niedziela, 17 listopada 2013

Moja prawda o tym czego szukacie w Internecie

Otwiera się przeglądarka. W polu adresu pojawiają się kolejne literki wstukiwane szybkimi ruchami palców na klawiaturze. Wyświetla się blog. 

Pik, pik, pik. Po kablu szybkimi kropelkami płyną sobie dane. Pik, pik, pik. Płyną sobie, a gdzie dopłyną tam mogą już zostać. Są przecież tak łatwo dostępne, są tak łatwe do zabrania, łatwo zmieniają właściciela, są przecież za darmo, są mieszkańcami Internetu. Po co jednak na tą stronę wchodziłem?

Poczytałem ostatnio o blogosferze i zacząłem się zastanawiać po co ktoś chciałby czytać blogi, albo po co ktoś chciałby prowadzić blogi? 

Polacy najczęściej wchodzą na bloga bo chcą tam czegoś za darmo. Za darmo to takie magiczne sformułowanie, które przyprawia nas o gęsią skórkę. A w Internecie przecież wszystko jest za darmo, wszytko przecież mogę stamtąd wziąć i podpisać jako swoje.

Z Domi prowadzimy w miarę aktywnie 3 blogi i na ich podstawie można już co nieco wywnioskować. Teraz jednak skupię się tylko na jednym: wolnetempo.pl

Wolne tempo ma (albo może mieć) bardzo szeroki obszar działania, ale najczęściej piszemy tam o motywacji, samorozwoju, wewnętrznej równowadze oraz o własnych wyrobach opartych na często na babcinych przepisach. Oczywiście wszystko staramy się "okraszać" zdjęciami oraz własnoręcznie wykonanymi obrazkami.

Ale wracając do odwiedzających. Najbardziej aktywnym okresem na Wolnym tempie jest lato i wczesna jesień. Wtedy kwitną odwiedziny na stronach z przepisami na przetwory oraz z etykietkami na butelki i słoiki. W sumie nie dziwię się bo są one świetne, a wraz z nowymi wersjami robią się coraz lepsze i ładniejsze(ćwiczenie czyni mistrzem). Ale dlaczego są one takie popularne? Tak, tak! Dlatego, że przecież można je wziąć za darmo; bo są w Internecie.

Jakiś czas temu dotarły do mnie podziękowania za pyszny miód pitny, który autor wiadomości  kupił na targu w Lublinie. To bardzo ciekawe bo swoich wyrobów nigdzie nie sprzedaje (wygląda, że trafił do mnie po adresie strony umieszczonym na etykietce). A jedyne komercyjne wykorzystanie swoich przepisów o jakim myślałem to zorganizowanie warsztatów, na których każdy mógłby sam zrobić własne produkty oczywiście pod moim czujnym okiem :) Kusząca mogłaby być też książka, ale jest ich masa na rynku, a ponadto jest Internet, a tam WSZYSTKO JEST ZA DARMO :)

Jednak za dostępnością w Internecie, kryje się też ta ciemna strona. Wielokrotnie zdarza się, że "łebale" najzwyczajniej zapieprzają twój tekst, twoje zdjęcie, twój obrazek i wrzucają na swoją stronę przypisując sobie ich autorstwo, gloryfikując swoją zajebistość. A za szczyt chamstwa uważam kradzież treści i publikację ich w formie papierowej - jakiś czas temu czytałem o takim przypadku książki z przepisami kulinarnymi.

Co ciekawe Polacy w Internecie nie szukają motywacji i sposobów na samorozwój (a szkoda). Widać uważamy siebie za bardzo dobrze zmotywowanych, albo co bardziej prawdopodobne boimy się, że motywacja odebrałaby nam powody do narzekania, które jak powszechnie wiadomo jest nasza cechą narodową.

Jeżeli jednak są tacy, którzy chcą przełamać nasze polskie narzekanie to na Wolnym tempie na pewno znajdą na to sposoby czy to w ramach naszych artykułów czy też bardzo motywującego wpływu kontaktów i dyskusji z prowadzącymi :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz