niedziela, 20 lipca 2014

Winogron na balkonie.

Na wiosnę wydawało się, że umrze. Nie zadbałem o niego odpowiednio szybko. Siedział sobie w okrągłej, glinianej doniczce i gubił ostatniego liścia. Liścia, którego przywiózł z Niemiec. Mimo jego martwoty wsadziłem go jednak w drewnianą skrzynię na balkonie. Podlewałem i obserwowałem. Obserwowałem i podlewałem. A mimo to życia w nim nie było.

Jednak po kilku tygodniach Domi stwierdziła, że roślina jednak żyje. I wypuszcza pąki. Najpierw małe i nieśmiałe. Zacząłem mieć nadzieje. Może mój winogron w tym sezonie troszkę się rozwinie i wzmocni, a swoją potęgę pokaże w przyszłym roku. Teraz wystarczyłoby mi kilka listków. I dostałem kilka listków.

Nadeszło lato. Upały. Urlop w czasie którego nikt nie podleje moich roślin. Urlop, który może zabić zieleń.

Czekała na mnie jednak niespodzianka. Winogron przeżył. Co lepsze rozwinął się bardzo mocno. Tak mocno, że do jego drewnianej skrzynki musiałem przymocować kratkę. I teraz będzie się mógł piąć w górę.

Mam nadzieję, że kratka wystarczy na ten sezon i co najmniej przyszły. A moje maleństwo niech sobie rośnie. Kiedyś przytuli się do naszego wymarzonego domu z podwórzem. A może da początek winnicy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz