niedziela, 30 września 2012

Zdrowie w Chinach

Jazda samochodem sprzyja słuchaniu radia. Po raz kolejny w niedzielę trafiliśmy na audycję Beaty Pawlikowskiej, w której opowiada o chińskim podejściu do zdrowia. O tym temacie pierwszy raz usłyszałem od Domi jak czytała "Blondynkę w Chinach".


Z ciekawostek, które utkwiły mi w pamięci to przede wszystkim fakt, że Chińczycy nie chodzą do lekarza jak się już rozchorują lecz chodzą do lekarza wtedy, gdy są zdrowi i własnie po to aby nie chorować. Unikają też wszelkiego rodzaju środków farmakologicznych, unikają współczesnej chemii. Ich lekiem jest odpowiedni sposób żywienia i aktywność fizyczna na świeżym powietrzu. Lekarz zaleca odpowiednie składniki pokarmowe, aby wzmocnić odporność odpowiednich narządów. Jedzenie jest lekiem.

Druga ciekawa sprawa to przekonanie, że człowiek rodzi się z pewną ilością wewnętrznej energii (czakry?), która w ciągu życia się wyczerpuje. Aby minimalizować wyczerpywanie tej energii Chińczycy nie jedzą "surowych" potraw. Jedzenie musi być ciepłe i ma dostarczać energii, a nie zabierać ją na ogrzewanie i trawienie surowych, "zimnych pokarmów".

Same zaś składniki pokarmowe można własnie podzielić na : gorące, ciepłe, neutralne, nawilżające i zimne. Trzeba z nich korzystać umiejętnie w zależności od warunków zewnętrznych.

Planuję bliżej się zapoznać z tajnikami tradycyjnej medycyny chińskiej i opartej o nią "Kuchni Pięciu Przemian". Zobaczymy co z tego wyjdzie.

piątek, 28 września 2012

Nalewka wiśniowa. Wiśniówka. Przepis. Etykiety.

W zeszłym tygodniu rozlałem do butelek wiśniówkę, którą nastawiłem w lecie. A w ten weekend nadarza się okazją, żeby podzielić się nią z rodziną więc przygotowałem odpowiednie etykiety. Wiśniówkę robiłem w nieco nietypowy sposób bo z tzw. wiśni szklanek (typowo robi się z późnych wiśni tzw. czarnych), ale wyszła wspaniale.

Składniki na butle 10l (ok 5l nalewki):
4-5kg wiśni
4l wódki
0,5kg cukru


Przepis:
Wiśnie myjemy. Część z nich (ok 1-1,5kg) wrzucamy do butli w całości, z pestkami i zasypujemy szklanką cukru.


Resztę wiśni drylujemy, uzupełniamy butlę do mniej więcej 3/4 objętości i zasypujemy kolejną szklanką cukru.


Następnie owoce zalewamy wódką, butlę zamykamy i odstawiamy w ciemne miejsce na kilka tygodni (6-8). Po tym czasie wiśniówkę można rozlewać do butelek, ale ja postanowiłem najpierw zlać ją do mniejszej butli i poczekać kilka tygodni, aby jeszcze lepiej się wyklarowała.



A na butelkach najlepiej umieścić etykietki :)


wtorek, 25 września 2012

Szał na belgijskie frytki


Frytki - temat rzeka, na który pewnie można by było napisać książkę. Frytki z fast foodów, które zawsze wyglądają tak samo i pewnie niewiele mają wspólnego z ziemniakami. Frytki z małych barów na dworcach, grube i oblepione tłuszczem. I frytki domowe, usmażone tak, jak się najbardziej lubi, we frytownicy lub garnku, a nawet na patelni.

Ostatnio w Polsce pojawiła się nowa moda - belgijskie frytki. Do tej pory jakoś niespecjalnie mnie interesowały. Ubóstwiałam nasze domowe frytki, smażone w garnku i zajadane z keczupem lub czosnkowym sosem. Ale dzisiaj nasze maluchy, przymusowo zamknięte w domu z powodu choroby, zażyczyły sobie frytek. I nagle pomyślałam, że sprawdzę na czym polega fenomen belgijskich frytek.


Po godzinie szperania na internetowych stronach miałam mniej więcej pojęcie co i jak. Tyle, że nie miałam w domu specjalnych ziemniaków, oleju z orzeszków ziemnych ani termometru do mierzenia temperatury oleju. A jednak w niczym mi to nie przeszkodziło :) Doszłam do wniosku, że cały efekt opiera się głównie na podwójnym smażeniu. Z ułańską fantazją postanowiłam zrobić to zachwalane wszędzie cudo, z postanowieniem, że jeśli nie będzie zjadliwe, wyląduje w koszu na śmieci, a ja nigdy więcej się za nie nie wezmę.

Zaczęłam oczywiście od obrania i dokładnego umycia ziemniaków.


 Następnie pokroiłam je w dość grube słupki i zalałam zimną wodą. Moczyły się około 15 - 20 minut.


Po tym czasie dokładnie osączyłam je na durszlaku i zostawiłam, aż obeschły z wody.


Teraz czas na olej. Rozgrzewałam go na oko, ale osobom, które nie czują się pewnie w kuchni i nie znają "zachowań" oleju na pewno pomoże termometr. Temperatura oleju przy pierwszym smażeniu powinna mieć około 120-140 stopni Celsjusza. Sprawę na pewno ułatwia też frytownica :)


Po 8 minutach smażenia wyjęłam frytki i zostawiłam na sicie, aby obciekły z oleju. Można je też rozłożyć na papierowych ręcznikach, które wchłoną tłuszcz. Frytki mają być blade!


Następnie rozgrzałam mocniej olej. Prawidłowo powinien mieć temperaturę 180 - 190 stopni Celsjusza. Ponownie wrzuciłam frytki i smażyłam około 3-4 minut, aż uzyskały piękny złocisty kolor. Wyjęłam je i ponownie osączyłam z tłuszczu na sicie.


Później wystarczy nieco posolić (jeśli lubicie) i wyłożyć frytki na talerz.
Nie mam pojęcia ile mają wspólnego z oryginałem, ale wyszły chrupiące z wierzchu 
i mięciutkie w środku. 
 Najlepsze są ponoć z majonezem i tak właśnie je zjadłyśmy :)

niedziela, 23 września 2012

Pękate butelki. Dostępność kamionkowych butelek na miód.

Ostatnio rodzice zrobili mi świetna niespodziankę. Mianowicie przywieźli mi kilka pięknych pękatych butelek na wino. Wczoraj z Patrysią urządziliśmy sobie akcję ich mycia. Niedługo przecież trzeba będzie do nich zlać tegoroczną produkcję z malin :)



Swoją drogą dostępność ciekawych butelek w Polsce jest praktycznie zerowa. Niedawno szukałem kamionkowych butelek na miód pitny. Sklepów oferujących ten towar nie było za dużo, a cena po jakiej można było kupić takie butelki wbijała w ziemię (kilkanaście - kilkadziesiąt złotych za sztukę). Na Allegro można było kupić za to całą paletę 1000 sztuk za ok 1000 euro (ok 4zł za sztukę). Cena jednostkowa akceptowalna, ale czy potrzebuję, aż 1000 sztuk? I gdzie to wszystko pomieścić jak się mieszka w bloku?

Porównując ofertę w sklepach i cenę hurtową wydaje się, że takie butelki kamionkowe to niezły interes. Jeżeli tylko "moda" na własną produkcję trochę by się rozwinęła to można by w to wchodzić.

Ostatnio pomyślałem, że fajnie byłoby założyć taką własną piwniczkę i sprzedawać w niej własne "specjały" i uczyć jak to zrobić w domu. Podobno przepisy nie sprzyjają w naszym kraju tego typu działalnościom, a szkoda bo we wszystkich ościennych krajach jest to wspaniała atrakcja.


sobota, 22 września 2012

Jesień i jej wpływ. Znów o śmierdzącym serze.

Dziś ostatni dzień lata. Jutro zaczyna się jesień. To wspaniała pora roku. Uwielbiam ją szczególnie wtedy, gdy wszędzie jest kolorowo od przygotowujących się do opadnięcia liści, a słońce pięknie świeci, obdarowując nas ostatnimi w roku ciepłymi promieniami.



Jednak jesień to nie tylko kolorowe liście. Już za chwilę stanie się zimno, ponuro i deszczowo. Dni staną się coraz krótsze. A to wszystko nie wpływa pozytywnie na nasze samopoczucie. Konieczne jest więc odpowiednie spojrzenie na tą sprawę i cieszenie się z tego co jest nam dane, tego co jest tu i teraz.

Jeżeli do tego dołoży się niepewność jaką przeżywa każdy z nas w ostatnim czasie, związana z tzw. "kryzysem", cięciami, oszczędnościami itp to depresja murowana. Ja zazwyczaj zaczynam wtedy czytać różne motywujące rzeczy. Pozwala mi to wyciszyć się, uspokoić i podejść do spraw bez emocji. W końcu:

Przeszłości nie zmienimy, przyszłości nie znamy, więc pozostaje nam jak najlepsze wykorzystanie teraźniejszości, cieszenie się każdą chwilą i dostrzeganie tego co jest w danym momencie dla nas naprawdę ważne.

Czasem jednak czuję, że moje spojrzenie nie jest odpowiednio obiektywne i zapętlam się w błahych sprawach, nie dostrzegam rzeczy oczywistych. Dobrze jest wtedy mieć kogoś, kto będzie powtarzał nam mantrę:

Skup się na sprawach ważnych dla CIEBIE!

Mnie zazwyczaj na "ziemię" sprowadza Domi lub wspomniane książki. Ostatnio Domi sięgnęła po "Kto zabrał mój ser?" i wykorzystuje na mnie moje własne metody co chwilę powtarzając, żeby "wąchać i sprawdzać czy ser nie śmierdzi".


Być może już czas by wejść do labiryntu i poszukać nowego sera? Ostatnio odnoszę wrażenie, że pojawia się coraz więcej okazji ku temu. A może szerzej otwieram oczy i dostrzegam rzeczy, których nie widziałem albo nie chciałem zobaczyć  wcześniej?

Myślę, że jak skończę serię o "Kłamcy" wrócę do króciutkich książeczek motywacyjnych Spencera Johnsona. Dobrze mi to zrobi :)

Dziś otworzyłem "Ser" i zobaczyłem takie oto słowa:

"Zmiany są nieuchronne
Odbiorą ci Ser

Przygotuj się na zmiany
Twój Ser na pewno zniknie

Obserwuj zmiany
Wąchaj swój Ser często, a będziesz wiedział, kiedy zaczyna się psuć

Szybko reaguj na zmiany
Im szybciej zrezygnujesz ze Starego Sera, tym wcześniej będziesz się cieszył Nowym

Zmieniaj się
Nie daj się wyprzedzić swojemu Serowi

Ciesz się zmianą
Zasmakuj w przygodzie i delektuj się Nowym Serem

Spodziewaj się zmian i ciesz się nimi
Odbiorą ci Ser"

Ale jak tu zostawić swój ukochany "serek"... :P

czwartek, 20 września 2012

Szczaw w słoikach na zimę

Zupa szczawiowa z ugotowanym jajkiem w środku zimy to nie lada przysmak. Wiem, że można kupić gotowy słoik szczawiu, ale ja bardzo niechętnie podchodzę do takich "sklepowych" produktów. Od dłuższego czasu staramy się robić własne przetwory, żeby jeść jak najmniej "chemii". Dlatego po raz kolejny zrobiłam własny szczaw w słoikach. Pomijając przebieranie listków, jest to dość szybki i łatwy sposób na cieszenie się szczawiówką w zimie. Potrzebne składniki to szczaw i odrobina masła.

Liście szczawiu dokładnie myjemy i odrywamy twarde ogonki.


Następnie lekko je osuszamy i kroimy.


Na patelni rozpuszczamy masło, po chwili dorzucamy pokrojony szczaw i smażymy. 
Usmażone listki nabierają ciemnozielonego koloru.



Gdy całość jest gotowa, nakładamy do słoiczków, zakręcamy i odwracamy do góry dnem. 
Dla pewności można je jeszcze zawekować. 


Należy pamiętać, że szczaw bardzo się redukuje. Z ilości pokazanej na powyższych zdjęciach wyszedł jeden  mniejszy słoik. Później wystarczy tylko ugotować warzywny bulion, dorzucić szczaw ze słoiczka, zabielić jogurtem naturalnym lub śmietaną, doprawić i wkroić ugotowane jajko - i mamy pyszną szczawiówkę :)

środa, 19 września 2012

Suszone pomidory w oliwie

Jak pisałam wczoraj, wysuszyłam w suszarce pomidory. Miałam akurat pomidorki koktajlowe i żółtą odmianę dużych. Po umyciu, koktajlowe pomidorki przekroiłam na pół.


Żółte podzieliłam na drobne cząstki. 


Po kilku godzinach suszenia ciepłe pomidory przełożyłam do słoiczków. Do jednego słoiczka dodałam też trzy ząbki czosnku. W garnku podgrzałam oliwę z bazylią.


Zalałam pomidory oliwą, zakręciłam słoiczki i odwróciłam do góry dnem, żeby się zawekowały. 


Wczoraj nie wytrzymaliśmy i otworzyliśmy jeden słoiczek, żeby spróbować. Wyszły pyszne, pachnące słońcem, ziołami, z lekką czosnkową nutą. Teraz suszę duże czerwone pomidory :) 


Suszone pomidory można przechowywać przez kilka miesięcy. 
Są świetnym dodatkiem do sałatek, pizzy czy makaronów.



wtorek, 18 września 2012

Suszenie malin.

Podczas ostatniego pobytu w Biłgoraju dostaliśmy wspaniałe maliny, pomidory, jabłka i szczaw :) Po sukcesie z suszeniem grzybów i jabłek w specjalnej suszarce wpadłam na pomysł wysuszenia malin. 

Opłukane owoce rozłożyłam na suszarce i włączyłam ją na kilka godzin. Oczywiście w taki sam sposób można wysuszyć je w piekarniku, w niskiej temperaturze i najlepiej na termoobiegu.


Wieczorem przełożyłam wysuszone maliny do miseczki, żeby jeszcze dodatkowo doschły.


Suszone maliny świetnie sprawdzają się jako dodatek do herbaty w czasie przeziębień, grypy, anginy i zapalenia oskrzeli. Napar z takich malin jest bardzo dobrym środkiem napotnym i pomaga przy gorączce. Wczoraj Mariusz testował je w herbacie i stwierdził, że są pyszne :)
Dodatkowo suszone maliny można dodawać do musli lub domowych zbożowych batoników. 


Zapakowane do pojemniczka owoce czekają na zimne jesienne i zimowe wieczory.

A tymczasem w suszarce suszą się pomidory. Zalane oliwą z ziołami będą doskonałym składnikiem sałatek i pizzy :) Fotorelacja wkrótce.

poniedziałek, 17 września 2012

Różnorodności i aktywności...

Praca. Różnorodność. Zmiany. Satysfakcja. Zebrałem się trochę w garść i małymi kroczkami zabieram się za działanie. W ciągu ostatniego tygodnia...

Opublikowałem testową aplikację w "Play market". Niby nic nadzwyczajnego, a jednak jest to nowe doświadczenie i być może z tego ziarenka kiedyś wykiełkuje jakiś większy i piękniejszy owoc. Aplikację BubbleMe można pobrać tutaj.


Wrzuciłem też jeden z obrazków na Spreadshirt i można sobie zrobić własną koszulkę z tym wzorem. Szkoda tylko, że ceny w tym portalu są takie duże :( Koszulkę z czartem można obejrzeć tutaj.


No i na koniec Domi namówiła mnie do zrobienia obrazka na konkurs o "Kłamcy". Na zwycięstwo pewnie marna szansa bo oceniać będą użytkownicy, a wiadomo, że na różnego typu portalach powstają tzw "kluby wzajemnej adoracji"... ale spróbować warto.


niedziela, 16 września 2012

Jesienny wyjazd na Roztocze

Poprzedni tydzień był bardzo intensywny i przyniósł dużo nowości szczególnie w obszarze zawodowym. Weekend natomiast spędziliśmy głównie na świeżym powietrzu w rodzinnych stronach. Porozkoszowaliśmy się najzwyczajniej "złotą polską jesienią" :)


Winogron nie obrodził w tym roku za dobrze, ale te owoce, które dojrzały są pyszne.

Wyskoczyliśmy też do lasu. Podobno nie ma grzybów na Roztoczu bo w lasach jest za sucho. Mimo wszystko pojechaliśmy i spotkała nas miła niespodzianka. To co znaleźliśmy nie nazwałbym "wysypem", ale myślę  że najbliższy tydzień może okazać się bardzo owocny. Jak ktoś może to polecam wyprawę do lasu.


My z naszych zbiorów uzyskaliśmy dwa słoje suszonych grzybów. Będzie w sam raz do bigosu, mięsa i do duszenia na maśle.

Oprócz grzybów warto wybrać się też po piękny wrzos, borówki i przede wszystkim zdrowie, które dają nam fitoncydy wydzielane przez drzewa.







sobota, 8 września 2012

Bajkowe obrazki

Ostatnio pisałem, że będę trochę trenował robienie obrazków. Z ciekawszych rzeczy jakich się nauczyłem to  efekt jaki można uzyskać przez pogrubienie konturów postaci i najistotniejszych elementów. Poniżej przykład różnicy między "niepogrubionym" obrazkiem, a pogrubionym.



 To obrazek do legendy o warszawskiej syrence. Ale poszalałem trochę więcej i...










Nietypowy korek

7 rano. Sobota. W bloku cisza. Za oknem nie jeździ jeszcze za dużo samochodów. Tylko w kuchni słychać delikatne bulkowanie malinowego wina i coś jeszcze, coś jakby podrapywanie myszy? Nie to moja młodsza córka majstruje coś w kuchni. Idę sprawdzić czy aby na pewno nie zrobi sobie krzywdy i to co widzę w sekundę ładuje mnie "pozytywną energią".


Gabi stoi na stołku przy dwóch butelkach na wino. Jedna z butelek wypełniona jest laskami wanilii oraz kawałkami kory cynamonu i zatkana zwykłym korkiem. Druga z butelek jest pusta, ale za to korek jest już "mniej typowy".  Butelkę bowiem zatyka średniej wielkości pieczarka - niedoszły składnik wczorajszej pizzy :)

Cóż zainteresowania widać przechodzą z ojca na... córki :P

czwartek, 6 września 2012

Zeszyt z pomysłami

Jakiś czas temu zacząłem w zeszycie opisywać swoje pomysły na rzeczy, które chciałbym, a raczej chcę stworzyć. Warto spisywać sobie takie rzeczy. Nigdy nie wiadomo kiedy nadarzy się okazja do ich realizacji, a niezapisane tracą swą moc i po dłuższym lub krótszym czasie zacierają się w naszej pamięci.


Pomysły są z bardzo różnych dziedzin: literatura, turystyka, obraz, muzyka i przede wszystkim zgodna z moim wykształceniem technologia. Chciałbym przykładowo wydać książeczkę z przepisami na ciekawe wina i nalewki okraszoną ciekawymi zdjęciami no i moimi "etykietami na butelki" :) ... jakieś ładnie wydane legendy z "Bajkowego zakątka"... Chciałbym posadzić park do którego przyjeżdżaliby ludzie z całego kraju by obejrzeć "swoje drzewa". Chciałbym stworzyć jakieś ciekawe aplikacje graficzne i muzyczne na smartfony itp.

Ostatnio gdzieś czytałem, że aby osiągnąć wielki sukces potrzebne są dwie rzeczy:

MOTYWACJA  i  DZIAŁANIE

Myślę, że motywacji mi nie brakuje i nawet "korporacyjna codzienność" nie jest w stanie jej we mnie zabić. Gorzej jest z działaniem. Zastanawiam się jak oszukać samego siebie i zmusić się do większego działania :) Wydaje się, że wszystkie małe zmiany, małe kroki które robię przybliżają mnie do celu, ale wewnętrznie ciągle czuję, że to za mało i za wolno.