wtorek, 25 października 2011

Co nas blokuje?


Czy zastanawialiście się co blokuje nasze działania? Co blokuje nasze indywidualne ścieżki do sukcesu? Wydaje mi się, że głównym takim czynnikiem są bariery w nas samych?

Idziesz ulicą i nagle odczuwasz potrzebę roześmiania się na głos. Czy robisz to?

Nie!

Co by pomyśleli ludzie przechodzący obok Ciebie? Patrzyliby jak na kogoś nienormalnego?

Czy tańczysz w domu jak masz na to ochotę? Czy nie robisz tego bo ludzie z bloku obok mogą Cię zobaczyć?

Jestem ciekawy jak wyglądałby świat gdyby więcej osób potrafiło pokonywać te własne bariery, działać bez potrzeby akceptacji płynącej z zewnątrz.

Wydaje mi się, że najważniejsze to uświadomić sobie, kto tak naprawdę nas blokuje. I zadać sobie pytanie czy pozwolilibyśmy sobie sami na sukces, na to, żeby nam się udało.

niedziela, 23 października 2011

Nadrzędny cel - prywatna konstytucja


Pisałem ostatnio o prywatnej konstytucji. Powinna ona stanowić drogowskaz w różnych chwilach życia.

Stwierdziłem, że mam ogólny cel do którego chcę dążyć:

Zdobyć taką wiedzę, umiejętności i kontakty, które pozwolą mi realizować wszelkie zadania jakie sobie postawię.

I jak powinienem do niego dążyć:

Robić nowe rzeczy, a nie powtarzać na nowo te które już znam.

Łamię tutaj zasadę S.M.A.R.T.(Specific, Measurable, Actionable, Revelant, Timely), jednak wiem, że właśnie to jest dla mnie ważne. S.M.A.R.T. powinien być używany dla zadań wspomnianych przy tym celu ogólnym.

I teraz przyglądając się temu co robię trzeba odpowiedzieć na pytanie czy powtarzam to co znam, potrafię, w czym jestem już dobry. Założę się, że większość ludzi odpowie na to pytanie twierdząco. Z jednej strony można powiedzieć, że to droga równowagi, stabilizacji itp. A stabilizacja jest dobra. Jednak co się dzieje gdy w przyrodzie coś przestaje się zupełnie ruszać (totalnie się stabilizuje)? Taki organizm umiera, ginie.



Potrzebujemy zmian, żeby czuć, że żyjemy. Możemy czekać, aż taka zmiana nadejdzie z zewnątrz i nie będziemy mieli na nią wpływu lub poszukiwać i wybierać zmiany, które będą dla nas dobre. Druga opcja jest trudniejsza, gdyż musimy przełamać wewnętrzne lenistwo, które ładnymi słowami nazywamy dążeniem do stabilizacji.

Ja takie rozliczenie zrobiłem ostatnio u siebie. A żeby nie zapomnieć o tym jak niekorzystne jest się zupełne zestabilizowanie wydrukowałem i przyczepiłem opisany powyżej nadrzędny cel i sposób dążenia do niego na biurku w pracy.



piątek, 21 października 2011

niedziela, 16 października 2011

Szanse i łatwe ścieżki


Jakiś czas temu postanowiłem sobie stworzyć osobistą konstytucję. Lista myśli, które tam chce zawrzeć wciąż nie jest kompletna, a przybliżenia do tych przemyśleń notuję na wazneslowa.pl.

Pierwszą rzeczą jaką postanowiłem wpisać do takiej konstytucji są następujące słowa:

NIE REZYGNUJ Z SZANS (NAWET JEŚLI STANOWIĄ WYZWANIE) NA RZECZ SPRAW POWSZECHNYCH I ŁATWO DOSTĘPNYCH.

Dziś wpadłem na pomysł, że zrobię sobie do każdej z takich zasad prostą kartę, którą będę nosił przy sobie. Będę sobie w ten sposób przypominał to co jest dla mnie ważne.

Porysuję przy tym trochę, a jest to ostatnio czynność, która daje mi sporo relaksu :)

Myśli jak zwykle chodzą własnymi ścieżkami. Moje od tej zasady zawędrowały do refleksji nt. spraw zawodowych i to zarówno o firmie jak i swojej postawie oraz postawie moich kolegów:

JEŚLI SIĘ NIE ZMIENIASZ TO GINIESZ

Chyba czas sobie o tym przypomnieć bo długo się nie pociągnie na "odcinaniu kuponów".

sobota, 15 października 2011

W zdrowym ciele zdrowy duch

Przy okazji zakupów w hipermarketach zazwyczaj kupuje się rzeczy nadmiarowe. My jeździmy zazwyczaj z listą, ale i tak nie ustrzegamy się przed " niezbędnymi dodatkami".



Dziś padło na drążek rozporowy.

W domu ciężko zebrać się do jakiejś aktywności fizycznej. Czasem porobię pompki, czasem porozciągam ekspander, ale brakuje mi czegoś bardziej systematycznego. Co do aktywności "pozadomowej" ostatnio zapisałem się na capoeirę, ale na razie czekam na start grupy.



Taki drążek może być dobrym rozwiązaniem w domu. Przechodząc przez drzwi zawsze mogę się zawiesić na drążku i wykonać przy okazji jakieś ćwiczenie. Dodatkowo może to pozytywnie wpłynąć na mój bolący w ostatnim czasie kręgosłup - początkowo nawet nie pomyślałem o tym w kontekście drążka.

Jest jesień i trochę się obawiam pogorszenia stanu mojej aktualnej wagi (spadek o 12-13kg od początku roku), dzięki której odczuwam od kilku miesięcy znaczną poprawę samopoczucia i przede wszystkim odporności.

Wierzę, że zwiększenie aktywności pozwoli utrzymać mi ten stan do wiosny.

Domi równolegle zaczyna wprowadzać potrawy oparte na kaszy jaglanej - to też może nam pomóc. Wczoraj zrobiła z niej w połączeniu z odrobiną warzyw kotlety. Rewelacja! W smaku jak mielonczaki :)

Góry i doliny



Wszystko co nas spotyka można porównać do gór i dolin. Raz jesteśmy na szczycie, innym razem na nizinach. Jednak góry i doliny zawsze łączą się ze sobą, a my sami nie jesteśmy w stanie określić gdzie jest najwyższy punkt doliny, albo najniższy punkt góry.

To jak będziemy widzieć naszą aktualną sytuację zależy tylko od nas. Wydaje się rozsądnym podejście nawet do najtrudniejszych chwil jak do ścieżki prowadzącej na szczyt naszej góry.

piątek, 14 października 2011

Bezsenność...



Dziś jestem na nogach od 2 w nocy i co dziwne wcale nie chce mi się spać. Powiedziałbym, że to przez stres, ale nie mam, żadnego powodu do nerwów. Cóż wykorzystałem ten czas dla siebie: poczytałem, porysowałem i jest OK.

czwartek, 13 października 2011

Nalewka malinowa - etykiety



Jakiś czas temu nastawiłem nalewkę malinową. Dziś w końcu zebrałem się, żeby ją przefiltrować i rozlać do butelek. Przy okazji przygotowałem etykiety na butelki :)

Poniżej zdjęcie całej serii.



Jak wygrzebie zdjęcia z przygotowania naleweczki to zarzucę przepis na wolne tempo.

wtorek, 11 października 2011

Kamienna ścieżka



Jakiś czas temu widziałem w telewizji program, w którym prezentowany był ogród. Właściciel miał tam fajny patent. Zrobił w ogrodzie kamienną ścieżkę przy czym jeden jej koniec był wykonany z dużych kamieni, które przechodziły w coraz to mniejsze by na końcu ścieżki zamieniły się w drobniutki żwirek. Podobno spacer po takiej ścieżce to czysta przyjemność i relaks dla zmęczonych stóp.

Miło pomyśleć chociaż o takim spacerze kiedy za oknem zimno i pada.

poniedziałek, 10 października 2011

Bańki mydlane

Cały czas, w każdej chwili żyjemy w bańkach mydlanych. Czasem są to wielkie, globalne bańki takie jak na giełdach czy niedawno na rynku nieruchomości, częściej są to bardziej przyziemne i codzienne bańki w domu czy w pracy. Czasem sami zamykamy się w bańce, czasem robi to nasza rodzina, a czasem szef.



Bańka jest miejscem w którym jest nam wygodnie, w którym czujemy się bezpieczni. Miejscem, w którym rośniemy i jednocześnie miejscem, które rośnie razem z nami. Pompuje się i pompuje, a jednak po jakimś czasie czujemy, że mamy coraz mniej powietrza. Pompujemy więc mocniej wierząc, że złapiemy oddech.

Siedzimy sobie w środku takiej bańki, a z zewnątrz wiatr popycha ją bezwolnie w stronę, w którą akurat w tym momencie wieje.

Niestety bańki mają to do siebie, że zazwyczaj pękają. I wtedy zaczynamy spadać. W trakcie lotu w dół zastanawiamy się jak to mogło się stać. Roztrząsamy się nad własnym nieszczęściem.

A wystarczyłoby  rozłożyć ręce poczuć wolność jaką odzyskaliśmy wydostając się z bańki i poszybować tam gdzie mamy ochotę.

Bądźmy więc gotowi na pęknięcie naszej bańki, bądźmy gotowi na wolność i na szansę poszybowania tam dokąd chcemy, a nie tam dokąd spycha nas wiatr czy grawitacja.

niedziela, 9 października 2011

Prawie jak biblioteka...

No i mieliśmy dziś spontaniczną operację pod kryptonimem: "Porządki w książkach". Udało nam się ogarnąć mniej więcej połowę naszego księgozbioru, ale i tak jest nieźle.

sobota, 8 października 2011

Ból i zabawa - dwa tryby nauki

Ostatnio przeczytałem fajne stwierdzenie, którego ogólny przekaz brzmiał mniej więcej tak:

Istnieją tylko dwie drogi zdobywania wiedzy przez człowieka - droga bólu i wyrzeczeń oraz droga zabawy.



Coś w tym musi być. Tylko dlaczego zazwyczaj idziemy mniej przyjemną drogą bólu. Przyjrzyjmy się:

- Nauka w szkole jest drogą bólu. Większość nauczycieli siłowo próbuje wpakować w dzieci wiedzę. Siła ta wspierana jest presją otrzymania słabych ocen i wykluczenia społecznego. Nie krytykuję tego, ale to na pewno nie jest przyjemy sposób.
- Wiara w prawdziwość informacji umieszczanych w internecie. Jak często "nacinamy się" na słowa umieszczone w sieci. Wystarczy, że strona będzie ładnie i wiarygodnie wyglądać, a już jesteśmy gotowi wdrażać zawarte tam informację w życie i dawać jej twórcom to czego od nas potrzebują.
- Podchodzenie do rzeczy, które są ryzykowne, niebezpieczne, zakazane z myślą, że "mnie to przecież nie dotyczy" i odbierać naukę na własnej skórze. To bardzo duży worek do którego wrzuciłbym np. piractwo drogowe i powodowane przez to wypadki.

Przykładów można dawać w ilościach hurtowych. Dużo mniej jest przykładów nauki przez zabawę. Tylko niektórzy próbują tego dokonać, a Ci którzy spróbują często odnoszą ogromny sukces.

Świetnym przykładem jest gra Roberta Kiyosakiego "Cashflow". Uczy ona niezależności, bycia wilkiem, który decyduje o własnym losie.

Inny przykład to popularna ostatnio strona http://zaszybko.pl/. Twórca w zabawny sposób uczy nas, że nie powinniśmy być łatwowierni, że powinniśmy sprawdzać regulaminy serwisów internetowych z których korzystamy.

Bardzo mi się podoba jak w maksymalnie prosty sposób zwraca się uwagę na różnego typu rzeczy, które są dla nas czymś zwyczajnym i nie zdajemy sobie nawet sprawy z ich istnienia czy niebezpieczeństw, które ze sobą niosą. Ikoną tu jest wg mnie http://www.donothingfor2minutes.com/.

Przy okazji wpadłem chyba na niezły pomysł na akcję zwracającą uwagę na problem, który również występuje nagminnie w internecie... Zobaczymy czy zechce mi się go zrealizować.

Wracając do tematu. Ja osobiście wolę uczyć się poprzez zabawę i będę się starał jak najczęściej zastępować potencjalną (w przyszłości?) naukę przez ból proaktywną nauką przez zabawę.

Swoją drogą takie coś to pomysł na niezły biznes - "Nauka przez zabawę".

Wulgaryzm nizin



Domi zaraziła mnie ostatnio tymi słowami:

"Kto mógł choć raz zakosztować wolnego ducha gór, ten nie może już poddać się wulgaryzmowi nizin."

Znaleźliśmy zdjęcia z wakacji, kiedy przejeżdżaliśmy przez Alpy. Ich widok napełnia energią, chęciami do działania, napełnia poczuciem celu.






piątek, 7 października 2011

Być gotowym na zmiany

Większość z nas nie lubi zmian. Uważamy, że zmiany są czymś złym. Kiedy nasze otoczenie się zmienia, buntujemy się, a kiedy nie możemy nic poradzić, aby powstrzymać nadchodzącą lub już zaistniałą zmianę zaczynamy użalać się nad swoim nieszczęściem.Roztrząsamy się nad tym co było, nad przeszłością.

A przecież zmiana jest czymś normalnym, naturalnym. Powinniśmy ją zaakceptować i dostosować się do niej. Nie jesteśmy w stanie przecież zmienić przeszłości. Możemy za to mieć wpływ i kreować własną teraźniejszość i przyszłość.

Strach przed nieznanym powoduje, że nie jesteśmy w stanie dostosować się do zmieniającego otoczenia. Dobrze wtedy zadać sobie pytanie. Co bym zrobił gdybym się nie bał? Odpowiedzieć na nie i zrobić to...

Najgorsze co może nas przecież spotkać to porażka, której zwielokrotniony smak poczuliśmy już napełniając się lękiem. Od tej chwili może być tylko lepiej, a wyżyny sukcesów i pozytywne scenariusze nie będą mieć żadnych ograniczeń. Wystarczy spróbować. Przełamując kajdany strachu przed zmianami stajemy się wolni. To wspaniałe uczucie. 

czwartek, 6 października 2011

Wilki i owce


Słowo na dziś to króciutka refleksja.

Będąc owcą żyjesz w stadzie podobnych do siebie, żyjesz w poczuciu bezpieczeństwa, jesz tyle ile pozwala ci na to twój pan/stróż, pasiesz sie po to by ktoś wygolił cię do gołej skóry.

Jako wilk jesteś samotny i znienawidzony, ale czujesz sie wolnym i tylko od ciebie zależy co stanie się twoją zdobyczą oraz czy bedziesz głodny czy nie.

"Pozostań nienasycony, pozostań niemądry."

Steve Jobs miał niewątpliwie ogromny wkład w rozwój nowoczesnych technologii. Dziś odszedł, pokonany przez chorobę. Piszę o nim, ponieważ jest doskonałym przykładem na to, że jeśli wierzysz w siebie, w swoje marzenia, możesz dokonać wielkich rzeczy. Nawet gdy został wyrzucony z firmy, którą stworzył, nie poddał się. Choć był to dla niego wielki cios, po latach stwierdził, że to jedna z najlepszych rzeczy, jaka przydarzyła mu się w życiu. Miał racjonalne, ale jednocześnie optymistyczne spojrzenie na świat. 

Walczył z chorobą przez siedem lat, ale to właśnie w tym czasie Apple nabrało rozpędu. Jobs walczył i działał. 

"Myślę, że gdy coś zrobisz i okaże się to całkiem niezłe, powinieneś zrobić coś innego, cudownego i nie zatrzymywać się przy tym zbyt długo.
Tylko wymyślić coś następnego."


Steve Jobs szedł własną drogą. Uważał, że wiara we własne siły to podstawa sukcesu. Często powtarzał, że trzeba wsłuchać się w siebie i iść tam, gdzie podpowiada serce:

"Nie pozwól, aby szum opinii innych zagłuszył twój własny wewnętrzny głos.
I co najważniejsze, miej odwagę, by podążać za swoim sercem i intuicją.
One w jakiś sposób wiedzą, kim naprawdę chcesz się stać.
Wszystko inne jest drugorzędne."

Sprawiał wrażenie niezwykle charyzmatycznego człowieka, którego po prostu chciało się słuchać. Doskonałym przykładem jest jego poruszające przemówienie, które wygłosił do absolwentów Uniwersytetu Stanforda w 2005 roku.



I na koniec:

"Pójść spać, mogąc powiedzieć, że zrobiło się coś cudownego – 
to jest dla mnie ważne." 

Dokonał tego. Odszedł, zostawiając po sobie narzędzia i produkty, bez których wielu ludzi już nie wyobraża sobie życia.

poniedziałek, 3 października 2011

Festiwal wiszących glutów

Niniejszym ogłaszam rozpoczęcie tegorocznego "Festiwalu Wiszących Glutów". Tego roku kolekcja produktów jest wyjątkowo bogata, jej hasłem przewodnim są słowa "Żółte zwisole pod czerwonym kinolem".


Najnowszą kolekcję można nabyć we wszystkich licznie uczęszczanych przez ludzi miejscach. Szczególnie polecamy zatłoczone metro, tramwaje, autobusy i wszelkiego rodzaju centra handlowe.

Produkty są wyjątkowo trwałe więc proszę nie zapominać o odpowiednio dużym zapasie chusteczek higienicznych i zwolnień lekarskich.

To będzie wyjątkowo dobry rok dla przemysłu farmaceutycznego. Podejrzewam,że mógł on wspierać wyprodukowanie tak dobrej partii wirusów(to taka moja mała teoria spiskowa).

Wszystkim nabywcom tegorocznej kolekcji życzę miłego (i krótkiego) kichania, prychania i dmuchania.

Aaaa psik!

Magia Warszawy?


Domi wkręca mnie ostatnio w słuchanie piosenek z Glee. Bardzo mi się spodobała wśród nich interpretacja "Empire State of Mind". Przełożyłem sobie słowa tego kawałka na polskie warunki i stwierdziłem, że mimo, iż Warszawa nie jest Nowym Jorkiem to również posiada jakąś magię.

Po kilku latach mieszkania tu chyba przestałem ją dostrzegać, ale pamiętam jakie wrażenie robiło na mnie to miasto na początku.

Dziś szukam miejsca dającego spokój (możliwość rozwoju?), ale trudno byłoby mi się odzwyczaić od tego co oferuje Warszawa. Podejrzewam, że gdybym miał wybór to mieszkalibyśmy na przemian w górach, trochę na Mazurach, trochę nad morzem, trochę na rodzimym Roztoczu, ale również jakąś część czasu w Warszawie.

niedziela, 2 października 2011

Odrzucaj zwątpienie, zwalczaj złe myśli...

Cholera. Dziś rano mnie dopadła "jesienna deprecha". Na szczęście na krótko. To uczucie, kiedy wydaje Ci się, że to co robisz jest bez sensu, że twoje starania nic nie zmieniają - a przecież powinny. Nie możemy zmieniać swojego otoczenia bez zmiany samych siebie, nie możemy wpływać na zachowania innych inaczej niż przez zmianę własnych zachowań.

Ja w chwilach zwątpienia staram się przejść do działania - to zawsze pomaga. Przecież to co robisz robisz dla siebie.

Jak zawsze trafiłem dziś na fajny cytat związany z tematem. Tym razem z książeczki "Kto zabrał mój ser?"

"Bezpieczniej jest błądzić w labiryncie niż pozostawać w bezsensownej sytuacji." 

I tak jak uważasz, że jesteś w sytuacji bez wyjścia, że nie możesz nic zrobić jedynym rozwiązaniem jest zrobienie tego co możesz. Wywrotowo napisane, ale o to chodzi. Bezczynnością na pewno nic nie rozwiążesz, a każdy krok, który wykonasz może przybliżyć Cię do rozwiązania problemu i zazwyczaj to robi.

Przy okazji myślę, że "Kto zabrał mój ser?" Spencera Johnsona zainspiruje mnie do kilku motywacyjnych postów. Książeczka jest krótka, szybko i przyjemnie się ją czyta, a jednocześnie niesie ze sobą dużo energii nakłaniającej Cie do zmian i działania. 

Niepopularny wpis...

Postanowiłem dodać wpis, który będzie wyrażał opinię bardzo obrazoburczą. Jak większość z nas (Polaków? ludzi?) jestem bombardowany przez różnorodne informacje serwowane przez telewizję, prasę, internet. Co chwilę dowiaduję się o modnym trendzie społecznym, portalach społecznościowych, społecznościach itp. Co chwilę ktoś ogłasza "innowację", która z nowościami, z rozwojem danego obszaru nie ma nic wspólnego. Każdego dnia dowiaduję się, że należę do coraz to nowych wymyślonych pokoleń. Już słyszałem pokolenie X, pokolenie Y, pokolenie iPod, pokolenie kryzysu... stracone pokolenie.

Mówi się, że to pokolenie ludzi, którzy nie mogą znaleźć pracy, którzy nie mają przyszłości, którzy żyją na "garnuszku" rodziców. Zastanawiałem się czy to prawda i czy czegokolwiek nie mogą - w końcu sam również należę do tych pokoleń. Wydaje mi się, że bardziej nie potrafią, albo wręcz nie chcą znaleźć tej pracy, nie potrafią lub nie chcą kreować własnej przyszłości.
Czy winny jest tu rząd, czy winni są bogaci? Chyba nie. Jedynymi winnymi jesteśmy my sami bo to my decydujemy czy coś chcemy zrobić czy nie, czy chcemy się czegoś nauczyć/dowiedzieć czy nie. Wydaje mi się, że to stracone pokolenie po prostu nie chce nic robić bo tak jak jest teraz jest wygodnie.

Zamiast szukać rozwiązania skupiamy się na przeszłości i tym czego już nie jesteśmy w stanie zmienić. Roztrząsamy naszą niedolę i nic nie robimy by wyrwać się z nieporządanej sytuacji. Jestem zdania, że trzeba pomagać takim ludziom trafić na prawidłową ścieżkę (każdy indywidualnie wie jak ona powinna wyglądać), tak aby zaczęli wierzyć w siebie i w to, że mogą wszystko jeżeli tylko zechcą.

Zamiast dawać człowiekowi rybę, należy mu dać wędkę i nauczyć łowić.

Nawet rozglądając się wokół siebie widzę masę ludzi (szczególnie młodszych ode mnie), którzy mają następujące podejście:

NIE MUSZĘ NIC ROBIĆ. 
NIE MUSZĘ SIĘ WIĘCEJ STARAĆ. 
PRZECIEŻ MI SIĘ NALEŻY.

Strasznie mnie drażni takie podejście. I tym kończę.

sobota, 1 października 2011

Nie chodzę na wybory...

...ale mam silne postanowienie, że tym razem pójdę. Jednak, że zazwyczaj staram się robić rzeczy przemyślane (albo wcale ich nie robić) - postanowiłem sprawdzić faktyczne programy kandydatów. Niestety na stronach pod linkami zatytułowanymi "Program" zobaczyłem same pierdoły, albo nie zobaczyłem zupełnie nic (Palikot).

Co do obietnic wyborczych to już nie mogę patrzeć na to jak nas okłamują. np. obniżanie VAT przez PO po tym jak niedawno je podwyższyli i zostawili furtkę do dalszych podwyżek po "cichu". PIS nie jest lepszy. Zamiast patrzeć na przyszłość zatracają się w roztrząsaniu przeszłości. A po co się na tym skupiać skoro i tak już tego nie zmienimy. Możemy za to zmienić przyszłość.

Ponadto czy to my wybieramy władzę? Czy my ją komuś dajemy? Ostatnio wydaje mi się, że władzę wybierają media, a raczej Ci, którzy kontrolują media - można ich nazwać mafią.

Nawet jeżeli w mediach pojawi się informacją kłamliwa i później będzie sprostowana to w ludziach to kłamstwo się zakorzenia i zaczynają w nie wierzyć. Prawdę od kłamstwa dzieli tylko ilość ludzi powtarzających daną informację. Im więcej ludzi powtarza dane słowa tym są one prawdziwsze dla społeczeństwa.

Najważniejsze to nie szkodzić - tą lekcje przede wszystkim powinni sobie przyswoić politycy.