niedziela, 13 lipca 2014

Kołki na wampiry. Uważaj na nie nad morzem.

Ciała leżą dookoła. Są całe czerwone. Nie. Nie od krwi. Raczej od poparzeń. Jest ich tak dużo, że nie ma jak między nimi przejść. Stojący nad jednym z ciał mężczyzna podnosi do góry młotek i wbija. Długi, drewniany kołek. Trafia jednak w piach. Tuż obok głowy. Leżący wampir jeszcze trochę pożyje. I to mimo tego iż promienie słońca smażą jego niemal nagie ciało.


Nic dodać nic ująć. Plażing po polsku. Nie ukrywam, że wampirem w tej historii byłem ja, ale pewnie na plażach we Władysławowie i Chłapowie takich historii znalazłoby się znacznie więcej. Leżę sobie, a tu 10cm od mojej głowy koleś wbija kołek od swojego parawanu. Ja pier...!!! Albo nasi rodacy maja tak wysokie poczucie integralności i ich "strefy prywatności" są dość małe, albo to wrodzone chamstwo i skuteczny sposób na przepłoszenie sąsiada. Obstawiam to drugie bo gdyby chcieli się integrować to nie stawiali by parawanów. Cóż. Cebula w narodzie jest silna.

Parawany

Jest to zjawisko, którego nie spotkałem nigdzie indziej, a byłem już na kilku europejskich (i nie tylko) plażach. Wiem. Zaraz masa się oburzy, że przecież nad Bałtykiem wieje. Parawan potrzebny. Tak trochę wieje. Ale nie bardziej niż nad innymi morzami.

Za to parawany skutecznie oznaczają teren danego plemienia. Coś jak obsikiwanie drzew przez psy.

Oczywiście im plemię uważa się za silniejsze tym teren musi być większy. Celowo nie pisze o sile bo plemię nie musi być duże. Widziałem czteroosobowy klan, który zbudował barykadę z 3 parawanów.

Morsy

Kolejna sprawa to występowanie na polskich plażach wspaniałych okazów morsów. Najpierw myślałem o waleniach, ale walenie pływają. W sumie morsy też pływają. Ale ja przed oczami mam obraz majestatycznych, potężnych morsów wpatrujących się w stronę morza. Niemal każdy ma puszkę lub butelkę piwa w łapie i często wędzi okolicę fajką miedzy zębami (smażenie jest niezdrowe, więc wędzimy - trzeba tylko przestrzegać norm unijnych :P).

Oczywiście lepiej popatrzeć sobie na zgrabne foczki, ale foczek nad Bałtykiem mało (gatunek wymierający wraz z rosnącą ilością farm spod znaku złocistych łuków Mc) więc trzeba zamknąć oczy i łapać promienie słońca na twarz. Cóż pozostaje innego.

To moje czyli kto bliżej...

... lodowatej wody. To kolejny fenomen. Wchodzisz do wody, a tam jakby tysiąc lodowatych igieł wbija się w twoje stopy. Żadna przyjemność chyba, że należy się do klubu morsa (nie, nie takiego, o którym pisałem wcześniej). A jednak. Nie ważne czy rozłożysz się 3, 2 czy 1 metr od wody zawsze znajdzie się, ktoś, kto będzie chciał być o "miedzę" bliżej i rozłoży swój parawan na zamku z piasku zbudowanym prze twoje dzieci tuż przy brzegu.

Z pewnymi sprawami nie da się walczyć. Więc dostosowaliśmy się. Wychodziliśmy na plażę o 8 rano, kiedy było niemal pusto. Spokój zakłócali tylko nieliczni biegacze (choć to bieganie to wg mnie tylko przykrywka dla zbieraczy muszli i bursztynów, bo żadnej z tych rzeczy nie widziałem w tym roku nad morzem). A wracaliśmy ok 11, kiedy zaczynało się największe polowanie na wampiry. I tysiące kołków poszło w ruch.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz