niedziela, 17 czerwca 2012

Wykorzystywanie upadków

Wzloty i upadki to coś co towarzyszy nam od zawsze. Zazwyczaj wkładamy dużo wysiłku, żeby osiągnąć sukces, mozolnie wspinamy się do celu. Często jednak  na tej drodze pojawiają się trudności, które powodują, że potykamy się i spadamy z tej wielkiej góry prowadzącej na szczyt.


Wielu z nas w takiej sytuacji bezwładnie spada w dół by na dnie takiej "doliny" przez chwilę poleżeć i poużalać się nad sobą. Niektórzy później się podnoszą i znów powoli wspinają się w górę. Niektórzy zostają w dolinie i są to ludzie, których nazywam "złamanymi".

Są jednak tacy, którzy spadając wykorzystują tą sytuację, aby nabrać rozpędu i z łatwością wbiec na kolejne (często jeszcze wyższe) wzniesienie, na kolejny szczyt. Ci ludzie nie tracą czasu na rozpamiętywanie swojego nieszczęścia, upadek traktują jak coś naturalnego, jak coś "dobrego". Przecież wtedy własnie zyskują coś bardzo cennego - doświadczenie i umiejętności pozwalające na osiąganie jeszcze wyższych szczytów.

Życzę wszystkim, żeby pamiętali o tym, gdy spotka ich coś nie do końca oczekiwanego, coś co wytrąci ich z równowagi w drodze na swój własny szczyt.

Wykorzystujmy upadki do tego by nabrać rozpędu na ścieżce prowadzącej na jeszcze wyższe szczyty.


poniedziałek, 11 czerwca 2012

Definicja "wolnego tempa"

Ostatnio zastanawiałem się nad definicją "wolnego tempa". Wydaje się, że połączenie tych słów jest jednoznacznie określone, ale...

Wg słownika języka polskiego wolny/wolne to:

- mogący postępować zgodnie z własną wolą, nie podporządkowany komuś lub czemuś; będący na swobodzie, nie uwięziony; nie zabroniony, nie skrępowany, 

ale również:

- odbywający się, przebiegający, wykonywany powoli, bez pośpiechu; powolny, nieśpieszny.

Gdy słyszy się słowa "wolne tempo" zazwyczaj myśli się o drugiej z tych definicji. Ja jednak czuję, że bardziej prawidłowa jest pierwsza. 



Każdy powinien dostosowywać życie do swoich potrzeb, realizować je zgodnie ze swoją wolą. Nie powinniśmy narzucać sobie woli innych. Pisze "my" bo nikt nie jest w stanie nas do niczego zmusić jeżeli na to nie pozwolimy.

Nasze "wolne tempo" powinno być dostosowane do realizacji celu naszego życia. Problemem jest jednak to, że większość z nas nie wie co jest i co może być celem, dla którego znaleźliśmy się na tym świecie. Z drugiej strony w ostatnio przeczytanej przeze mnie biografii Jobsa często padało stwierdzenie:

"Podróż jest nagrodą"

Ja odczytuje to tak, że nie jest ważne czy osiągniemy nasz aktualny cel czy nie, w trakcie drogi do niego zawsze coś zyskamy. Zyskamy doświadczenie.

I tak na zakończenie coś co powinno podsumowywać "wolne tempo" dla każdego z nas:


Lubię mieć poczucie, że jestem tam gdzie chcę i powinienem być, a nie tam gdzie zmuszają mnie i widzą moje miejsce inni.

sobota, 9 czerwca 2012

Radość, entuzjazm, gościnność...

Wczoraj rozpoczęło się Euro2012. Obiecywałem sobie, że owszem obejrzę mecze Polski, ale nie będę poddawał się ogólnemu szaleństwu. Ale jak tu się nie poddać, gdy...

Wracając z pracy wsiadam do tramwaju, a wszyscy w środku ubrani są w barwy narodowe, gdzie nie spojrzysz widzisz biel i czerwień, dwa wspaniałe kolory. Do tego wszystkiego po chwili z gardeł wszystkich wydobywają się słowa:


POLSKA. BIAŁO-CZERWONI! POLSKA. BIAŁO-CZERWONI!

I jadę sobie takim wesołym tramwajem, aż do metra i strefy kibica, a w środku we mnie wszystko drży z poczucia jedności z tymi ludźmi, z dumy, że jestem Polakiem :)


Analogicznie wygląda to w metrze. Otwierają się drzwi. Wypada przez nie tłum z biało-czerwonymi barwami na twarzy, w biało- czerwonych strojach i woła:

Polska! Polska! Polska! 

Szkoda, że nie nagrałem tego komórką. Atmosfera w Warszawie po prostu faluje ciepłem, czuje się radość, jedność i tradycyjną polską gościnność. Ludzie są szczerzy i przyjaźni choć myślałem, że może to wyglądać zupełnie inaczej. Jest super.

Oczywiście jak już się zaraziłem tą atmosferą to pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po powrocie do domu był wyjazd do sklepu po flagi i trąbki. Do meczu otwarcia była jeszcze godzina, więc spokojnie zdążyłem, a wracając samochodem ozdobionym w barwy narodowe czułem krystalicznie czystą radość. Patriotyzm :)


Polecam wszystkim odwiedzenie strefy kibica, albo przynajmniej jej okolic i zanurzenie się w tych falach entuzjazmu. Wspaniałe uczucie.



poniedziałek, 4 czerwca 2012

Przechowywanie kopru - koper solony

Podczas ostatniego pobytu w Biłgoraju dostaliśmy mnóstwo kopru i szczawiu. Przepis na szczaw pojawi się już wkrótce, a dziś pokażę Wam sposób na przechowywanie kopru. Świeży koperek zawsze myłam, siekałam i zamrażałam, ale niedawno znalazłam inny ciekawy sposób. Pochodzi on z kuchni staropolskiej, gdy zamrażarka nie była wszechobecnym sprzętem i trzeba było przechowywać żywność w inny sposób.

Do tego przepisu potrzebne są trzy rzeczy: koper, sól i niewielki słoik.


Koper dokładnie płuczemy i osuszamy. Następnie należy poodcinać grube i twardsze łodyżki, zostawiając tylko młode gałązki.


Na dno słoiczka wsypujemy łyżeczkę soli i układamy na niej warstwę kopru.


Każdą kolejną warstwę kopru posypujemy płaską łyżeczką soli. Gałązki należy układać tak, aby dość ściśle do siebie przylegały.


Wierzchnią warstwę również zasypujemy solą i zakręcamy słoik. Odstawiamy go w chłodne miejsce, np. do lodówki lub chłodnej piwniczki. 


Taki koper doskonale zachowuje swój zapach i kolor. Przed użyciem wystarczy opłukać go w zimnej wodzie, aby pozbyć się nadmiaru soli.