niedziela, 12 stycznia 2014

Kiełbasa z szarej strefy nie idzie z dymem

Duży, brudny "market". Wózek tak brudny i tak się lepi, że bierze nas obrzydzenie. Ale jeść coś trzeba. Podchodzisz do stanowiska z wędlinami i kupujesz kiełbasę. Jest tłusta, bez smaku, pełna twardych chrząstek i chemicznych składników, które z mięsem niewiele mają wspólnego. Ale ma odpowiednią ilość substancji smolistych.


W mediach jest dym o wędzone mięso. Jak zawsze zastanawiam się co w międzyczasie załatwiane i zatwierdzane jest pod stołem i co ten "dym" zasłania. Bo szczerze mówiąc "świadomi konsumenci" na tym nie stracą. Ci, którzy mają w dupie to co kupują i tak kupią to co będzie akurat na półce. A ci, którzy wiedzą dokładnie co chcą kupić i tak to kupią. I to prawdopodobnie taniej.

Bo jak nie można legalnie dostać tego co się chce i co się lubi to dostaje się to nielegalnie. Prosta zasada. Jest taniej bo bez haraczu dla Państwa, bardziej zdrowo i smacznie, bo bez przemysłowej niedbałości (bez chrząstek i innych dziwnych części zwierząt w kiełbasie) i bez dziwnych chemicznych składników, które nas trują.

Przepis faworyzuje dużych producentów i uderza w tych małych. Ale to co, że uderza. Mali, którzy i tak działają lokalnie, uciekną do szarej strefy zabierając ze sobą rzesze swoich stałych klientów. To kolejny raz kiedy przepisy stwarzają warunki do łamania... przepisów. Jesteśmy na to gotowi. Jako Polacy mamy to we krwi.

Będzie nielegalnie? Będzie.
Czy ktokolwiek złapie takich producentów? Nie, bo urzędnicy nie radzą sobie nawet sami ze sobą.

No chyba, że zaprzyjaźniona konkurencja lub życzliwy sąsiad na nas doniesie, ale to już inna bajka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz