czwartek, 31 lipca 2014

Halo? Pocketbook. Problem.

Dobrze, że skończyło się tylko na tym. Kupujesz nową zabaweczkę. Gadżecik. Niecierpliwie czekasz na przesyłkę, otwierasz paczkę uruchamiasz urządzenie. Wszystko jest ok. Książki da się przeczytać. Chwilę zajmie wybadanie jak się tym posługiwać. Instrukcja? Instrukcje są dla cieniasów. Domi w drugim pokoju mówi, że na swoim włączyła aktualizację oprogramowania. Nie mogę być gorszy. Wyszukuję opcję i też uruchamiam. I to koniec. Nowy Pocketbook nie żyje.



Cholera jasna. Dlaczego mnie to spotyka? No nic. Może gwarancja? Kurde, a co jeżeli nie przyjmą? Przecież grzebnąłem. Uruchomiłem aktualizację. W google nic nie piszą o tym problemie (a ludowa mądrość mówi, że jeśli czegoś nie ma w google, to nie istnieje...).

Pokombinuję.

Ostatnie co pamiętam i co widziałem to:

Set vcom failed
Update failed

Kurde. Może podłącze do kompa. Może coś da się zrobić. Urządzenie jest martwe.

Nie poddaję się jednak. Wgram od nowa oprogramowanie. Przez USB się nie da to spróbuję z kartą pamięci. Też nie działa. Ale chwila. Chyba źle to robię. Uruchamiam Pocketbooka z wciśniętymi przyciskami forward i backward. Coś się dzieje. Bootuje :) Najnowsza wersja nie działa. Urządzenie wciąż nie żyje. Ale spróbuję ze starszym z lutego. Bingo. Działa!

Aktualizacje dalej się nie udają i urządzenie się psuje, ale mam już sposób. A najważniejsze jest to, że mogę czytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz