czwartek, 24 lipca 2014

Streetfood na ulicach świata

Zawsze fascynowało mnie jedzenie sprzedawane w małych budkach na ulicy. Wyobrażam sobie jak niesamowity zapach unosi się w ciasnych uliczkach. Mieszanki przypraw i aromat samych potraw, od którego ślinianki zaczynają pracować jak szalone. A ja chodzę i próbuję miejscowych przysmaków. To marzenie kiedyś na pewno się spełni. 

A na razie moje zainteresowanie skupia się głownie na sporadycznym eksperymentowaniu z egzotycznymi daniami oraz na programach kulinarnych/podróżniczych i książkach. Mnóstwo ciekawostek o potrawach z różnych zakątków świata widziałam w książkach podróżniczych Beaty Pawlikowskiej. A jeśli chodzi o programy, prym wiedzie moja ulubiona kuchnia+.

I właśnie ostatnio, oglądając program "Streetfood" pomyślałam, że wszędzie na świecie to uliczne jedzenie związane jest ściśle z danym krajem. Te zapachy, smaki, miejscowe produkty. Natomiast w Polsce na ulicach można kupić głównie zapiekanki, kebaby i hot-dogi, ewentualnie gotowaną kukurydzę. A przecież nasza kuchnia jest tak bogata, że spokojnie można by było wyodrębnić z niej potrawy, które z powodzeniem sprzedawałyby się w takich budkach. Szkoda, że wciąż wolimy iść na łatwiznę i wciąż prym wiodą "potrawy" z kuchni amerykańskiej i tureckiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz