sobota, 1 marca 2014

Biednym łatwiej się steruje czyli o drodze do wolności

W środku nocy przy zapalonej lampce siedzi człowiek. Ma zapuchnięte oczy. I trwa to już od kilku miesięcy. Dookoła jest totalny syf. Wszędzie walają się puste pudełka po pizzy. To właśnie on zyska wolność i zostanie milionerem.


Czytam ostatnio bardzo inspirującą książkę: "Rozmowy o startupach" pani Livingston. Opisane są w niej większe i mniejsze sukcesy firm i produktów z branży technologicznej. Widać tam masę ciężkiej pracy, szukania po omacku ucieczki od przeciętności. Widać budowanie zespołów i w większości przypadków wiarę innych ludzi, inwestorów w pomysły introwertycznych inżynierów.

Najciekawsze jest jednak to, że te 2-3 lata poświęcenia dla każdego z nich kończyły się wielomilionową nagrodą za sprzedaż opracowanego przez siebie produktu. I wolnością. Możliwością robienia tego co się chce i co się lubi. Co ciekawe w większości przypadków była to praca nad kolejnym produktem. Cóż, to chyba uzależnia.

Wiem, że większość z nas Polaków powie, że my mamy inne otoczenie niż na "zachodzie", ale według mnie to kwestia "zacięcia" w tym co robimy.

Nie ma co zwalać winy na otoczenie. Bo to my decydujemy jakie ono jest. Jeżeli jest złe to poszukajmy innego. I róbmy to tak długo, aż znajdziemy to czego szukamy.

Ostatnio widziałem też wywiad z Adamem Góralem prezesem Asseco Poland S.A., który powiedział, że założył firmę bo nie chciał być biedny:

"Bo bieda powoduje brak wolności. Biednym łatwiej się steruje."

Kurde ma człowiek rację. Tym właśnie jest bieda (lub inaczej: brak bogactwa). Narzędziem zniewolenia. Dopiero uświadamiając sobie ten fakt i identyfikując naszego oprawcę i wroga zaczynamy walczyć. A moim zdaniem własnie w takim otoczeniu my Polacy działamy najlepiej. Musimy mieć wroga. Rywala, któremu będziemy mogli zajść za skórę i zastosować naszą narodową specjalność: partyzantkę.

Proponuję więc zapalić lampkę i przygotować się na miesiące ciężkiej walki pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz