poniedziałek, 28 października 2013

Domowa wędlina: schab w czosnku i majeranku

Wędliny, które kupujemy w sklepach, najczęściej są faszerowane wodą i chemią, przedłużającą ich przydatność do spożycia. Tym samym ginie wspaniały smak, który można wydobyć z mięsa. Robienie własnych wędlin początkowo wydaje się skomplikowane. Dzisiejszy przepis jest prosty, a efekt naprawdę robi wrażenie. Zrobiliśmy schab, który wyszedł bardzo soczysty, ale można użyć dowolnego mięsa i dowolnych przypraw.

Wieczorem nacieramy schab czosnkiem, majerankiem, solą i odrobiną pieprzu. Tak przygotowane mięso szczelnie zakrywamy i wkładamy na noc do lodówki.


Następnego dnia obsmażyłam schab ze wszystkich stron na sklarowanym maśle.



Gdy mięso się smaży, należy w garnku zagotować wodę i prosto z patelni przełożyć je do wrzątku. Nie gotować. 


Garnek przykrywamy pokrywką i zawijamy w koc. Zostawiamy go na około 8 godzin.



Gotowy schab był bardzo soczysty, a przede wszystkim nie miał w sobie żadnych "ulepszaczy".
 Zniknął z talerza w mgnieniu oka :)


niedziela, 27 października 2013

Wielozadaniowość to kłamstwo

W coraz szybszym świecie coraz bardziej ceniona robi się wielozadaniowość. Robimy coraz więcej rzeczy naraz(bo powinno być szybciej). Ze wszystkich stron jesteśmy atakowani ogromnymi strumieniami informacji, które rozpraszają nas przy wykonywaniu bieżących rzeczy i bardzo często dokładają nam nowych zadań(najczęściej nieistotnych). Ma być szybciej, wydajniej, równolegle, a wcale tak nie jest. 

Mi ze względu na mój zawód kojarzy się to z procesorami, w których zasymulowano równoległe wykonywanie zadań poprzez ciągłe i bardzo szybkie przerywanie zadań i przełączanie się na inne. Dla użytkownika wygląda na równoległą prace, a w rzeczywistości jest sekwencyjna, tyle ze na krótko i bardzo szybko przerywana.



Ludzie niestety nie są komputerami, a ich mózgi to nie procesory. Gdy próbujemy wykonywać kilka rzeczy naraz to w rzeczywistości skupiamy się na jednej - pierwszoplanowej, a inne czekają sobie z tylu na swoją kolej. A dla równoległości próbujemy przełączania się między zadaniami analogicznie jak to jest w świecie maszyn. Niestety u człowieka takie przełączanie między zadaniami jest bardzo pracochłonne i nieefektywne, a przede wszystkim męczące. Często po całym dniu w pracy zastanawiamy się co tak naprawdę zrobiliśmy i nie jesteśmy w stanie jednoznacznie tego określić. Jednocześnie czujemy się totalnie "wypruci".

Dlaczego? Bo większość czasu i energii zmarnowaliśmy na przełączanie kontekstu między zadaniami. Na ponowne wdrażanie się w zadania, których wykonywanie przerwały nam ataki wszechotaczających strumieni komunikatów i informacji.

I ostatecznie okazuje się, że coś co powinno zostać zrealizowane bardzo sprawnie, realizowane jest kilka razy dłużej.

Ps. W sumie w komputerach też tak jest. Jeżeli jest za dużo zadań to komputer zatyka się na przełączaniu kontekstu - z tym, że my zatykamy się przy dużo mniejszej liczbie zadań :) 

Ostrym rozwiązaniem takiego zatkania może być reset. W komputerze to wciśnięcie jednego przycisku, które wywala wszystkie zadania z pamięci i jest po kłopocie. Ale czy ludzie mogą wyrzucić tak wszystkie sprawy do kosza i zacząć od początku? Jest to jednocześnie kuszące, ale też ekstremalnie ryzykowne...

Kto się odważy?

poniedziałek, 7 października 2013

Mleko z mlekomatu

Odświeżam w sobie ostatnio motywację do lepszego, zdrowszego jedzenia. Czytam o chemikaliach, antybiotykach i hormonach, którymi jesteśmy bombardowani. Nic dziwnego, że zdrowie współczesnego społeczeństwa jest tak mizerne.

Mi od razu prostuje się sposób myślenia o tym co jemy. Wczoraj więc stwierdziliśmy, że czas rozprawić się z nabiałem i postanowiliśmy wypróbować mleko z mlekomatu. I tak...

Jest drogo w porównaniu z marketami, ale smakuje co najmniej tak jak mleko z mojego dzieciństwa.  Mleko ze szklanej butelki przykrytej okrągłym, miękkim kapslem. Powiem nawet więcej. To mleko jakie piło się jadąc do wujka na wieś.

Co ciekawe dzieciaki co chwilę przebiegały z wesołym krzykiem, że chcą więcej mleka od krówki. Teraz więc testujemy to mleko w warunkach bojowych do produkcji innych smakołyków. 

Dziś natomiast zobaczyłem coś czego dawno nie widziałem: "kożuch na gotowanym mleku"

UHT tak nie ma.