pozycjami). Jednak za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć z jakiej książki pochodziła głowa.

W sumie trochę się zdziwiłem widząc tego typu prezentację u siebie w firmie, typowej korporacji, czyli bycie o dość dużej bezwładności i bardzo dużej sztywności organizacyjnej. Ale w sumie korpo to tak naprawdę zlepek wielu mniejszych firm pływających pod wspólną banderą i wspólnym generałem. Możliwe więc, że mój okręt (dział, pion) nie jest wcale aż tak reprezentatywny i w innych miejscach sztywność i bezwład są mniejsze (choć szczerze w to wątpię).

Ale wracając do głowy. Sprawa bardzo mnie intrygowała przez wiele dni. Czego takiego uczyli się na szkoleniu moi współ-korpo-pracownicy? Postanowiłem przekartkować swoją dość dużą biblioteczkę, aż w końcu znalazłem! 

Książka zupełnie nie pasowała mi do dużej, sztywnej firmy. Bardziej kojarzyłem ją ze sprytnymi start-upami, które budowane są przez małe grupy bardzo zdolnych ludzi. A sama książka to: "Tworzenie modeli biznesowych. Podręcznik wizjonera". Bardzo, bardzo inspirująca lektura w bardzo ciekawej i innowacyjnej formie graficznej.

Czyżby korporacje dojrzewały do większej elastyczności? Może przekonam się o tym na własnej skórze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz